Feeds:
Wpisy
Komentarze

Dzisiaj promocja homoseksualizmu na Pierwszym Olsztyńskim Marszu Równości. Ciekawe, czy bym się wybrał, gdybym zrezygnował tydzień temu z wyjazdu do Warszawy.

Reklamy

Pobudka po ósmej. Barbara przyjechała z Kunegundą złożyć papiery do średniej szkoły. Na szczęście nie siedzą w mieście cały dzień, tylko wracają do siebie pierwszym autobusem. Do dziewiątej czuć w powietrzu przyjemny chłodek, do piętnastej jest w miarę znośnie. Później muszę włączyć babce wentylator.

Po południu zaczyna się chmurzyć i dostaję SMS-a (Alert RCB) z ostrzeżeniem przed burzami. Na szczęście kończy się na straszeniu i intensywnych opadach. Grzmi i błyska, ale na tyle daleko, że po osiemnastej spokojnie oglądam kolejne odcinki „Star Treka: Enterprise’. Deszcz trochę pokaczał kwiaty na balkonie, ale pelargoniom to nie straszne, a geranium mam cztery, więc że się jedno złamało w połowie mało mnie obeszło.

Upał ani myśli zelżeć. W nocy otwieram szeroko drzwi balkonowe i nie przykrywam się nawet prześcieradłem. Babka z niskim ciśnieniem drzemie przez cały dzień. Wentylator na szczęście daje radę i w jej kącie pokoju jest całkiem znośnie.

Po południu temperatura w mieszkaniu przekroczyła 30ºC. Zaciemniam pokój, stawiam fotel przy łóżku babki, blisko wentylatora i już tylko czekam do dwudziestej, do momentu, gdy będzie można otworzyć balkon.
Wieczorem, po godzinnej walce z opornym komputerem, udaje mi się zgrać na dysk zdjęcia z wyjazdu do stolicy. Tych z Parady mam mniej, niż dwieście, ilość skromna jak nigdy, a widowiskowość wręcz zerowa, bo na ujęciach dominują znajomi i zwykły tęczowy tłum.

Godz. 14:28:29. Miasteczko Równości w Parku Świętokrzyskim. Stoisko Lambdy Warszawa i kolejka do punktu, w którym można było zrobić sobie indywidualne przypinki. A od ładnych panów po lewej, z części, która się nie zmieściła na zdjęciu, można było dostać tęczowe gadżety. Albo zostawić im coś własnego, do archiwalnych zbiorów.

Znowu zapomniałem o skontrolowaniu ustawień cyfrówki. Tym razem zegarek aparatu spieszył się aż o 122 minuty. Co wyszło dopiero przy tym, jak zacząłem przeglądać zdjęcia na komputerze.

Rodzice wracają do siebie autobusem po dziewiątej. Słońce znów przygrzewa i zamienia pokój w piekarnik. Komputer nie daje rady z przeglądaniem Facebooka. Palec u prawej stopy zsiniał i spuchł, ale nie boli, więc to raczej nie złamanie, tylko zwykłe zbicie (drobny wypadek w wannie), którym nie ma się co przejmować. Babka drzemie przez większą część dnia. Ja trochę czytam, oglądam tv, odpoczywam.

Wróciłem.