Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘balkon’

Po śniadaniu babki (znów w okolicach trzynastej) wychodzę do ogrodniczego po pelargonie na balkon. Kupuję sześć bluszczowych, tak jak w zeszłym roku po dwie na donice. Kolor też jest ten sam, sprawdzona czerwień.

Reklamy

Read Full Post »

Maciejka już powoli przekwita, ale nocami nadal dość intensywnie pachnie. Tyle, że teraz trzeba już wyjść na balkon, by to poczuć. Wcześniej wystarczyło lekko uchylić drzwi, a zapach swobodnie docierał do mojego komputerowego kąta.

Read Full Post »

Za oknem plucha, ale przynajmniej ciepło. Ogarniam trochę balkon, szykując ostatnią donicę po pelargoniach do zabrania na strych. Za obiad biorę się dopiero po szesnastej. Gotuję kopytka w ilości na kilka dni. Wieczorem odsłuchuję kolejnej płyty z radiowym „Kabaretem Starszych Panów”, później trochę netuję, a przed snem aplikuję sobie jeszcze podwójną dawkę „Zagadek kryminalnych panny Fisher”.

Read Full Post »

Mama od rana zajmuje się babką. I gotuje obiad – krupnik na żeberkach (osobiście nie przepadam, ale babka lubi). Mogę więc spokojnie poleżeć do dziewiątej, a później załatwić kilka spraw w mieście. Poza tym ustawiam wreszcie donice z pelargoniami na swoim miejscu. I przynoszę na balkon drugie geranium, to trzymane w pralni. Pół roku w piwnicznych warunkach nie przysłużyło mu się najlepiej. Pędy z jednej strony straciły liście, z drugiej pokrzywiły się i wybujały.
– Można to było od razu wynieść na śmietnik – stwierdziła mama.
W sumie trafnie.

Read Full Post »

Wtorek

W mieszkaniu jest zbyt słonecznie i za ciepło. Przez długą zimę odwykłem od takich warunków. No i dla papierów to niezbyt korzystne.
Po obiedzie myję okno w kuchni. I balkon. Zwłaszcza w przypadku okna było to już konieczne działanie.

Read Full Post »

5:00 Pobudka.
Wyspałem się, ze zdrowiem już ciut lepiej, więc dla równowagi dołuję się psychicznie zbędnymi rozmyślaniami.
6:05 Pan K.
W podzięce za moje suche „Dzień dobry” (zazwyczaj to jedyne słowa, jakie wypowiadam w drodze do pracy) zostałem uraczony szczegółową opowieścią o niedzielnych perypetiach majstra z zatruciem/grypą żołądkową. W ciągu dalszego dnia przyszło mi jeszcze trzykrotnie wysłuchać tej relacji o sraczce i wymiotach, bo majster podzielił się relacją także z gospodarzem-seniorem, jego żoną i ich synem.
6:30-16:35 W Czarcich Dołach (gospodarstwo rolne).
Do śniadania praca przy balkonie – najpierw lepienie cokolików i fugowanie posadzki, później zakładanie rynny. Po 10 tynkowanie garażu. Zaczynamy od tylnej ściany.
17:04 W domu.
18:00 Kąpiel. Kolacja.
19:00 Wieczór w sieci.
Do północy (dziś wytrwam chyba przynajmniej do 23) mam czas dla siebie.

Read Full Post »

Czuję się średnio. Do męczących objawów przeziębienia dołączył ból rozbabranego w środę przez dentystę zęba.
6:20-16:28 W Czarcich Dołach (gospodarstwo rolne).
Rano kończymy obijanie panelami sufit balkonu. Później skracamy i mocujemy metalową balustradę. I kładziemy na podłodze terakotę.
16:53 W domu.
Rozmowa z babka, długa kąpiel, coś tam w sieci i łóżko już o 22.

Read Full Post »

Older Posts »