Feeds:
Posty
Komentarze

Wszystko do dupy.

Wczoraj z mieszkania naprzeciwko (po pani W., co tak cicho zmarła w zeszłym roku, że dopiero w kilka tygodni po jej pogrzebie dowiedzieliśmy się o tym, że był) wywozili meble. Dziś zauważyłem, że na balkonie nie ma już baneru „Na sprzedaż”. Będę miał nowych sąsiadów? A wcześniej atrakcje związane z kapitalnym remontem?

Kupiłem trampki. Przez Internet. O numer większe, niż gdybym kupował w sklepie, więc raczej powinny bez problemu wejść na moją stopę.
Poza tym zastanawiam się intensywnie, czy aby na pewno zależy mi na zostaniu drugim Gracjanem Roztockim.

Kończę śniadaniową kawę, przegryzając czwarte ptasie mleczko z paczki kupionej przez mamę dla babki, gdy w przedpokoju odzywa się sygnał domofonu.
– To telefon? – pyta mama, która nadal ma problemy z rozróżnianiem dźwięków obu tych urządzeń.
– Nie – odpowiadam, ruszając w stronę drzwi. – Domofon.
– A kto idzie?
– Ukochana synowa.
– O cholera! – mama nie kryje radości. – Chyba będę musiała wcześniej wracać do domu.
Na szczęście nie musi. Bratowa wypija tylko herbatę i już o jedenastej leci na dworzec.

Szyte przez babkę poszewki na jaśki zaczęły się sypać po ostatnim praniu. Trzeba się będzie rozejrzeć za nowymi.

Na śniadanie dwa zawijańce z makiem. Na obiad, czy może raczej zamiast obiadu, konserwa rybna – jakiś śledź (po gdańsku?) w pomidorach.

Nadal słonecznie, na obiad pomidorowa. Poza tym puzzle, ostatni tom Ksina i kolejne odcinki „Pozostawionych”.