Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Lepszy rydz niż nic’ Category

Paweł nie przyjechał z wiadrem wiśni. W ogóle nie przyjechał. I dobrze.
Po siedemnastej wyskoczyłem do Nemezji na szybkie zakupy. Kupiłem sok, mleko, keczup, zapomniałem o chlebie. A to już w ogóle dobre nie jest. Ograniczona ilość chleba w domu przekłada się automatycznie na wzmożony apetyt.

Reklamy

Read Full Post »


Deszczowe przedpołudnie sprzyja smacznemu, a długiemu spaniu. Kartka z Częstochowy szła na Mazury dobę dłużej, niż do Kufszynka. Poemat „Serce Chopina” miejscami jest zachwycający, ale całości nie ogarniam. Dehnel zostanie dla mnie raczej tylko autorem prozy. Zupa paprykowa na drugi dzień jest smaczniejsza, niż świeżo ugotowana. Poza tym jest, jak było.

Read Full Post »

Babka rano śpi długo. A później mocno marudzi w trakcie śniadania (praktycznie znów wypija tylko kawę). W rezultacie nie wyrabiam się na odsłonięcie ławeczki Wojciecha Kętrzyńskiego. O trzynastej, przy okazji zakupów w saloniku RUCH-u, mogę sobie już tylko obejrzeć nowy miejski pomnik. I w sumie nie powiem, bym wpadł w zachwyt.
Na obiad mama gotuje duży gar paprykowej. Babka daje się skusić na pół miseczki zupy. Leków od przeziębienia konsekwentnie unika.

Read Full Post »


Wydałem w aptece pięć dych, a babka nie chce brać nawet syropu.

Read Full Post »


Wieczorem ogarniam trochę w pokoju, upychając po kątach rozpełzły w okolicach biurka nadmiar makulatury. Mógłbym się zabrać za sprzątanie kuchni i łazienki, ale do dwudziestego szóstego (Abramasia zapowiedziała się z krótką wizytą) jest jeszcze tyle czasu, że dwa razy zdążę wszędzie ponownie nabrudzić.
Z babką bez zmian. Z zaskoczenia wyrwało się jej jedno „Co?”, poza tym twardo milczy. Przy śniadaniu wypiła tylko kawę, zamiast obiadu zjadła jajecznicę z pomidorami, a wieczorem dała się namówić na jogurt i dwa rogaliki. Ciśnienie ma niskie, temperaturę w normie, kaszle paskudnie.

Read Full Post »

Śpię do południa. Do obiadu komputer i książka. Później tradycyjny spacer na cmentarz. Wieczorem „Wołyń” Smarzowskiego.
Babka znów głównie drzemie, nie odzywa się, niepokojąco brzydko kaszle i nie łyka tabletek.

Read Full Post »

Wtorek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty.
Tematyka tego bloga wypaliła się. Było na nim już prawie… Ale nie, chwila! Przecież ten blog nie ma innej tematyki, niż moje życie. A skoro ja nadal żyję…
Ostatni zakup na Allegro udał mi się średnio. Poprzedni właściciel kompletu dzienników Witolda Gombrowicza trzymał książki w nasłonecznionym miejscu, przez co kartki mocno pożółkły z górnego brzegu. Powinienem był się jednak zdecydować na najnowsze wydanie. Niestety coś mnie zaćmiło i połakomiłem się na kolorowe okładki edycji z okazji stulecia urodzin pisarza, które widziałem kiedyś u Sojuza.

Środa

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty pierwszy.
Mama smaży naleśniki. Zużyła chyba z kilograma mąki, bo wyszedł jej kopiasty talerz. Babka drzemie.
Włączając po południu telewizor na jakąś turecką telenowelę (jestem prawie na bieżąco, choć oglądam to jednym okiem góra raz na tydzień, przy okazji wizyt mamy) zauważam, że w ramówce 13 Ulicy pojawił się dziewiętnasty sezon „Morderstw w Midsomer”. Barnaby dostał po raz kolejny nowego detektywa (sierżanta) do pomocy. Odcinki z pierwszą obsadą lubię najbardziej, ale serial nadal ogląda się z przyjemnością.

Czwartek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty drugi.
Paweł w drodze na Bagno. O siódmej robi mi pobudkę, siedzi prawie do dziesiątej, coś tam ględzi, korzysta z komputera. Próbuję drzemać w tych niesprzyjających warunkach, a później jeszcze dosypiam do dwunastej, ale burzy mi to całkiem i tak już zaburzony rozkład dnia.

Piątek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty trzeci.
Doczytałem „To”! Wreszcie!
Cóż za ulga.
Chyba nieprędką sięgnę ponownie po cokolwiek napisanego przez Kinga.

Read Full Post »

Older Posts »