Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Bazyli’


Deszczowe przedpołudnie sprzyja smacznemu, a długiemu spaniu. Kartka z Częstochowy szła na Mazury dobę dłużej, niż do Kufszynka. Poemat „Serce Chopina” miejscami jest zachwycający, ale całości nie ogarniam. Dehnel zostanie dla mnie raczej tylko autorem prozy. Zupa paprykowa na drugi dzień jest smaczniejsza, niż świeżo ugotowana. Poza tym jest, jak było.

Reklamy

Read Full Post »


Wydałem w aptece pięć dych, a babka nie chce brać nawet syropu.

Read Full Post »


Wieczorem ogarniam trochę w pokoju, upychając po kątach rozpełzły w okolicach biurka nadmiar makulatury. Mógłbym się zabrać za sprzątanie kuchni i łazienki, ale do dwudziestego szóstego (Abramasia zapowiedziała się z krótką wizytą) jest jeszcze tyle czasu, że dwa razy zdążę wszędzie ponownie nabrudzić.
Z babką bez zmian. Z zaskoczenia wyrwało się jej jedno „Co?”, poza tym twardo milczy. Przy śniadaniu wypiła tylko kawę, zamiast obiadu zjadła jajecznicę z pomidorami, a wieczorem dała się namówić na jogurt i dwa rogaliki. Ciśnienie ma niskie, temperaturę w normie, kaszle paskudnie.

Read Full Post »

Pogoda nieciekawa, pochmurna, deszczowa. W nocy jest tak chłodno, że muszę zamknąć nawet okno w kuchni. Babka nie daje mi spać. Wierci się, coś tam ględzi, marudzi i próbuje mocniej uwidocznić piątkowego sińca. Półprzytomny, co i raz wyrywany ze snu, działam automatycznie, nie do końca rejestrując pamięcią to, co robię. Przed południem robię zakupy u Mistrza Jana i w Nemezji. Po obiedzie babka znów robi się męcząca. Z trudem udaje mi się przeczytać kilka stron Kinga (nadal „To”), który i w idealnych warunkach do lektury idzie mi dość średnio.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Noc znów męcząca. Pobudkę robi mi dopiero telefon kuriera o 10:30. Mama nadal przeziębiona, już bez gorączki, ale gnębi ja katar i kaszel.
– Przydałoby się przyjechać, jakieś zakupy zrobić, ale na razie nawet po chleb nie chodzę – tłumaczy się przy porannej rozmowy. – Ojca wysyłam co rano do sklepu, a on oszczędza i tylko z pieczywem wraca.
Po dwunastej robię zakupową rundkę: Mistrz Jan – Nemezja – salonik RUCH-u. Najwięcej wydaję oczywiście w ostatnim przybytku, bo i letni numer „Przekroju” już się ukazał, i nowy numer „Książek magazynu do czytani”.
Na obiad odsmażam babkę ziemniaczaną. Miała być tylko dla babki, ale i sobie podgrzewam kawałek. Furda odchudzanie!
Wieczór znów spędzam nad książka. Może jednak uporam się z tym Kingiem szybciej, niż w miesiąc.

Read Full Post »

Na dworze chłodnawo i pochmurnie. W domu leniwie i sennie.
Przy okazji zakupów w RUCH-u (skusiłem się jednak na wywiady Andrusa z Czubaszek) odbieram czekającą na mnie od poniedziałku przesyłkę. Na obiad odgrzewam kołduny, których kilka sztuk miałem w zamrażarce. Po siedemnastej pakuję się do łóżka i ucinam sobie dłuższą drzemkę.

Read Full Post »


Budzę się po szóstej, z bólem głowy, lekkim, ale jednak uciążliwym. Reszta dnia jest adekwatna.
Mama, zmęczona trzecią zarwaną nocą z rzędu, rezygnuje z przyjazdu do miasta. Babka rozmyśla się w trakcie komunii i zamiast połknąć opłatek, wypycha go z ust językiem. Jednorożców wystarcza mi tylko na 24 kartki, z literkami na tekst może być jeszcze słabiej. W radiu same rzępoły. Na słuchanie płyt zbyt gorąco…
Odżywam dopiero o dwudziestej drugiej, po deszczu.

Read Full Post »

Older Posts »