Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘obiad’


Deszczowe przedpołudnie sprzyja smacznemu, a długiemu spaniu. Kartka z Częstochowy szła na Mazury dobę dłużej, niż do Kufszynka. Poemat „Serce Chopina” miejscami jest zachwycający, ale całości nie ogarniam. Dehnel zostanie dla mnie raczej tylko autorem prozy. Zupa paprykowa na drugi dzień jest smaczniejsza, niż świeżo ugotowana. Poza tym jest, jak było.

Reklamy

Read Full Post »

Babka rano śpi długo. A później mocno marudzi w trakcie śniadania (praktycznie znów wypija tylko kawę). W rezultacie nie wyrabiam się na odsłonięcie ławeczki Wojciecha Kętrzyńskiego. O trzynastej, przy okazji zakupów w saloniku RUCH-u, mogę sobie już tylko obejrzeć nowy miejski pomnik. I w sumie nie powiem, bym wpadł w zachwyt.
Na obiad mama gotuje duży gar paprykowej. Babka daje się skusić na pół miseczki zupy. Leków od przeziębienia konsekwentnie unika.

Read Full Post »

Na dworze jest całkiem przyjemnie, ale nie pomyślałem, by w południe pozaciągać zasłony i pokoj rozgrzał się zbyt mocno. Przed dziesiątą robi mi pobudkę telefon Barbary. Bratowa spieszy z informacją, że linia u rodziców jest nadal w rozsypce (ktoś coś kopał i przerwał światłowód), więc się na wieś nie dodzwonię. Przed jedenastą tego samego dowiaduję się od mamy, która korzysta z komórki sąsiadki. Dosypiam do czternastej. Byłbym dłużej, ale myśl, że zabraknie mi dnia na obiad dla babki, mobilizuje mnie do wygrzebania się z pościeli. Zabraknie żeby podać, nie gotować. Do jedzenia mamy jeszcze naleśniki usmażone przez mamę. Po siedemnastej robię szybie zakupy w Nemezji (czynna tylko do 18:00). Wieczór dzielę między radiem (słuchowisko o Ordonce nie rzuca mnie na kolana), a kolejnym tomem Jeżycjady.

Read Full Post »

Wtorek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty.
Tematyka tego bloga wypaliła się. Było na nim już prawie… Ale nie, chwila! Przecież ten blog nie ma innej tematyki, niż moje życie. A skoro ja nadal żyję…
Ostatni zakup na Allegro udał mi się średnio. Poprzedni właściciel kompletu dzienników Witolda Gombrowicza trzymał książki w nasłonecznionym miejscu, przez co kartki mocno pożółkły z górnego brzegu. Powinienem był się jednak zdecydować na najnowsze wydanie. Niestety coś mnie zaćmiło i połakomiłem się na kolorowe okładki edycji z okazji stulecia urodzin pisarza, które widziałem kiedyś u Sojuza.

Środa

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty pierwszy.
Mama smaży naleśniki. Zużyła chyba z kilograma mąki, bo wyszedł jej kopiasty talerz. Babka drzemie.
Włączając po południu telewizor na jakąś turecką telenowelę (jestem prawie na bieżąco, choć oglądam to jednym okiem góra raz na tydzień, przy okazji wizyt mamy) zauważam, że w ramówce 13 Ulicy pojawił się dziewiętnasty sezon „Morderstw w Midsomer”. Barnaby dostał po raz kolejny nowego detektywa (sierżanta) do pomocy. Odcinki z pierwszą obsadą lubię najbardziej, ale serial nadal ogląda się z przyjemnością.

Czwartek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty drugi.
Paweł w drodze na Bagno. O siódmej robi mi pobudkę, siedzi prawie do dziesiątej, coś tam ględzi, korzysta z komputera. Próbuję drzemać w tych niesprzyjających warunkach, a później jeszcze dosypiam do dwunastej, ale burzy mi to całkiem i tak już zaburzony rozkład dnia.

Piątek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty trzeci.
Doczytałem „To”! Wreszcie!
Cóż za ulga.
Chyba nieprędką sięgnę ponownie po cokolwiek napisanego przez Kinga.

Read Full Post »

I dzisiaj mama też nie przyjechała. Jestem zawiedziony.
Do południa robię zakupy. Na obiad przygrzewam pierogi z „Ireny”. Później trochę drzemię słuchając radia, trochę czytam.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Noc znów męcząca. Pobudkę robi mi dopiero telefon kuriera o 10:30. Mama nadal przeziębiona, już bez gorączki, ale gnębi ja katar i kaszel.
– Przydałoby się przyjechać, jakieś zakupy zrobić, ale na razie nawet po chleb nie chodzę – tłumaczy się przy porannej rozmowy. – Ojca wysyłam co rano do sklepu, a on oszczędza i tylko z pieczywem wraca.
Po dwunastej robię zakupową rundkę: Mistrz Jan – Nemezja – salonik RUCH-u. Najwięcej wydaję oczywiście w ostatnim przybytku, bo i letni numer „Przekroju” już się ukazał, i nowy numer „Książek magazynu do czytani”.
Na obiad odsmażam babkę ziemniaczaną. Miała być tylko dla babki, ale i sobie podgrzewam kawałek. Furda odchudzanie!
Wieczór znów spędzam nad książka. Może jednak uporam się z tym Kingiem szybciej, niż w miesiąc.

Read Full Post »

Znów zapomniałem o rachunku za gaz. Po obiedzie (kartofle, zsiadłe mleko) zaczęły się telefony z przypominaniem o obowiązku uiszczenia zaległości. Poza tym dzień ciepły i spokojny. Rano niepotrzebnie dawałem babce leki. Znów ciśnienie mocno jej spadło i dopiero po zmroku zaczęła przejawiać większą aktywność.

Read Full Post »

Older Posts »