Feeds:
Wpisy
Komentarze

– Jest uzgodnienie na lubczyk zamiast pieprzu? – zapytał młodszy kontroler.
Kierownik [masarni] pogrzebał w papierach, odnalazł uzgodnienie i podał kontrolerowi; była w nim mowa o przyprawie krajowej zastępczej, którą dostarczy Herbapol.
– Wziąłbym kawałek dla narzeczonej – młodszy wskazał na jałowcową. – Może ją ruszy, he, he…
– Do panienki z wyrobem? – zgorszył się kierownik. – Nawet po ciemku odróżni.
Młodszy zesztywniał.

Aleksander Minkowski
Zmartwychwstanie Pudrycego

O ósmej wpada Kunegunda na dwadzieścia minut. I po lekcjach, około 13:50 na pół godziny. Rano siedzi w telefonie. Po południu sprawdza wiadomości na FB korzystając z mojego komputera. Rozmowy tyle, co nic. Nie naciskam – skoro jej to pasuje i czuje się swobodnie, nie ma problemu. Przez chwilę się zastanawiam, czy nie przypomnieć o przedgwiazkowej obietnicy kupna prezentu w styczniu zamiast pod choinkę. Zbytecznie, bo młoda o tym dobrze pamięta, a co jak co, ale asertywność ma rozwiniętą w doskonałym stopniu.
– Mówiłeś, że będę mogła zrobić zamówić na twój koszt – zagaja tuż przed wyjściem.
– Jasne, a masz już upatrzone coś konkretnego.
– Tak, dwie płyty… a właściwie trzy… Ale jak za dużo, to nie ma sprawy – bratanica nie jest pazerna.
Okazuje się, że z kosztami przesyłki musiałbym zapłacić 85 zł, co nie jest jakąś zawrotną kwotą.
– Dobra, chcesz to zamawiaj – mówię i upewniam się jeszcze. – Pewnie znów jakiś hip hop?
– Tak – potwierdza Kunegunda.
– Żebyś ty słuchała jakiejś lepszej muzyki – wzdycham tylko. – To i „Patointeligencja” pewnie cię zachwyca?
– Ale to jest akurat bardzo dobry tekst – oponuje młoda.
– I u ciebie w ogólniaku też tak jest.
– Oczywiście. Wszyscy wiedzą, że mamy u siebie największa narkomanię w mieście.
Nie pytam, czy już czegoś próbowała. Przy kasie, którą dostaje nie powinno jej być stać na nic droższego, niż najtańsze papierosy z przemytu.

Cytat w tytule – patrz str. 70
Dzień #2133.

– Może ważne rzeczy zdarzają się na wiosnę – mruknął Wuj truj sam do siebie.
– Co powiedziałeś? – spytał Paszczak. – jest przyjemniej?
– Nie – odparł wuj truj, wcale go nie słuchając.
Teraz nareszcie wiedział, co zrobi, to było całkiem proste! Przeskoczy przez cała zimę i jednym długim susem znajdzie się w kwietniu. Nie ma powodu do zmartwień, absolutnie żadnego! Wystarczy zrobić sobie przyjemny dołek do spania i niech się świat toczy dalej własnym torem. A kiedy się obudzi, wszystko będzie tak, jak powinno być.

Tove Jansson
Dolina Muminków w listopadzie

Po wizycie rodziny nadaję się już tylko do spania. Miałem nadzieję, że dla zregenerowania sił wystarczy mi krótka wieczorna drzemka, ale nie. Wstaję o drugiej w nocy już tylko po to, by pościelić łóżko i od razu zasypiam po przyłożeniu głowy do poduszki.
Do mamy jestem przyzwyczajony, ale bratowa od rana do szesnastej (miała wywiadówkę na zakończenie półrocza u Kunegundy) to ponad moje siły.

Wszystkie zmiany…

Wszystkie zmiany, nawet najbardziej upragnione, odznaczają się melancholią, bo to, co porzucamy, jest cząstka nas samych; trzeba dla jednego życia umrzeć, aby do innego wstąpić.

Anatole France
Zbrodnia Sylwestra Bonnard

O piętnastej robię szybkie zakupy. Wychodzę do zieleniaka po ziemniaki, a przy okazji nabywam (jednak) ścienny kalendarz w papierniczym. Po obiedzie działam przez dwie godziny w piwnicy. Obie komórki za mocno już się zagraciły. Na razie pozbyłem się miękkich części wersalki (z drewnianego stelaża będzie regał), ale złom zostały po dziadku też by się przydało w końcu przejrzeć. Po co mi siekiery z rozeschniętymi styliskami, czy dwa metry zerdzewiałego krowiaka (łańcuch)?

Cytat w tytule – patrz str. 263
Dzień #2131 .

Kłobuk obudził się

Kłobuk obudził się. Niemrawo wylazł z gniazda, gdzie jeszcze spała locha i dorosłe warchlaki, mlaskające przez sen swymi ciepłymi, kosmatymi ryjami. Otrzepał ze skrzydeł szron, przestąpił z łapy na łapę i nieco przekrzywiwszy głowę wybałuszył swoje wypukłe oczy, aby jak co dzień wypatrywać strugi dymu z komina na półwyspie. O tej porze Gertruda Makuch rozpalała w piecu kuchennym u doktora, a idąc do niego na półwysep pozostawiała na płocie kromkę chleba. Ale teraz, w grudniu, w pobliżu płotu już czekały żarłoczne sójki i Kłobuk wiedział, że nie dostanie chleba. Będzie musiał pójść z warchlakami aż na paśnik, gdzie myśliwi rozrzucili na wpół zgniłe i zmarznięte ziemniaki.

Zbigniew Nienacki
Raz w roku w Skiroławkach

Potrzebuję jakiejś zmiany. Albo przynajmniej nowych okularów. Chyba.

Cytat w tytule – patrz str. 5
Dzień #2130.

Deszczowo, sennie, leniwie. Babkę trzeba budzić i na śniadanie (12:00), i na obiad (17:00). Co dziwne apetyt jej dopisuje, zjada nawet agrestową galaretkę na deser. Z domu wychodzę tylko na szybkie zakupy (rano do Mistrza Jana po chleb, po południu do Gamy po twaróg do chleba) i odebrać przesyłkę z powieściami Minkowskiego. Że sieć paczkomatów w mieście coraz gęstsza mam teraz do najbliższego tylko pięć minut drogi (w obie strony). Dopiero późnym wieczorem przypominam sobie o ogłoszeniu anonsującym remont na strychu (docieplenie), w związku z którym administracja prosi o odgracenie zajmowanych pomieszczeń. Jeszce nie wiem, czy będę ruszał starą biblioteczkę, ale przynajmniej tapicerowany wierzch rozwalonej w grudniu wersalki zniosłem do piwnicy.

Cytat w tytule – patrz str. 19
Dzień #2129.

28. Finał WOŚP

WOŚP Tradycyjnie już wspieram Owsiaka nie ruszając się z domu. W tym roku przelewem z mBanku. A tymczasem Kunegunda (wiem od mamy z porannej, telefonicznej rozmowy) zdecydowała się na ośmiokilometrowy spacer (w obie strony, jeśli nie znajdzie podwózki będzie 16) żeby wziąć udział w finale Orkiestry w Barcianach. Ale ona młoda jest, spragniona towarzystwa i rozrywki. Mnie wystarczy fotel, komputer i dostęp do sieci.

Dzień #2128.

W pawilonie (d. Nemezja) same zeszłoroczne resztki towaru. Niestety pobliski zieleniak jest już (15:30) zamknięty, muszę więc brać na obiad podwiędnięte ziemniaki wielkości groszków. W sumie idealnie przypasowały do śledzi, które smakowały głównie octem.
Paweł na nocleg po koncercie zwalił się nadspodziewanie wcześnie, bo już o dwudziestej trzeciej. Dowiedziałem się tylko, że grały dwie kapele… i młody zaraz zasnął w fotelu, nie zdążywszy nawet zdjąć butów.

Cytat w tytule – patrz str. 98-99
Dzień #2127.