Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Łatka’ Category

Słówko „też” spłynęło z ust Szwejka tak tkliwie i w tonie takiej żałosnej skargi, że nadporucznikowi opadły ręce.

Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej,
Jaroslav Hašek

Zaiste, ręce opadają.

Reklamy

Read Full Post »

Wtorek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty.
Tematyka tego bloga wypaliła się. Było na nim już prawie… Ale nie, chwila! Przecież ten blog nie ma innej tematyki, niż moje życie. A skoro ja nadal żyję…
Ostatni zakup na Allegro udał mi się średnio. Poprzedni właściciel kompletu dzienników Witolda Gombrowicza trzymał książki w nasłonecznionym miejscu, przez co kartki mocno pożółkły z górnego brzegu. Powinienem był się jednak zdecydować na najnowsze wydanie. Niestety coś mnie zaćmiło i połakomiłem się na kolorowe okładki edycji z okazji stulecia urodzin pisarza, które widziałem kiedyś u Sojuza.

Środa

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty pierwszy.
Mama smaży naleśniki. Zużyła chyba z kilograma mąki, bo wyszedł jej kopiasty talerz. Babka drzemie.
Włączając po południu telewizor na jakąś turecką telenowelę (jestem prawie na bieżąco, choć oglądam to jednym okiem góra raz na tydzień, przy okazji wizyt mamy) zauważam, że w ramówce 13 Ulicy pojawił się dziewiętnasty sezon „Morderstw w Midsomer”. Barnaby dostał po raz kolejny nowego detektywa (sierżanta) do pomocy. Odcinki z pierwszą obsadą lubię najbardziej, ale serial nadal ogląda się z przyjemnością.

Czwartek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty drugi.
Paweł w drodze na Bagno. O siódmej robi mi pobudkę, siedzi prawie do dziesiątej, coś tam ględzi, korzysta z komputera. Próbuję drzemać w tych niesprzyjających warunkach, a później jeszcze dosypiam do dwunastej, ale burzy mi to całkiem i tak już zaburzony rozkład dnia.

Piątek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty trzeci.
Doczytałem „To”! Wreszcie!
Cóż za ulga.
Chyba nieprędką sięgnę ponownie po cokolwiek napisanego przez Kinga.

Read Full Post »

Przy okazji wieczornego spaceru na cmentarz pokręciłem się trochę wokół zamku, który na dniach ma zostać poddany gruntownemu remontowi. Według entuzjastycznych zapewnień po tej modernizacji „zamek ma być nie do poznania”, ale wierzę optymistycznie, że obejdzie się jednak bez docieplania elewacji styropianem i kostki bauma na dziedzińcu.

Read Full Post »

W sumie dzień nie było jakoś wyjątkowo parszywy, więc i koronujący go wieczorny wypadek okazał się mniej groźny, niż to w pierwszej, zakrwawionej chwili wyglądało. Babka, chcąc wstać z łóżka (zgaduję), rozwaliła sobie górną wargę o nocny stolik. Szczęściem wcześniej wybrała protezę do umycia, więc sztucznej szczęce nic się nie stało. A i sama babka by pewnie bardziej ucierpiała, gdyby miała w ustach w chwili upadku kawałek plastiku.
– No jak tak można?! – warknąłem ponuro, spiesząc z pomocą i dźwigając babkę z podłogi. – Kiedyś się babcia zabije!
– Pewnie kiedyś się zabiję – wystraszona babka zgodziła się potulnie.

Read Full Post »

10:45-15:50 – wizyta mamy. Zdecydowanie zbyt krótka. Niestety bez własnego samochodu trzeba się zdać na ofertę zapewniającej w powiecie autobusową komunikację pasażerską Arrivy, a ta na okres wakacji ograniczyła wiejskie kursy od minimum.

Read Full Post »

sobota 9 czerwca 2018 r.

Po szesnastej upał coraz bardziej daje się we znaki. Pojawia się lekkie zmęczenie. I zaczynam czuć, że robią mi się odciski na stopach od nowych, nierozchodzonych sandałów.
W Alejach Solidarności już nie fotografuje Parady. Ostro sunę do przodu wypatrując forumowiczów, których nigdzie nie widać i chóru Voces Gaudii, z którym miał iść Paczyno.
Tuż przed Placem Bankowym wyprzedzam czoło kolumny i gonię dalej, mijając ludzi ze służb porządkowych i policyjne pojazdy zabezpieczające Paradę. Wyforsowałem się całkiem ładny kawałek do przodu zanim znajduję na Marszałkowskiej przyjazny murek w cieniu, miejsce, w którym mogę spokojnie przysiąść, dopić kolejną butelkę wody, odsapnąć i poczekać, aż Parada dotrze w te okolice.

Godz. 16:36:37. Marszałkowska. Za sobą mam Pedagogium – Wyższą Szkołę Nauk Społecznych w Warszawie i przyjemny skwerek z jakimiś rzeźbami.

Po kilku minutach dochodzę do wniosku, że wybrana miejscówka jest wygodna, ale niezbyt dogodna do fotografowania i przenoszę się dalej. Moją decyzję przyspiesza krótka rozmowa (w trakcie konstatuję „Boże, pieprzę jak potłuczony! To chyba z tego gorąca!”) z okrytą tęczowym banerem kobietą, która przysiadła na tym samym murku.

Godz. 16:42:24. Po drugiej stronie Marszałkowskiej zieleń Ogrodu Saskiego.

Godz. 16:43:20. I jakaś ekipa z kamerą czekająca, tak jak ja, na tęczową kolumnę Parady.

Godz. 16:45:24. A Parada nie nadchodzi i nie nadchodzi.

Godz. 16:50:34. A jak już nadeszła to się okazuje, że na nowej miejscówce mam równie niekorzystne pole do robienia zdjęć, jak i na wcześniejszym skwerku.

Godz. 16:50:42. Platforma organizatorów (Fundacja Wolontariat Równości) i Łukasz Pałucki w stroju tęczowego husarza.

Godz. 16:50:46. Tęczowy szlachciura towarzyszący Pałuckiemu (jego partner?) też pewnie spływa potem.

Godz. 16:52:20. A tęczowy tłum idzie…

Godz. 16:52:29. … idzie…

Godz. 16:54:10. … i idzie.

Godz. 16:54:48. The Royal Bank of Scotland?

Godz. 16:58:54. Google.

Godz. 16:59:28. Trójkolorową flagę panseksualistów widzę chyba pierwszy raz.

Godz. 17:02:13. Walpurg też miał mieć podobno tęczowy parasol, ale to nie on.

Godz. 17:10:42. Krzysztof Tomasik tradycyjnie w towarzystwie Kingi Dunin.

Usiłuje pstryknąć porządne zdjęcie, takie, żeby się nadawało do biogramu Tomasika w Wikipedii, ale nie ma szans, Zbyt gęsty tłum, za duży ruch. Krzysiek zauważa moje niezdarne usiłowania i podchodzi się przywitać. W tym roku nie mam niczego do podpisania (biografia Grażyny Hase jest zbyt gruba, bym miał ją targać do stolicy, a nowe wydanie Gejerelu ukazało się dopiero kilka dni temu), więc nie zatrzymuję go zbyt długo.

Chwilę później chowam aparat do futerału i ruszam razem z tłumem, a w okolicach skrzyżowania Marszałkowskiej ze Świętokrzyską spotykam kilku chłopaków z forum. Po kilku minutach narzekania na Walpurga, z którym nikomu nadal nie udało się spotkać, postanawiam nie dreptać na Plac Defilad, gdzie Parada ma być oficjalnie rozwiązana, tylko dołączyć do Doriana i Czartogromskiego, odpoczywających już w Parku Świętokrzyskim przy nieczynnej fontannie. Reszta towarzystwa ma nas tam szukać, jak już się zbierze do kupy.

Godz. 18:02:32. Pół godziny później mam wreszcie okazję poznać na żywo (po czternastu latach internetowej znajomości) Walpurga i towarzyszącego mu Ikara.

Godz. 18:03:34. Czartogromski z waflem i Ikar ze szturmówką Badeona.

Godz. 18:03:40. A tutaj już chyba Vanilla (obecny gdzieś tam za kadrem, na lewo od Badeona) wypatrzył przechodzącego przez plac Jacka Dehnela.

I było vanillowe do nas:
– O! O! Patrzcie! Dehnel idzie z chłopakiem!
A później w stronę przechodzącej pary z entuzjastycznym machaniem łapką:
– Dzień dobry, panie Jacku!
Na co pan Jacek odkłonił się grzecznie i zaczął pozować swojemu chłopakowi do zdjęcia,

Godz. 18:04:51. Wszyscy przyglądają się pilnie jak Piotr Tarczyński fotografuje Jacka Dehnela z tęczową szturmówką na tle PKiN-u.

Godz. 18:13:32. Badeon chłodzi się warszawską kranówką rozdawaną w foliowych woreczkach. A pod pałacem trwa poparadowa impreza. Usiąść by się pewnie jeszcze gdzieś dało, ale głośna muzyka uniemożliwia jakąkolwiek konwersację.

Godz. 18:16:03. Vanilla, niczym łania (przewodniczka stada), prowadzący towarzystwo do jakiegoś przyjaznego, a nieodległego lokalu na piwo i ploty.

Godz. 18:16:08. Z pod Pałacu szliśmy w dziesiątkę, ale szeroką ławą. Zresztą nie mam już zapału do dalszego fotografowania.

Pierwszy wybrany przez Vanillę adres nikomu nie przypada do gustu (piętro zatłoczone i dla palących, piwnica ciasna i deko obskurna) wylądowaliśmy więc ostatecznie (tak jak w zeszłym roku) na Nowogrodzkiej, w „Kuflach i kapslach”. Już w dziewiątkę, bo Artur (uzytkownik_konta) ma umówione spotkanie z hydraulikiem oraz właścicielem mieszkania i musi się pożegnać.
O dwudziestej Pająk i Badeon biegną na Centralny, skąd odchodzi ich pociąg. Siedzimy jeszcze w siódemkę przez godzinę nad piwem w „Kuflach i kapslach”, ale bez krakowskiej dwójki jednemu Vanilli coraz trudniej dźwigać ciężar rozmowę. W końcu pada pomysł, by przejść się na Plac Zbawiciela zobaczyć hologramową tęczę. Towarzystwo, lekko już ospałe (oprócz Vanilli, który wręcz tryska energią) przyjmuje propozycję z entuzjazmem. Tylko Sojuz stwierdza, że jest już zbyt zmęczony („Ciężko znoszę upały”) i że pójdzie jednak do domu. Żegnamy go na Marszałkowskiej (upewniam się po raz ostatni, że na pewno mogę wpaść w niedzielę na śniadanie), a sami (w szóstkę) ruszamy dalej. Niestety na Placu Zbawiciela czeka nas srogi zawód. Okazuje się, że tęcza była wyświetlana na kurtynie wodnej tylko w piątek przed Paradą. Zachwalana przez Vanillę lodziarnia o 22 też już jest zamknięta. Ostatecznie lądujemy na kolejną godzinę w Coffee Karma, gdzie każdy zamawia, na co miał ochotę i gdzie kontynuujemy rozmowy o Paradzie, forum, forumowiczach, planach na niedzielę, dziełach sztuki (do kupienia) wiszących na ścianach kawiarni i innych takich.
Około dwudziestej trzeciej żegnamy Vanillę, po czym następuje wielkie odprowadzanie, które daje mi w kość chyba bardziej, niż cała Parada.
Najpierw (z Dorianem i Czartogromskim) odprowadzamy Walpurga i Ikara do ich samochodu zaparkowanego gdzieś na końcu Wspólnej. Później – prawie biegiem, bo czasu mało – odstawiam z Czartogromskim Doriana na dworzec Centralny do jego podmiejskiej kolejki. Na koniec Czartogromski (niemniej rześki, niż przy spotkaniu przed Paradą!) odprowadza mnie do hostelu, gdzie biorę szybki prysznic i około 24:30 ląduję wreszcie w łóżku.

KONIEC

Read Full Post »

W dzień nie mogę niczym się zająć, bo jest Barbara z Kunegundą. Wieczorem (zwłaszcza późnym) mojej uwagi domaga się babka. Pomiędzy udaje mi się jedynie obejrzeć odcinek „Gwiezdnych wrót: Atlantydy” i trochę zdrzemnąć.

Read Full Post »

Older Posts »