Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘rodzina’

Wróciłem do porządkowania rodzinnych fotografii. Do przejrzenia zostały te najstarsze, z lat czterdziestych i początku pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Babka po południu i tak nie śpi, wierci się w łóżku i narzeka, że za ciepło (słońce przez szyby faktycznie nieźle nas dogrzało – aż musiałem zakręcić grzejnik i otworzyć okno w kuchni) znalazłem więc dla niej zajęcie. Dopytując (a właściwie – upewniając się), kto jest kim na poszczególnych zdjęciach i uściślając okoliczności powstania ujęcia („A to moja mama… pszczoła ja akurat użądliła.” „A obok?” „Ciotka Wandy [bratowej].” „Ciotka Wandy, czy matka?” „Ciotka…” „A racja, ojciec Wandy szybko został wdowcem.” „…Rufina jej było.”), zapełniam notatkami rewersy fotek. Do obiadu przejrzeliśmy raptem z dwadzieścia odbitek, bo babka ma tendencję do wpadania w dygresję i dryfowania wspomnieniami w zupełnie nieoczekiwanych kierunkach.

Reklamy

Read Full Post »

– Też musicie przesadzić swojego fikusa. Bo wam zmarnieje – przypominam bratowej. – Przekaż Pawłowi, niech się wreszcie tym zajmie.
– Jemu nie ma co mówić, bo i tak wszystko zostawi na mojej głowie – Barbara nie traci okazji do skargi na męża. Być może nawet zasadnej, ale czy ja muszę tego wysłuchiwać?
– Będę sama musiała doniczkę kupić i ziemi przynieść.
Przez chwilę walczę z pokusą by spytać, co się stało donicy, którą dostali od mamy („Dałam im dużą donicę w zeszłym roku. Jesienią. Ale pewnie potłukli. Bo pies chyba by nie zżarł, jak tego parasola, który pożyczyli? U nich jakoś wszystko strasznie szybko się zużywa.”), ale dałem sobie spokój. Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Read Full Post »

Rano wygania mnie z łóżka wizyta bratowej. Barbara zapowiadała się na ósmego marca („Zrobię sobie święto i przyjadę…”), ale awaria laptopa zmusiła ją do zmiany planów. Zakładam optymistycznie (i trafnie), że tym razem nie zamierza siedzieć w mieście do ostatniego autobusu i gotuję wcześniej kopytka, żeby nie wypuszczać jej bez obiadu.
– A co ty chciałbyś na urodziny? – rewanżuje się Barbara po pytaniu o prezent dla Kunegundy.
– Nic mi nie potrzeba, wszystko mam.
– Książkę?
– Sam sobie kupuję. Jak już koniecznie coś musi być niech Kunegunda narysuje laurkę. Wystarczy.

Read Full Post »

Bratowa coś tam załatwia w mieście. O dwunastej wpadła wypić herbatę i zjeść kanapki („Ale nie robiłem jeszcze zakupów i mam tylko serek topiony. Może być?” „Może.”). Później siedzi jeszcze godzinę od czternastej, czekając na autobus, więc jestem zmuszony poczęstować ją obiadem. Kupiłem pierogi z mięsem, mrożonkę, jak się okazało po odgrzaniu ledwo zjadliwe ale w sumie średnio się tym przejąłem.

Read Full Post »

Barbara załatwia jakieś sprawy w mieście tak długo, że musi wracać do domu ostatnim autobusem. Nie planowałem na dziś żadnego obiadu, ale skoro trzeba ugościć czymś bratową, smażę placki z jabłkami. Wyszły dość średnio (jabłka jesienne, za twarde i za słodkie), ale się nie przejmuję. A po wizycie mam nieprzyjemny telefon od wkurzonego brata, który dzwoni z pretensjami, że coś tam powiedziałem Barbarze na jego temat. Nawet nie próbuję wyjaśniać sprawy, tylko bez słowa odkładam słuchawkę.

Read Full Post »

Babka przez cały dzień jest niespokojna – czy to z powodu zmian ciśnienia (rano za wysokie, po południu niepokojąco niskie), czy to z racji imienin, czy z jakichś innych, niewiadomych powodów. W każdym razie nie ucina drzemki nawet po posiłkach. Za to co i raz mnie woła, co i raz czegoś chce. Najczęściej żebym tylko podszedł, pokazał się że jestem. Ale takie nieustanne zawracanie głowy sprawia, że znów siedzenie w sieci (forum, blogi, FB) jest jedynym, czym się mogę zająć, oprócz (obok) słucha radia.
Wieczorem udaje mi się jeszcze piernik kętrzyński upiec. Przy obecnych mrozach pewnie i tak nikt nie zajdzie z powinszowaniami (o złożeniu życzeń telefonicznie oprócz mamy i Barbary pomyślał tylko mieszkający w Białymstoku syn babcinej przyjaciółki). Ale na wszelki wypadek lepiej mieć coś do podania razem z herbatą. Zresztą sami z babką ze smakiem piernik zjemy, tak, jak zjedliśmy ten upieczony na Sylwestra.

Read Full Post »

Paweł z wizytą. Nie powiem, że z niezapowiedzianą, bo po dziewiątej dostałem SMS-a („Jadę do ciebie”). Pojawił się o dziesiątej. Odpalił komputer. Zjadł porcję pierogów. Wypił kawę. Zabrał siodełko i łazienkową baterie, którą miał mi zainstalować nad wanną („Powiem Barbarze, że to jej prezent urodzinowy od ciebie”) i po godzinie facebookowania wsiadł na rower pojechał do domu.
Chciał jeszcze „Buddę z przedmieścia” pożyczyć (mama musiała zrobić powieści niezłą reklamę), ale jeszcze nie skończyłem lektury. Od dwóch książka leży odłogiem, bo nadrabiam prasowe zaległości.

Read Full Post »

Older Posts »