Feeds:
Wpisy
Komentarze


Wieczór nerwowy. Dopiero po jedenastej udało mi się namówić babkę na łyknięcie tabletki od ciśnienia. Odreagowuję wszystko profetycznie zakupami na Allegro.

Reklamy

Zasypiam po czwartej, a już o 7:10 mam pobudkę. Bratowa, wykorzystując dzień wolny od szkolnej nauki, wybrała się z Kunegundą do lekarza na jakieś okresowe badania.
– Nie wstawaj, nie wstawaj – Barbara rzuca uspokajająco już od drzwi. – Śpij sobie dalej spokojnie.
Ale to raczej nie przy takiej wizycie.
Po dziesiątej panie wychodzą w miasto, mogę się więc chwilkę zdrzemnąć. Po obiedzie trzeba się zająć babką i dopiero po odcinku Szwejka mogę się na trochę położyć. Wstaję przed dwudziestą drugą, a później oczywiście długo się nie kładę, bo przecież i tak bym nie zasnął.

Nadal ciepło i słonecznie, bardziej jak latem, niż jesienią. Późnym popołudniem babka drzemie spokojnie, a ja robię sobie dłuższy spacer. Czasowo dłuższy i to gównie dzięki temu, że na cmentarzu były liści do zgrabienia na dwa worki. Po porządkach u dziadka chodzę już tylko nad jeziorko sprawdzić, jak idą prace nad pomostem (jest prawie gotowy). Na obiad podgrzewam pierogi z kapustą i grzybami. Babka po czterech traci zainteresowanie posiłkiem. Wieczór przesypiam. Po dwóch rozdziałach „Pana Samochodzika i Nieśmiertelnego” (aka „Pan Samochodzik i człowiek z UFO”, jedyna pozycja z cyklu, której jeszcze w całości nigdy nie przeczytałem) kładę się na chwilkę… i budzę przed dwudziestą drugą, akurat na końcówkę odcinka „The Outpost”.

2. Marsz Równości w Toruniu (I)

W Toruniu dwa tygodnie temu było zupełnie inaczej, niż teraz w Lublinie. Przeciwnicy marszu mieli jakiś swój cywilizowany, a niezbyt liczny pochód ulicami miasta na dwie godziny przed imprezą LGBT. Podczas samego Marszu Równości nikt już nie przeszkadzał nawet jednym transparentem z „zakazem pedałowania”. Pochód przeszedł swoją trasę w radosnej, lekko karnawałowej atmosferze. Jeśli cokolwiek niepokoiło mnie przez te dwie godziny (15:00-17:00), to jedynie myśl, czy nie będę się musiał zrywać przed końcem. Niestety skomunikowanie z Toruniem miałem marne i mój ostatni pociąg odchodził już o 17:36.
Ale po kolei.

sobota 29 września 2018

To miał być tylko jednodniowy wyjazd. Nie chciałem za bardzo obciążać mamy kolejnym weekendem z babką. I się okazało, że ze znajomych spotkam co najwyżej miejscowego Żmija, więc nie było za bardzo sensu organizować noclegu dla samotnego zwiedzania miasta.
Poranny pociąg z Kętrzyna miałem o 8:13. W Olsztynie czekała mnie przesiadka o 9:58 (37 minut na dworcu, akurat na rozejrzenie się po okolicy). W Toruniu (dworzec Toruń Miasto) miałem być o 11:51. Marsz zaplanowano na 15:00, więc dostałem trzy godziny na zwiedzanie Starówki. Pociąg powrotny był o 17:36. Przesiadka w Olsztynie o 20:43 (22 minuty zapasu), przyjazd do Kętrzyna o 22:04.
Początek był według planu.

Wstałem po szóstej, wypiłem kawę i coś tam zjadłem na lekkie śniadanie. Poranek był chłodny (jakieś 5°C), ale słoneczny, z wyraźną zapowiedzią ciepłego dnia. Na dworzec wyszedłem trochę wcześniej i od razu kupiłem bilety w obie strony, co jak się później okazało, było bardzo dobrym posunięciem.

Notatki z podróży (I)
godz. 9:35 Korsze
Czuję, że zaczyna mnie brać przeziębienie. W przedziale gorąc, niczym w piekarniku. Pod oknem siedzi apetyczny misiowaty brodacz (typ preferowany przez Pająka), ale zamiast mu się przyglądać czytam „Nowe przygody Pana Samochodzika” (a właściwie „Pana Samochodzika i Kapitana Nemo”).
W drodze tam oba pociągi pospieszne. Powrotne niestety osobowe.

Notatki z podróży (II)
godz. 9:55 Olsztyn
Te 37 minut na przesiadkę okazało się nadzwyczaj krótkie. Czasu wystarczyło mi ledwo na spacer w okół dworca (wielki plac budowy) i w środku (bida z nędzą; nadal chcą zrobić z tego zabytek?). Kupuję dwie drożdżówki z makiem i butelkę Coca-Coli na drogę. W pociągu luz. Mam cały przedział tylko dla siebie.

Notatki z podróży (III)
godz. 10:46 Iława
To się nacieszyłem luzem! Na najbliższej stacji (Olsztyn Zachodni) dosiadły się do przedziału cztery laski 50+. Pielęgniarki, jak się zorientowałem z podsłuchanych mimowolnie (gdybym mógł zamknąłbym wręcz uszy na teksty o operacjach tarczycy i inne takie) rozmów, w drodze na jakiś kurs, czy inne szkolenie.

Notatki z podróży (IV)
godz. 11:21 Wąbrzeźno
Uczyłem się w policealnej z dwoma chłopakami z Wąbrzeźna. Przez dwa lata. Usiłuję sobie przypomnieć, jak się nazywali, ale z trudem odgrzebuje gołe imiona – Jacek i Waldek. A może Tomek i Waldek?
Zaczynam się obawiać, czy zdołam wypatrzeć w tłumie przybyłych na marsz Żmija. Bo rozpoznać, jeśli już wypatrzę, to chyba rozpoznam bez problemu? Trzeba sie jednak było przed wyjazdem wymienić numerami komórki.

Dzień # 1672.

CDN.

Nie udało mi się wczoraj obejrzeć transmisji „Rodelindy” z opery w Lille (miałem chęć ze względu na występ Orlińskiego). A dzisiaj nawet pliku z nagraniem ściągnąć nie mogę, bo modem z irytującą systematycznością co i raz odcina mnie od netu. Nie mam najmniejszej chęci na kupno nowego komputera, ale za chwilę chyba będę miał do wyboru albo zakupy, albo porzucenie wirtualnego świata.

Rano przez chwilę jest Paweł. Tym razem zachowuje się całkiem cicho, więc wstaję tylko wypakować winogrona, a później spokojnie dosypiam do jedenastej. Na obiad przysmażam naleśniki. Wieczorem dogotowuje dżem ze śliwek przywiezionych w środę przez mamę. Babka jest trochę niespokojna, ale jakoś udaje mi się nie przypalić garnka.