Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘pelargonie’

Maciejka już powoli przekwita, ale nocami nadal dość intensywnie pachnie. Tyle, że teraz trzeba już wyjść na balkon, by to poczuć. Wcześniej wystarczyło lekko uchylić drzwi, a zapach swobodnie docierał do mojego komputerowego kąta.

Read Full Post »

Trochę więcej słońca na dworze i wieczór mam już z głowy. A w sumie nawet za bardzo nigdzie nie łaziłem. Tyle, co w południe z mamą na cmentarz, ogarnąć trochę u dziadka i posadzić pelargonie. I do saloniku po gazety.

Read Full Post »

Na obiad miał być groch na gęsto. Po dwóch godzinach gotowania poddałem się. Część ziaren rozgotowała się na paćkę, część była niewiele miększa, niż w momencie wrzucenia do gara.
– Pogotujesz dwa dni, to da się zjeść – stwierdziła babka.
Przyznałem jej rację i poszedłem do Nemezji po babkę ziemniaczaną. A wracając dokupiłem w ogrodniczym pelargonie do trzeciej donicy.

Read Full Post »

Łózko od czwartej (przesadziłem), pobudka o dziewiątej. Przed śniadaniem wypad do ogrodniczego. Jest tak ciepło (ok. 20°C), że mogę spokojnie wyjść w sandałach. Wybór kwiatów spory, niestety z ilością jest problem. Udało mi się kupić czerwone pelargonie tylko do dwóch donic i jakieś różowe (nie wiem, czy mama je zatwierdzi) na cmentarz. Po południu myję balkon i wystawiam kwiaty, również oba juraminki (geranium) przetrzymywane na klatce schodowej. Swoją część obiadu (pulpety) zostawiam na jutro (podam babce i znów nie będę musiał nic gotować). W zamian zjadam płatki owsiane, o których zapomniałem przy śniadaniu.

Read Full Post »

Data! Data musi być. Bez daty nie ma dedykacji, przecież jak umrę następnego dnia po podpisaniu książki, to dopiero sprawię komuś radość: „Jakie szczęście! Podpisał mi dzień przed śmiercią!”. Dlatego o dacie pamiętam zawsze, bo i ze śmierci musi być pożytek.*

8:20-15:35 Mama z wizytą. Przywiozła ze wsi jajka i szczaw. Zajmuje się babką przy śniadaniu, a później od razu bierze do gotowania obiadu – szczawiowej.
10:45-12:00 Porządki na cmentarzu. Myję pomnik, sadzę pelargonie, mama wyrywa zielsko rozplenione wokół grobu.
13:00 Rozstawiam pelargonie na balkonie i wynoszę drugą donicę z geranium.
16:00 Obiad.
Plakat 17:00-18:30 Czytelnia MBP (zamek).
Przemagam się i idę posłuchać trzech panów, którzy przyczynili się do powstania tomu „Święta Lipka. Perła na pograniczu ziem, kultur i wyznań”.
Jest ciekawie.
Choć to jednak ciut dziwne organizować spotkanie autorskie w osiem lat po publikacji książki.
Na koniec nabywam egzemplarz publikacji i ustawiam w kolejce po autografy.
Datę i miejsce muszę dopisać sobie sam.
19:00 Przez pół godziny uspokajam babkę (ciśnienie 190/115), która przebudziła się w czasie mojej nieobecności i zdenerwowała odkryciem, ze jest sama w mieszkaniu.

_______________________________
* Mariusz Szczygieł, Spowiedź autograficzna w: Książki. Magazyn do czytania, Nr 2 (21) czerwiec 2016, str. 20

Read Full Post »

Po śniadaniu kupujemy pelargonie. Dwie różowe rabatowe na cmentarz i sześć zwisających czerwonych na balkon. Dopiero w domu zauważam, że z bluszczowych wybrałem jakąś odmianę o pełnych kwiatach, a nie takie, jak zawsze. Gapa.
Później mama zostaję z babką, a ja lezę przez pół miasta do fryzjera. Zupełnie niepotrzebnie, bo na miejscu się okazało, że stara ekipa przeszła wreszcie na emeryturę, a zakład przejęła jakaś laska. Gdybym wiedział, bym się ostrzygł w lokalu naprzeciwko mojego bloku. A tak oddałem głowę w zupełnie nieznane ręce i wyszedłem średnio zadowolony. Mama twierdzi co prawda, że fryzjerka ostrzygła mnie dobrze, ale ja nie jestem jakoś przekonany do stawiania włosów na żel.

Read Full Post »

Przygotowałem ziemię pod pelargonie i wystawiłem donice na balkon. Mama przyjedzie, to kupi się kwiaty. Chyba, że sam zajdę jutro do ogrodniczego przy okazji sprawdzania w saloniku RUCH-u, czy jest majowy numer „Kina”.
A w ogródku kwitną tulipany. I serca Maryi (serduszka okazałe).

Read Full Post »

Older Posts »