Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘rodzina’

Od rana radio i komputer, pod wieczór drzemka zamiast wyjścia na zakupy. Mam nadzieję, ze jutro znajdę jakiś otwarty zieleniak, bo zostałem bez ziemniaków na obiad. Po piętnastej wpadł na chwilę Paweł. Zadeptał przedpokój. Wyżarł babce rogaliki. Posiedział w kuchni pomstując, że przegapił jakąś imprezę w amfiteatrze. Korciło mnie do kilku złośliwości, ale zniosłem całą wizytę bez żadnych uwag.
– Po co ty właściwie przyjechałeś? – spytałem tylko.
– Soku się napić – odpowiedział braciszek.

Reklamy

Read Full Post »

Babka w dzień i w nocy, na jawie i we śnie. Robię co trzeba i kiedy trzeba, i przy niczym (nikim) więcej nie chce mi się nawet spróbować postarać.

Środa

Coś tam pokazuje mamie na Facebooku, zdjęcia rodziny, jednej kuzynki, drugiej…
– Zupełnie tego nie rozumiem – mama kręci głową z dezaprobatą. – Czy to trzeba od razu wrzucać wszystko do internetu? Zero jakiejkolwiek prywatności. Moich zdjęć proszę nigdzie nie pokazywać!
Myślę (jestem pewien), że tego blogowania też by nie pochwalała.

Czartek

Na obiad naleśniki. Więcej nie pamiętam.

Piątek

Po południu jest w mieście Barbara z Kunegundą. Po szybkich zakupach bratowa coś tam załatwia u lekarza, a młoda siedzi u mnie i usiłuje zająć mnie konwersacją.

Sobota

Do trzynastej czekanie na księdza. Babka nie jest w formie. Po śniadaniu nie chce siedzieć w fotelu, a później zasypia i przy wizycie wikarego (nie do końca obudzona? A może już wtedy skoczyło jej ciśnienie?) w ogóle nie otwiera ust. Przed czternastą usiłuję zrobić zakupy w Nemezji, ale jak raz mają jakąś awarię kas i tylko dwa razy wędruję po sklepie, za pierwszym razem wkładając towary do koszyka, za drugim odstawiając je na półki.

Read Full Post »

Babka znów długo śpi, ale jest z ciut lepszym apetytem. Zjadła śniadanie i cały talerz paprykowej na obiad.
Po odcinku „Gwiezdnych wrót: Atlantydy” kończę tom opowiadań Nowakowskiego i zalegam przy komputerze. Powinienem (koniecznie!) napisać wreszcie list do Witka, ale w ogóle nie chce mi się nad nim myśleć. Może matkę zatrudnić? W końcu to jej kuzyn.

Read Full Post »

Babka od rana z niskim ciśnieniem, dużo drzemie, je z umiarkowanym apetytem. Ucieszyła się z kartki świątecznej od najstarszego z bratanków. Informację, że miesiąc temu rodzina pochowała najmłodszego przyjęła bez większych emocji. Nie zrozumiała, czy może jest już zupełnie obojętna na cudze zgony? Opcja druga wydaje się bardziej prawdopodobna.*
Po zmroku mam dłuższy spacer do paczkomatu przy stacji paliw BP.. Aż tam zaniosło moją przesyłkę z Allegro. W niedzielę trafił mi się tani egzemplarz książki Łopuszańskiego o Panu Samochodziku i Nienackim, więc nie odmówiłem sobie przyjemności zakupu. Ktoś oferował też na licytacji pierwsze wydanie (ładny stan) „Pozwolenia na przywóz lwa”. Niestety tutaj wystraszyła mnie cena (książka poszła ostatecznie za 202,49 zł + koszty przesyłki).
____________________
* (2018.03.28) Mama stwierdziła, że taka reakcja to u babki coś normalnego.
– Nie płacze, nie rozmawia, wszystko dusi w sobie. Jak brat umarł zachowywała się tak samo. Milczała i sprzątała.

Read Full Post »

Wróciłem do porządkowania rodzinnych fotografii. Do przejrzenia zostały te najstarsze, z lat czterdziestych i początku pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Babka po południu i tak nie śpi, wierci się w łóżku i narzeka, że za ciepło (słońce przez szyby faktycznie nieźle nas dogrzało – aż musiałem zakręcić grzejnik i otworzyć okno w kuchni) znalazłem więc dla niej zajęcie. Dopytując (a właściwie – upewniając się), kto jest kim na poszczególnych zdjęciach i uściślając okoliczności powstania ujęcia („A to moja mama… pszczoła ja akurat użądliła.” „A obok?” „Ciotka Wandy [bratowej].” „Ciotka Wandy, czy matka?” „Ciotka…” „A racja, ojciec Wandy szybko został wdowcem.” „…Rufina jej było.”), zapełniam notatkami rewersy fotek. Do obiadu przejrzeliśmy raptem z dwadzieścia odbitek, bo babka ma tendencję do wpadania w dygresję i dryfowania wspomnieniami w zupełnie nieoczekiwanych kierunkach.

Read Full Post »

– Też musicie przesadzić swojego fikusa. Bo wam zmarnieje – przypominam bratowej. – Przekaż Pawłowi, niech się wreszcie tym zajmie.
– Jemu nie ma co mówić, bo i tak wszystko zostawi na mojej głowie – Barbara nie traci okazji do skargi na męża. Być może nawet zasadnej, ale czy ja muszę tego wysłuchiwać?
– Będę sama musiała doniczkę kupić i ziemi przynieść.
Przez chwilę walczę z pokusą by spytać, co się stało donicy, którą dostali od mamy („Dałam im dużą donicę w zeszłym roku. Jesienią. Ale pewnie potłukli. Bo pies chyba by nie zżarł, jak tego parasola, który pożyczyli? U nich jakoś wszystko strasznie szybko się zużywa.”), ale dałem sobie spokój. Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Read Full Post »

Rano wygania mnie z łóżka wizyta bratowej. Barbara zapowiadała się na ósmego marca („Zrobię sobie święto i przyjadę…”), ale awaria laptopa zmusiła ją do zmiany planów. Zakładam optymistycznie (i trafnie), że tym razem nie zamierza siedzieć w mieście do ostatniego autobusu i gotuję wcześniej kopytka, żeby nie wypuszczać jej bez obiadu.
– A co ty chciałbyś na urodziny? – rewanżuje się Barbara po pytaniu o prezent dla Kunegundy.
– Nic mi nie potrzeba, wszystko mam.
– Książkę?
– Sam sobie kupuję. Jak już koniecznie coś musi być niech Kunegunda narysuje laurkę. Wystarczy.

Read Full Post »

Older Posts »