Feeds:
Wpisy
Komentarze

26. Finał WOŚP

WOŚP Tradycyjnie już nie chce mi się ganiać po mieście i szukać wolontariuszy zbierających datki do puszek. W tym roku dla odmiany zamiast SMS-a wysyłam na konto Orkiestry kilka złotych przelewem. O zainteresowaniu się lokalnym finałem pomyślałem dopiero wieczorem, gdy już było po wszystkich atrakcjach organizowanych w Powiatowym Centrum Edukacji. W sumie i tak bym się tam nie ruszył, bo nie było nic takiego, co by mnie kusiło do spaceru aż na Poznańską. Zwłaszcza, że trzeba by się ubrać ciut grubiej (temperatura spadła do – 6°C) i ogolić.

Dzień # 1400.
Reklamy

Śpimy do późna. Po śniadaniu odnoszę przetrzymane książki do biblioteki. Później siedzę już tylko przy komputerze i słucham radia.

Pierwsze poważniejsze zakupy, po części nietrafione, czy raczej zupełnie zbędne. Po złożeniu i opłaceniu zamówienia zauważam, że wśród nowości zamkowej biblioteki mają „Czarownicę” Camilli Läckberg. Mógłbym spokojnie poczekać, aż będzie dostępna i książkę wypożyczyć. Tylko dla siebie, bo mama już ma dość kryminałów o Fjallbace.

Babka ma chęć na piwo. Wracam ze sklepu z jakimś cytrynowym wynalazkiem, wziętym ze względu na dostępność w małej puszcze. Dopiero po degustacji zauważam napis: zawartość alkoholu 0%. Na szczęście w smaku napitek jest całkiem dobry i babka nie zgłasza reklamacji.

Od rana jest mama, a w południe przez chwilę także Barbara. Babkę niestety zmogło niskie ciśnienie. Nawet na śniadanie trzeba ją budzić, a później śpi twardo, nie zważając na obecność gości. Z węzłami lepiej. Chyba pomogło nagrzewanie, w każdym razie przy wizycie w przychodni przedłużyłem tylko leki dla babki.

Kończę pranie. Węzły chłonne w okolicach lewej strony żuchwy jakby lekko mi spuchły i zaczynają boleć. Babka nad ranem znów zalicza podłogowanie. Uspokaja ją to dość dokładnie na cały dzień.

Zabrałem się za pranie.
Na dworze trochę mrozi.
Ludzie zaczynają już wynosić na śmietnik choinki.