Feeds:
Posty
Komentarze

Pada.
Jednak nie udało mi się dzisiaj doczytać „Małego życia”. Przede mną jeszcze przynajmniej jeden dzień męki (czy może tylko zmagań?) z tym amerykańskim „arcydziełem”.

Wstaję dopiero o trzynastej. Na obiad wyciągam pojemnik (litr) buraczkowej z zamrażarki. Pod wieczór, zanim zebrałem się na spacer, zaczyna padać, więc ograniczam się do zrobienia zakupów w Biedronce. Wszystko mnie wkurza.

Wstaję z bólem głowy, który mniej lub bardziej intensywnie towarzyszy mi prawie do końca dnia.
Dla równowagi (i na szczęście) babka jest spokojniejsza i nie bardzo absorbująca.

Solina (Polańczyk) Nadal nieciekawie.
Po dwunastej – w ramach odreagowywania stresu? – zamawiam kilka rzeczy w sklepie Gildii.
Na obiad mam pierogi z kaszą. Pół kilo na trzy osoby, bo brat znów nocuje.
Wieczorem porządkuję cebulę na strychu, czyszczę z piachu, część związuję w warkocze i wieszam u sufitu.
Paweł kładzie się spać już po dwudziestej pierwszej, więc zaraz po odcinku „Prawa i porządku: Sekcji specjalnej” mogę rozwalić się przed komputerem.

Ciężkie popołudnie, męczący wieczór, a noc zupełnie do dupy.
Z babką problemy zaczynają się od obiadu, do którego trzeba ją namawiać, choć to już nie leczo, tylko pierogi z „Ireny” (uszka z pieczarkami; niestety kołduny zdążyli wyprzedać do czternastej).
Na mój ból głowy, zupełnie wyjątkowo, pomogła jedna tabletka, za to babka łyknęła blisko tygodniową porcję leków, zanim zdołałem jako tako ustabilizować jej ciśnienie.

Przemyśl Deszczowo, chłodno, nieciekawie.
Babka nie daje mi się wyspać w nocy, a rano bratowa, która mimo fatalnej pogody przyjechała na zakupy.
Zastanawiamy się później z matką (też jest, ale z normalną wizytą, więc nie łazi po mieście w strugach deszczu. I parasol ma z sobą) jak to się dzieje, że Kunegunda z każdym nowym rokiem szkolnym potrzebuje pełnej wyprawki. Takie teraz robią słabe te wszystkie przyrządy, że nawet nożyczki zużywa?

Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie Brat rano na chwilę (zostawia rower) i wieczorem na dłużej (znów nocuje).
W poczcie kolejne widokówki (spotykam listonoszkę pod blokiem, więc jest doręczenie do rąk własnych) od wojażujących po kraju znajomych.
Wysokie Tatry. Słowacja Babka śpi do późna i je śniadanie dopiero przed dwunastą.
Na obiad znów leczo (dorzuciłem tylko kukurydzę i czerwoną fasolkę).
Tatry. Morskie Oko Wieczorem trochę czytam (kilka stron; w ogóle mnie nie ciągnie do poznania zakończenia „Małego życia”) i oglądam kolejny odcinek „Prawa i porządku: Sekcji specjalnej”.
Do komputera udaje mi się usiąść już przed jedenastą, bo Paweł położył się wcześniej spać.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 74 obserwujących.