Feeds:
Wpisy
Komentarze

Spacerując per procura

Gdybym się wybrał po zmroku na spacer dłuższy, niż do śmietnika, mógłbym porobić takie fotki.

Paweł prawie się nie rozstaje z moim starym aparatem, ale nadal mówi o nim „twój aparat” (przeważnie w kontekście „Ale ten twój aparat jest do dupy. Swoim starym to dopiero mogłem zdjęcia zrobić!”).

Dzień #2088.

Ojciec przywozi rano trochę jabłek i świerkowe gałęzie. Po południu chodzę na cmentarz wyrzucić pelargonie i zrobić porządek u dziadka. Wyrabiam się z robotą tuż przed śniegiem, który spadł dość obficie, a dzięki mroźnej nocy ma szanse poleżeć ciut dłużej.

W nocy mrozi. I spadł pierwszy śnieg. Ale zanim wstałem nie zostało po nim śladu. W każdym razie pelargonie z balkonu teraz to już będę musiał wyrzucić na 100% procent.

Tradycyjnie odsypiam miniony tydzień. Ze szczególnym uwzględnieniem ostatniej niespokojnej nocy (babka znów wykulgała się z łóżka). Paweł jest do południa w mieście, więc nawet zakupów nie robię, tylko się nim wyręczam. Wieczór spędzam słuchając radia (PR2) i oglądając kolejne odcinki „Battlestar Galactiki” (2×16-17).

Black Friday rozczarował mnie swoją ofertą. Nie zamówiłem ani żadnej książki, ani płyty. Mam nadzieję, że gwiazdkowe (mikołajkowe) promocje będą lepsze.


Opłaty za mieszkanie. Dwie słodkie drożdżówki z serem do śniadaniowej kawy. „Battlestar Galactica” (2×12-13) w nocy.

Najprawdopodobniej Paweł będzie miał pracę w Kętrzynie też w grudniu, Właśnie zaczęli nowe zadanie i nie ma szans, by się uwinęli z tym do końca miesiąca. W sumie to nawet dobrze. Jeśli się wreszcie zmobilizuję do kupna kanapy nie będzie problemu z pomocą przy wnoszeniu na drugie piętro.
Wieczorem dwa odcinki „Battlestar Galactica” (2×10-11) i ból głowy (dobija mnie niskie ciśnienie).