Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘obiad’

W nocy trochę śnieży, ale jest ciepło (wręcz bardzo), więc po południu po śniegu nie ma już śladu. Babka je późne śniadanie i takiż obiad, zaskakując mnie deko, że w ogóle nie wydziwia nad średnio udanym leczo. Miałem zamrożone tylko to nieszczęsne całkowicie jarskie, a nie chciało mi się biegać do sklepu po kiełbasę. Poza tym odsypia (mam nadzieję) ostatnie dość ciężkie dni.
Wieczorem, po solidnej porcji „Gwiezdnych wrót”, zabieram się za rozwiązywanie problemu wynikłego z likwidowania przez Onet platformy blogowej. Po rozważeniu wszelkich możliwości i kilku przymiarkach, wybrałem najprostsze rozwiązanie – wrzucam jak leci (bez przeglądania, zmian redakcyjnych itp) wszystkie stare wpisy tutaj. Będzie trochę dubletów, ale to się z czasem posprząta. A jeśli nawet nie, to też nic się nie stanie.

Reklamy

Read Full Post »

Po południu kończę pranie. Nad obiadem nie chce mi się ani myśleć, ani siedzieć, smażę więc placki z jabłkami. Tym razem wziąłem boikeny, zamiast szarej renety i to był dobry wybór. Babka je z apetytem, prawie na równi ze mną.

Read Full Post »

Biorę się wreszcie za odkładane od kilku dni pranie. Na obiad wieprzowa galareta, jedna niewielka porcja do spółki z babką. Wieczorem telewizja – „Gwiezdne wrota” i „Prawo i porządek: UK”. Pomiędzy serialami lektura nowego numeru „Repliki”.

Read Full Post »

W zawieszeniu.
Albo zwyczajnie bez chęci do pisania.
I trochę ogólnie bez chęci, bo wieczorem nie chce mi się nawet ruszyć i wyłączyć radio (pilot się zepsuł), gdy puścili Wagnera.
Śniadanie po południu. Babki też, bo chciała rano pospać, a mnie to pasowało.
Na obiad podaję makaron. Babka je z jogurtem (marudzi, że kwaśno), ja z wczorajszym sosem pomidorowym od pulpetów.

Read Full Post »

Rano porządki w chacie, a później do trzynastej czekamy na księdza. Obiadem nie muszę się przejmować, bo mam naleśniki nasmażone w czwartek przez mamę. Wieczór spędzam przed telewizorem. Kawałek nocy (zbyt duży kawałek) – na układaniu puzzli.

Read Full Post »

Przed śniadaniem rundka po mieście – opłacanie rachunków, zakupy w saloniku RUCH-u (kartki świąteczne drogie, chyba będzie trzeba samemu coś ulepić). Na obiad gotowiec – jakieś włoskie kluski (nowość w ofercie Biedronki) nadziewane serem i pomidorami. Myślałem, że babka będzie kręcić nosem, a zjadła prawie tyle samo, co ja. Na siedemnastą idę do muzeum na pogadankę o mazurskich wierzeniach ludowych. W tytule spotkania „Czary, duchy, zabobony…” i tak dr Łapo (Jerzy Marek) snuje swoją opowieść, zaczynając od historycznych przekazów o czarownicach palonych w Kętrzynie i okolicach. Jeśli chodzi o same lokalne wierzenia, Mazurzy nie wyróżniali się jakąś oryginalnością na tle okolicy. Chyba jedyne, o czym wcześniej (czy gdzie indziej) nie słyszałem, to wiara w istnienie tragarzy duchów. Z tym, że ci mazurscy, w przeciwieństwie do Melindy Gordon (Zaklinaczka duchów/Ghost Whisperer), nie pomagali zmarłym w przejściu w zaświaty, a jedynie w dotarciu na cmentarz. Czasem się zdarzało, że duch nie podążył za konduktem pogrzebowym (jak np jedna zmarła dziewczynka, która nie nadążyła za szybko idącymi żałobnikami), więc wracał do domu i był problem.
Na spotkaniu pojawiło się całkiem sporo osób, ze czterdzieści, a może i pięćdziesiąt, niestety też pani z małym dzieckiem, które momentami zagłuszało płaczem prelegenta. Tym razem ubrałem się bardziej elegancko, w sztruksową koszulę, zamiast zwyczajowej grubej, czerwonej flanelowej. I zmarzłem jak diabli. Na koniec można było kupić u dr Łapo jego zbiór mazurskich podań ludowych („Czarci Ostrów”), ale sobie darowałem ten wydatek i wróciłem do domu.

Read Full Post »

Przed śniadaniem wizyta na cmentarzu i zakupy w Biedronce. U dziadka ktoś zapalił znicz. Pewnie kuzynka mamy. Mówiła w środę, gdy przypadkiem spotkaliśmy ją przed bankiem, że chciała w Zaduszki, ale nie mogła znaleźć grobu.
Na obiad odgrzewam pierogi z kapustą i grzybami (w te ostatnie muszę uwierzyć producentowi na słowo). Babka wieczorem robi się trochę marudna, a nocą to w ogóle nie do wytrzymania. Po odcinku „Loch Ness” mogę już tylko słuchać muzyki i usiłować (bezskutecznie) zapamiętać, że Abdel to Halim Hafez. Trzy proste słowa, a żadnym sposobem nie jestem w stanie wbić ich sobie do głowy.

Read Full Post »

Older Posts »