Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Się czyta’ Category

Piątkowe zakupy okazały się w trzech czwartych nietrafione. Szczególnie niezadowolony jestem z bajek Kołakowskiego. Pół biedy oprawa graficzna Pawła Pawlaka, która do mnie zupełnie nie przemawia. Największy mankament to albumowy rozmiar książki, nieszczęsne A4. Nieporęczne toto przy czytaniu, a i na półce zajmuje za dużo miejsca.

Reklamy

Read Full Post »

Temperatura w pokoju dobija do 32 stopni.
Po 19:30 wychodzę do Biedronki na zakupy i niewiele brakuje, a bym wrócił z płytą Tercetu Egzotycznego.
Nocą przeglądam archiwum „Przekroju” tropiąc teksty Zientarowej, które nie weszły do zbiorku „Drobne ustroje”.

Read Full Post »

Na nic otwarte przez całą noc drzwi balkonowe. W pokoju od rana jak było, tak i jest 29°C. Wentylator włączam babce od razu po śniadaniu, a wyłączam dopiero po dwudziestej. Naleśników mama nasmażyła z zapasem, nie muszę się więc martwić obiadem. Placków jest dość i dla nas, i dla Barbary, która przeczekuje u mnie kilka popołudniowych godzin pomiędzy wizytą u fryzjerki, a odjazdem autobusu. Po szesnastej próbuję czytać, ale zapału wystarczyło mi tylko na wywiad z Szymonem Niemcem z nowego numeru „Repliki”. Później już tylko słucham radia i czekam na zmrok.

Read Full Post »

Pociąg z Gdańska ma kwadrans opóźnienia, czyli goszczę Abramasię (+2) od 12:45 do 16:47. Po obiedzie (tradycyjnie naleśniki) siedzimy w pokoju i rozmawiamy. Jest zbyt upalnie, by wyjść z domu nawet gdzieś blisko. Zwłaszcza, że malutka Abramasia (chwilowo, z oczu przede wszystkim, bardziej podobna do Stephena) jest zbyt zmęczona, by zasnąć i co chwila domaga się jedzenia albo uwagi.
Abramasia pilnuje prywatności córki i nie wrzuca niczego na FB, nie robię więc w ogóle żadnych zdjęć. W ramach wymiany prezentów otrzymuję tom opowiadań Tokarczuk, a pozbywam się jednego egzemplarza „Opowiadań z Doliny Muminków”.
Mama swój autobus ma godzinę przed pociągiem do Białegostoku, więc na dworzec gości odprowadzam sam. Babka na szczęście śpi w miarę spokojnie pod wentylatorem i możemy wyjść sporo przed czasem, żeby skorzystać z uroków klimatyzowanej dworcowej poczekalni.

Read Full Post »

Nadal deszczowo, parno, nieciekawie. Rankiem wpadł znajomy pszczelarz z sześcioma słoikami spadziowego miodu. Babka się nawet trochę odzywa, ale świeżo wyrwana ze snu chyba nie bardzo wie, o co chodzi. Ja w sumie też kontaktuję dość średnio, w rezultacie z prostego mnożenia 28×6 wychodzi mi 268 (złotych, do zapłaty za miód).
O osiemnastej kino i „Mój Simon”, ekranizacja powieści Becky Albertalli „Simon oraz inni homo sapiens”.

Dość długo waham się, czy iść. Ostatecznie zwycięża potrzeba wyrwania się z domu choć na dwie godziny.
Zgodnie z przewidywaniami sala kinowa jest prawie pusta. Wybrałem miejsce mniej więcej po środku. Przede mną siedzą dwie gimnazjalistki, za mną z dziesięć i chyba jeden gimnazjalista. Niestety krępuję się odwrócić i przyjrzeć towarzystwu, więc nawet nie wiem, czy byłoby warto obracać się i przyglądać. Temu gimnazjaliście.
Sam film jest zabawny, lekki i nie mniej przyjemny, niż literacki pierwowzór. Oraz na tyle niewierny wersji powieściowej (powieść zdążyłem przeczytać już dwukrotnie), że oprócz przyjemności dostarcza też drobnego zaciekawienia rozwojem akcji.
Wyłączyłem się na dwie godziny.

Read Full Post »

Pada. Babka rano marudzi i nie daje mi się wyspać. Na obiad robię ryż z jabłkami. W lekturze nowy kryminał Szymiczkowej. Jestem już w połowie, a nadal nie mam pojęcia, kto zabił, czyli jest dobrze.

Read Full Post »


Deszczowe przedpołudnie sprzyja smacznemu, a długiemu spaniu. Kartka z Częstochowy szła na Mazury dobę dłużej, niż do Kufszynka. Poemat „Serce Chopina” miejscami jest zachwycający, ale całości nie ogarniam. Dehnel zostanie dla mnie raczej tylko autorem prozy. Zupa paprykowa na drugi dzień jest smaczniejsza, niż świeżo ugotowana. Poza tym jest, jak było.

Read Full Post »

Older Posts »