Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘ból głowy’


Budzę się po szóstej, z bólem głowy, lekkim, ale jednak uciążliwym. Reszta dnia jest adekwatna.
Mama, zmęczona trzecią zarwaną nocą z rzędu, rezygnuje z przyjazdu do miasta. Babka rozmyśla się w trakcie komunii i zamiast połknąć opłatek, wypycha go z ust językiem. Jednorożców wystarcza mi tylko na 24 kartki, z literkami na tekst może być jeszcze słabiej. W radiu same rzępoły. Na słuchanie płyt zbyt gorąco…
Odżywam dopiero o dwudziestej drugiej, po deszczu.

Reklamy

Read Full Post »

Zbyt wiele łażenia po mieście, za dużo słońca. Pod wieczór rozkłada mnie ból głowy.

Read Full Post »

Wizyta mamy. Poza tym nic dobrego.

Read Full Post »

Od rana z bólem głowy. Po dziewiętnastej spacer na cmentarz. Później kąpiel i odcinek „Magików”. Powieści Wojdowskiego nie dałem rady doczytać. Na poniedziałek (termin zwrotu książek do biblioteki) został mi ostatni rozdział.

Read Full Post »

Świętuję dużymi zakupami w Arosie.

Poza tym mamy ciężką pogodę. Idzie na deszcz, na burzę i dojść nie może. Babka niespokojna, ja poirytowany. Od rana boli mnie głowa, im bliżej końca dnia, tym bardziej. A przy kolacji okazało się, że na ten ból skutecznym lekarstwem są zasolone kanapki z twarogiem.

Dzień # 1499.

Read Full Post »

Od rana mama z cotygodniową wizytą. Zanim zdążyłem wygrzebać się z pościeli, umyła okno w kuchni i zmieniła tamtejsze firanki (stare wyprała, nowo wieszane wyprasowała). Dla równowagi obiadu zrobiła tyle, co na jeden raz.
Późne popołudnie (od szesnastej) spędzam przed telewizorem, przy kolejnych odcinkach „Gwiezdnych wrót”, przysypiając lekko w trakcie przerw reklamowych. O dwudziestej muszę się już normalnie położyć, gdy do trudnej do opanowania senności dochodzi jakiś odciśnieniowy ból głowy. Na szczęście dwie godziny drzemki, gorący prysznic i kawa stawiają mnie po dwudziestej drugiej na nogi.

Read Full Post »

Do południa trzymają mnie resztki środowej migreny. Na szczęście z upływem dnia ból głowy mija całkowicie. Obiadem nie muszę się przejmować – ugotowanej przez mamę paprykowej wystarczy i na
piątek. Po siedemnastej funduję sobie solidną porcję „Gwiezdnych wrót”, bo akurat powtarzają odcinki, które opuściłem przy poprzedniej emisji. Później siedzę nad powieścią Szczygielskiego. Planowałem poczytać z godzinkę, ale było „Jeszcze tylko ten jeden rozdział i odłożę… jeszcze tylko ten jeden rozdział…” i nawet nie zauważyłem, kiedy wybiła północ.

Read Full Post »

Older Posts »