Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Się czyta’ Category

– Nie masz cienia litości. Zawsze wiedziałem, że jestem głupi – nic w tym nowego.

E.M. Forster, Maurycy

Znów wstaję zbyt późno. Na obiad odgrzewam pierogi z twarogiem. Wieczorem trochę czytam. Przed snem robię ponowne podejście do drugiego sezonu „Legionu”.

Reklamy

Read Full Post »

Wtorek

Pierwszym moim tegorocznym książkowym nabytkiem został egzemplarz „Maurycego” E.M. Forstera z księgozbioru Walpurga. Prezent bez okazji, więc tym bardziej sympatyczny.

Środa

Mama z cotygodniową wizytą. Nie skorzystałem z okazji i nie wyszedłem ani do hurtowni po spodnie na co dzień (te które noszą tak się już drą, że nawet ich nie zszywam i nie łatam), ani po ścienny kalendarz (w zeszłym roku miałem cztery, w tym żadnego i chyba już sobie daruję zakup).

Czwartek

Przesypiam prawie cały dzień. Wstaję na dłużej tylko żeby zadzwonić do mamy i podać babce śniadanie oraz obiad. W nocy odpalam komputer i przy późnej kolacji kończę sezon „Sex Edutacion”, utwierdzając się w przekonaniu, że bym nie chciał mieć znów szesnastu lat.

Piątek

Gdyby nie Barbara, która zwaliła się niespodzianie przed południem i wyciągnęła mnie z łóżka, pewnie zrobiłbym powtórkę czwartku.

Read Full Post »

Szybkie zakupy przed śniadaniem, drugie, ciut większe, wieczorem. Na obiad placki z jabłkami. Później trochę czytania. W planach dwa kolejne odcinki „Sex Education”.
Telefon w sprawie opieszałej przesyłki na razie niczego nie wyjaśnił. Przepadła gdzieś na poczcie, mają wyjaśniać gdzie. Do środy poczekam cierpliwie i w razie czego (czy raczej na pewno) zadzwonię drugi raz.

Read Full Post »

Ból głowy nadal mnie trzyma, za to babka czuje się zdecydowanie lepiej. Mamę wystraszyła prognoza pogody i została w domu, ale bez gości się nie obyło. Po południu zaszła bratowa i przesiedziała prawie dwie godziny czekając na autobus. Wieczór znów spędzam nad książką.

Read Full Post »

Środa

Dzień tysiąc siedemset pięćdziesiąty trzeci.
Jeszcze jedna kartka z życzeniami noworocznymi, od Grażyny. Czyli kończę z rezultatem 19:31 (otrzymanych:wysłanych).

Czwartek

Dzień tysiąc siedemset pięćdziesiąty czwarty.
Mama kupuje babce niewielki tort zamiast kwiatków.

Piątek

Dzień tysiąc siedemset pięćdziesiąty piąty.
Pierwszy piątek miesiąca. Na księdza czekamy do 13:15.
– Doszły mi jeszcze dwie osoby – wyjaśnia, gdy pytam o powód opóźnienia.

Sobota

Dzień tysiąc siedemset pięćdziesiąty szósty.
Od 9:00 kolęda u nas i na sąsiedniej ulicy. Dobrze, że wczoraj zajrzałem do parafialnego biuletynu, bo bym przegapił.
Babce podaję śniadanie już o dziesiątej, a później czekamy na księdza. Do 14:15.

Niedziela

Dzień tysiąc siedemset pięćdziesiąty siódmy.
Po śniadaniu dzielimy się ostatnim kawałkiem tortu. A wieczorem wypijamy po pół kieliszka Martini. Babka najmniejszego wódczanego, ja największego do wina.

Poniedziałek

Dzień tysiąc siedemset pięćdziesiąty ósmy.
Między obiadem, a kolacją udaje mi się trochę poczytać. Późnym wieczorem babka robi się niespokojna i już nie mam na nic głowy.

Read Full Post »

Wstaję po czternastej, a później jest już zbyt mało dnia na cokolwiek. Ledwo trochę ogarniam w mieszkaniu i ustawiam choinkę w donicy. Wieczór spędzam nad nowym tomem opowieści z meekhańskiego pogranicza. Niby powieść nie jest aż tak wciągająca, jak poprzednie (za co winą należy chyba obarczyć przeskoki w akcji ze zmianą bohaterów i geograficznej scenerii co rozdział), ale i tak z trudem odrywam się od lektury po dwudziestej trzeciej.

Read Full Post »

Po śniadaniu babki kawa z ojcem. Później przez chwilę komputer. Na obiad zgodnie z planem placki z jabłkami. Wieczór z książką.

Read Full Post »

Older Posts »