Feeds:
Wpisy
Komentarze

Wesołego Alleluja!

Dzień # 1861.
Reklamy

Chory, chorszy…

Nagle, a niespodziewanie dopadło mnie w sobotę jakieś choróbsko (wirus?) i rozłożyło całkowicie na kilka dni. Babka z początku tylko mocno się przejęła. Niestety od poniedziałku zaczęła mi towarzyszyć w chorowaniu i zrobiło się jeszcze gorzej.
Wrócę do pisania, jak już znów zacznę myśleć.

Dzień # 1859.

Od rana czekanie na kuriera. Jakiś nowy jest (a może to firma jest inna?) i jeszcze nie ogarniam godzin, w których dostarcza przesyłki. Po piętnastej szybkie zakupy w pawilonie i szykowanie kopytek na obiad. Wieczór przed telewizorem, w drugiej części (tzn. na odcinku „Prawa i porządku: Sekcji specjalnej”) ciut nerwowy z racji niespokojności babki. Pogryzła, czy wypluła tabletki, które dostała po kolacji, więc męczy ją deko wysokie ciśnienie i jakieś senne koszmary.

Tuż przed siedemnastą biblioteka, szybki wypad, by oddać książki. A później od razu lecę do muzeum na kolejne spotkanie Akademii 2019. Tym razem tematem pogadanki są dawne ołtarze bazyliki św. Jerzego, ze szczególnym uwzględnieniem obrazu zdobiącego ostatni z ołtarzy przedwojennych. Co w sumie jest dość logiczne, bo „Ukrzyżowanie” (1863) Ludwiga Rosenfeldera nadal wisi w bocznej nawie, a o tym, co było w kościele przedtem, niewiele jest nawet w źródłach historycznych.
Po godzinie seminarium wróciłem do domu z lekkim niedosytem wiedzy i gratisowym przewodnikiem z jubileuszowej wystawy w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Za miesiąc spotkanie Akademii odbędzie się w ramach Nocy Muzeów. Jeśli babka pozwoli nie omieszkam się wybrać.

Od rana mama. I rozmrażanie, mycie lodówki. I latanie za zakupami tu i tam. A wieczorem niespokojna babka z lekko podniesionym ciśnieniem. Zmagania z „Alicją” Jacka Piekary (jakież to nuuuuudne! Ale może wreszcie się zmobilizuję i doczytam powieść, bo dostałem już maila z biblioteki z ponagleniem do zwrotu książki). I ból głowy po drzemce.

Przelotem (# 1846-1850)

Walka z anihilacją. Męcząca i całkowicie bezsensowna.

Brak wizyty listonoszki lekko rozczarowuje. Pogoda nadal wietrzna i słoneczna. U babki dla odmiany zbyt niskie ciśnienie, głównie drzemie, nawet na śniadanie muszę ją budzić. Na obiad szykuję kopytka. Niewielką porcję, na półtora obiadu, więc jutro będę mógł wreszcie zjeść śledzie, którym się zaczyna kończyć termin przydatności.