Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Lepszy rydz niż nic’ Category

W nocy trochę śnieży, ale jest ciepło (wręcz bardzo), więc po południu po śniegu nie ma już śladu. Babka je późne śniadanie i takiż obiad, zaskakując mnie deko, że w ogóle nie wydziwia nad średnio udanym leczo. Miałem zamrożone tylko to nieszczęsne całkowicie jarskie, a nie chciało mi się biegać do sklepu po kiełbasę. Poza tym odsypia (mam nadzieję) ostatnie dość ciężkie dni.
Wieczorem, po solidnej porcji „Gwiezdnych wrót”, zabieram się za rozwiązywanie problemu wynikłego z likwidowania przez Onet platformy blogowej. Po rozważeniu wszelkich możliwości i kilku przymiarkach, wybrałem najprostsze rozwiązanie – wrzucam jak leci (bez przeglądania, zmian redakcyjnych itp) wszystkie stare wpisy tutaj. Będzie trochę dubletów, ale to się z czasem posprząta. A jeśli nawet nie, to też nic się nie stanie.

Reklamy

Read Full Post »

Któregoś dnia rozmawiałem z sąsiadką z dołu o lokatorach, którzy kupili mieszkanie po Irenie MB. Opiekują się często parą nieletnich wnuków i chyba pozwalają im na wszystko, bo dzieciaki biegają po mieszkaniu od rana do wieczora.
– Moja mama potrzebuje spokoju – mówiła sąsiadka – a tu nad głową nieustanny tupot. Babcia się nie skarży?
– Babcia słabo słyszy, więc jej to nie bardzo przeszkadza. Ale jednego razu już pytała, co to nieustanne stukanie za ścianą, remont ktoś robi, czy co.
– Któregoś dnia chyba tam zajdę i zwrócę im uwagę.
– A to coś pomoże? Trzeba uzbroić się w cierpliwość i przeczekać. Dzieci podrosną i przestaną tak hałasować.
– Tylko ile tego czekania? Dwa lata? Trzy?
Dziś po południu sąsiadce chyba skończyła się cierpliwość i postanowiła interweniować. Niestety miałem nastawione dość głośno radio, doleciał mnie więc przez drzwi tylko jazgot podniesionego głosu nowej lokatorki (baba jak rzepa, nawykła – tak sobie myślę – do komenderowania mężem). Zanim wyłączyłem radio wszystko ucichło. Po chwili rozległo się ciche stukanie do drzwi i w progu stanęła sąsiadka.
– Słyszał pan? – spytała.
– Coś tam słyszałem – mruknąłem. I w sumie było to nawet zgodne z prawdą. Coś słyszałem, tylko nie wiem za bardzo co.
– Aż mi ciśnienie się podniosło – stwierdziła sąsiadka. Z czego wnioskuje, że Horpynowa wysłała ją na szczaw.
– Następnym razem pójdziemy do tej kobiety razem, dobrze?
– Jeśli będzie trzeba – zgodziłem się bez zapału. – Mogę potwierdzić, że te ich wnuki hałasują ponad miarę.
– Co za ludzie! Powinni zauważyć, że nie mieszkają już na wsi, tylko w bloku.

Read Full Post »

Dosypiam do trzynastej trzydzieści. Później mam szybkie zakupy u Mistrza Jana i w Nemezji. Ciastka, które kupiłem babce w piekarniczym wieczorem sam wyjadłem siedząc przed telewizorem. Wyjście do zamku na ostatni wykład Akademii 660-lecia odpuściłem sobie. I to nawet nie dlatego, że babka po zmroku zaczęła się robić ciut niespokojna.

Read Full Post »

Po południu kończę pranie. Nad obiadem nie chce mi się ani myśleć, ani siedzieć, smażę więc placki z jabłkami. Tym razem wziąłem boikeny, zamiast szarej renety i to był dobry wybór. Babka je z apetytem, prawie na równi ze mną.

Read Full Post »

Biorę się wreszcie za odkładane od kilku dni pranie. Na obiad wieprzowa galareta, jedna niewielka porcja do spółki z babką. Wieczorem telewizja – „Gwiezdne wrota” i „Prawo i porządek: UK”. Pomiędzy serialami lektura nowego numeru „Repliki”.

Read Full Post »

W zawieszeniu.
Albo zwyczajnie bez chęci do pisania.
I trochę ogólnie bez chęci, bo wieczorem nie chce mi się nawet ruszyć i wyłączyć radio (pilot się zepsuł), gdy puścili Wagnera.
Śniadanie po południu. Babki też, bo chciała rano pospać, a mnie to pasowało.
Na obiad podaję makaron. Babka je z jogurtem (marudzi, że kwaśno), ja z wczorajszym sosem pomidorowym od pulpetów.

Read Full Post »

Rano porządki w chacie, a później do trzynastej czekamy na księdza. Obiadem nie muszę się przejmować, bo mam naleśniki nasmażone w czwartek przez mamę. Wieczór spędzam przed telewizorem. Kawałek nocy (zbyt duży kawałek) – na układaniu puzzli.

Read Full Post »

Older Posts »