Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘PR2’

Dzień # 1322.

Babka jest niespokojna od wczesnych godzin porannych, do późnych nocnych. Na szczęście momentami też trochę drzemie (po lekach, po posiłkach), więc da się jeszcze wytrzymać. Oczywiście nie ma mowy o żadnym zajęciu wymagającym większego skupienia. W dzień słucham radia. Wieczór spędzam w kuchni na wycinaniu literek do niezbędnika. Cały czas muszę być na miejscu, może niekoniecznie na widoku, ale w czujnej gotowości na odgłos każdego większego ruchu w okolicach babcinego tapczanika. Półgodzinne wyjście na zakupy do Nemezji (zabrakło koncentratu pomidorowego do obiadu) okazało się nieobecnością zbyt długą i po powrocie muszę zbierać babkę z podłogi.

Reklamy

Read Full Post »

Nadal ciepło, ale mokro. Deszcz sprzyja spokojnej porannej drzemce. Dosypiamy do dwunastej. Później wychodzę na szybkie zakupy (Mistrz Jan) i odebrać przesyłkę z poczty (listonoszka musiała być w piątek po czternastej, jak raz, gdy polazłem do papierniczego), a babka czeka cierpliwie na śniadanie.
Nie chce mi się siedzieć nad obiadem, wyciągam więc z zamrażarki porcję pulpetów, chyba już ostatnią.
Popołudnie spędzam z radiem (niespodzianka po piętnastej– dwa fragmenty Eterka), wieczór też („Orfeusz” Montewerdiego w retransmisji z Brugii).

Read Full Post »

Pranie (x3), zakupy, radio.
W wieczorze operowym Dwójki „Hipermestra” Cavallego. Bez dobrego streszczenia, czy choćby dostępu do libretta on line, byłoby to jednak lepiej oglądać, niż tylko słuchać. W radiowej retransmisji dało się bez problemu rozpoznać tylko szwarccharakter, króla Danaosa, jedynego basa w obsadzie. A poza tym ani było wiadome, co się śpiewa, ani kto śpiewa. Trochę lipa.

Read Full Post »

Babka rankiem jest ciut nadaktywna, o szóstej mogę już zapomnieć o spokojnym spaniu. Po śniadaniu sytuacja robi się trochę lepsza. Babka usypia, odpoczywam więc przy kompie i słucham radia. O czternastej przychodzi technik podłączyć cyfrowy dekoder kablówki. Komputer przestał sobie radzić nawet z odtwarzaniem podróżniczych relacji Fryka na YpuTUBE, dlatego na razie jednak nie rezygnuję z telewizji. Babka z ciekawością obserwuje krzątaninę w pokoju, przysłuchuje się mojej rozmowie z kobietą wypisującą papiery aneksu do dotychczasowej umowy i nawet sama trochę próbuje się włączać do konwersacji („Ja mam już prawie sto lat!”).
A później przychodzi piętnasta i wszystko zaczyna się sypać.
W radiu zamiast normalnego odcinka Eterka puszczają jakieś nędzne ochłapy, z zapowiedzią, że za tydzień w ogóle już nie będzie Przybory. Marnuję ostatni kawałek brystolu na krzywo złożonym leporellu. A wieczorem to już w ogóle jest kanał, bo nie mogę zmierzyć babce ciśnienia. Ostatecznie daję jej tabletkę w ciemno, chyba trafnie (potrzebnie), bo się po niej uspokaja i zasypia.

Read Full Post »

I od nowa młyn, tym razem z powodu zbyt niskiego ciśnienia u babki.
Jedyna przyjemniejsza chwila w trakcie popołudnia to radiowa (PR2) niespodzianka w postaci powtórki pierwszych dwóch odcinków „Dalszego ciągu programu” (Teatr Uniwersalny Eterek). „Tamerlan” w Wieczorze operowym Dwójki niestety zupełnie mnie rozczarował. Z całej opery z prawdziwą frajdą wysłuchałem raptem jednego kawałku – chóru „D’atra notte già mirasi a scorno”, więc w sumie nie wiadomo, czy to z racji urody wykonania, czy z ulgi, że już koniec przedstawienia.

Read Full Post »

Dzień przed komputerem. Spacer krótki (tradycyjnie na cmentarz) i późny, praktycznie już po zmroku. Na obiad babce odgrzewam zupę paprykową, sobie robię pomidory ze śmietana. Znów nie zajrzałem do żadnej książki. I przegapiłem początek koncertu Jaroussky’ego. [Tu by pasowało wrzucić jeszcze jakieś podsumowanie, ale nie chce mi się nad nim myśleć.]

Read Full Post »

Rano śpię spokojnie do telefonu mamy (10:30). I pod wieczór, słuchając dwójkowej (PR2) transmisji jakiegoś koncertu, ucinam sobie dłuższą drzemkę. Na obiad mam przygotowane wczoraj przez mamę pulpety, wystarczy tylko odgrzać i podać. Po szesnastej, żeby nie chodzić po sklepach w niedzielę, robię zakupy w Nemezji – szampon i produkty na leczo. Osy się wycwaniły (zostały tylko te najmądrzejsze z gniazda?) – przez dzień wypijają pół szklanki soku, topiąc się przy tym w ilościach minimalnych (2-3 sztuki). Jeden zysk, że dopóki jest coś słodkiego na parapecie nie lecą przez balkonowe drzwi do mieszkania.

Read Full Post »

Older Posts »