Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘cytat’

Wszystkie małe zwierzątka wiążą kokardkę na ogonie.

Tove Jansson, Lato Muminków

Zaczyna brakować mi czasu.

Reklamy

Read Full Post »

Uwaga! Dziś gwałtowne burze, silny wiatr i ulewny deszcz. Miejscami grad. Unikaj otwartych przestrzeni, zabezpiecz dobytek. Śledź komunikaty pogodowe.

SMS: AlertRCB

W Kętrzynie skończyło się na straszeniu. Po szesnastej wiatr w kilka minut przepędził i deszcz, i burzę. W godzinę nie było śladu, że cokolwiek popadało. Ale przynajmniej pochłodniało przyjemnie.

Read Full Post »

Dzień czerwcowy minął i zapadł zmierzch.
Ale upał wciąż nie ustawał.

Lato Muminków, Tove Jansson

Niestety w sierpniu jest to również aktualne.
Tyle dobrego, że w okolicy nie mam żadnej góry ziejącej ogniem.

Read Full Post »

Słówko „też” spłynęło z ust Szwejka tak tkliwie i w tonie takiej żałosnej skargi, że nadporucznikowi opadły ręce.

Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej,
Jaroslav Hašek

Zaiste, ręce opadają.

Read Full Post »

Wtorek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty.
Tematyka tego bloga wypaliła się. Było na nim już prawie… Ale nie, chwila! Przecież ten blog nie ma innej tematyki, niż moje życie. A skoro ja nadal żyję…
Ostatni zakup na Allegro udał mi się średnio. Poprzedni właściciel kompletu dzienników Witolda Gombrowicza trzymał książki w nasłonecznionym miejscu, przez co kartki mocno pożółkły z górnego brzegu. Powinienem był się jednak zdecydować na najnowsze wydanie. Niestety coś mnie zaćmiło i połakomiłem się na kolorowe okładki edycji z okazji stulecia urodzin pisarza, które widziałem kiedyś u Sojuza.

Środa

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty pierwszy.
Mama smaży naleśniki. Zużyła chyba z kilograma mąki, bo wyszedł jej kopiasty talerz. Babka drzemie.
Włączając po południu telewizor na jakąś turecką telenowelę (jestem prawie na bieżąco, choć oglądam to jednym okiem góra raz na tydzień, przy okazji wizyt mamy) zauważam, że w ramówce 13 Ulicy pojawił się dziewiętnasty sezon „Morderstw w Midsomer”. Barnaby dostał po raz kolejny nowego detektywa (sierżanta) do pomocy. Odcinki z pierwszą obsadą lubię najbardziej, ale serial nadal ogląda się z przyjemnością.

Czwartek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty drugi.
Paweł w drodze na Bagno. O siódmej robi mi pobudkę, siedzi prawie do dziesiątej, coś tam ględzi, korzysta z komputera. Próbuję drzemać w tych niesprzyjających warunkach, a później jeszcze dosypiam do dwunastej, ale burzy mi to całkiem i tak już zaburzony rozkład dnia.

Piątek

Dzień tysiąc pięćset siedemdziesiąty trzeci.
Doczytałem „To”! Wreszcie!
Cóż za ulga.
Chyba nieprędką sięgnę ponownie po cokolwiek napisanego przez Kinga.

Read Full Post »

Zobaczył kilka szorstkich, brązowych włosów przylepionych do płytkiej szarpanej rany na czole Richkiego. Były lekko poskręcane, jak owłosienie łonowe jego ojca.

Stephen King, To

Rankiem z mamą przez telefon:
– A ojciec jest?
– W kuchni coś robi.
– To złoży mu mama życzenia w moim imieniu.
– Życzenia?
– Z okazji Dnia Ojca.
– To dzisiaj dwudziesty trzeci?
– Tak.
– Byłam przekonana, że dopiero jutro.
– Może Paweł zajdzie do ojca z piwem?
– Wątpię. Wczoraj w ogóle się nie pokazali.
– Pewnie Kunegunda nie miała czym się pochwalić.
– Pewnie nie. Pierwszy raz od siedmiu lat…

Read Full Post »

W ostatnią sobotę mieliśmy w Warszawie najazd kosmitów. Nie żeby bardzo uciążliwy – według samych organizatorów jakieś czterdzieści tysięcy, co spokojnie wziąć można przez pół, a zjechali się przecież z całego kraju i zagranicy. Bardziej niż sama homoparada, bo o niej oczywiście myślę, irytowało zablokowanie przez policję i służby miejskie „na wszelki wypadek” wszystkich możliwych skrzyżowań, także tam, gdzie kręcący się w tę i we w tę kosmici pojawić się mieli za parę godzin, względnie, skąd już sobie poszli. No, ale to w Warszawie norma przy każdej manifestacji czy biegu – i jest to i tak najmniejszy z grzechów Hanny Gronkiewicz Waltz.

Rafał Ziemkiewicz, „Gejowska” bezczelność

sobota 9 czerwca 2018 r.

Kładę się około pół do pierwszej, a już po chwili muszę wygrzebywać się z pościeli i uspokajać babkę, bo miała jakieś koszmary i zaczęła pojękiwać przez sen. Mama wierci się na wersalce, na szczęście dość krótkie zamieszanie w pokoju nie wybiło jej ze snu.
Reszta nocy jest spokojna. Wstaję po piątej. Mama jest już na nogach, parzy sobie w kuchni kawę do porannego papierosa. Pakuję bagaże na wyjazd, wypijam herbatę, zjadam pół kanapki i o 6:30 wychodzę do autobusu.
W powietrzu nadal czuć nocny chłód, ale słońce przygrzewa już intensywnie. Na przystanku jestem zadowolony, że nie brałem żadnej, najlżejszej nawet kurtki. Przed siódmą jest już tak ciepło, że wszystko ponad cienką koszulkę byłoby zbędnym balastem.
Autobus odjeżdża o czasie (6:50). Rozsiadam się wygodnie w klimatyzowanym wnętrzu i zabieram tradycyjnie za wysyłanie pierwszych SMS-ów. Po kilku minutach wiem już, że przynajmniej cztery osoby z forum (Czartogromski, Pająk, Walpurg z Ikarem) również wyjechały do stolicy. Uspokojony chowam telefon i zaczynam wyglądać przez okno. Za Mragowem (7:25) ucinam sobie krótka drzemkę. Od Myszyńca (08:30) znów wyglądam przez okno, popijam wodę, wyjadam wafelki. Z Ostrołęki (09:20; połowa drogi do stolicy) ślę kolejne tradycyjne SMS-y – pozdrowienia dla Sojuza. Planowałem powypisywać tekst na kartkach, ale postój autobusu trwał tylko 10 minut. Zanim się rozłożyłem z całym majdanem, trzeba było znów wszystko chować do torby. Reszta podróży upłynęła mi na słuchaniu emptrójki. Najpierw puściłem sobie album Basnie „Mortissa” (nawet nie pamiętałem, że mam to załadowane), później fragment z „Nie tylko dla orłów”. Zanim autobus przekroczył Wisłę odsłuchałem wszystkie odcinki „Baśni nim zgaśniesz” i „Doradztwa intymnego”.
Przed dwunastą jestem w Warszawie. Wysiadkę mam za Dworcem Centralnym i spory kawałek do przejścia. Po telefonie do mamy (babka po śniadaniu, wszystko w porządku) dzwonię (SMS-uję) po znajomych: Czartogromski korzysta z uroków stolicy i jeszcze mu trochę zejdzie, zanim dotrze pod PKiN, Walpurg nadal w drodze, tylko Pająk jest już na miejscu, w okolicach rozkładającego się właśnie Miasteczka Równości. Przyjechał sam, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by dołączył do mnie w drodze do hostelu, gdzie chcę zostawić torbę z ciuchami na zmianę.
Kierując się wygodą, a taniością oferty, zarezerwowałem pokój (czy też raczej łózko) w miejscu najbliższym punktowi startowemu Parady, polecanym przez organizatorów Hostelu Centrum.
Zameldować się mogę dopiero od 15, ale nie ma problemu z przechowaniem bagażu, czy korzystaniem z części ogólnodostępnej (kuchnia, jadalnia), co skwapliwie wykorzystujemy. Pająk doładowuje komórkę i wypija kawę, ja spokojnie wypisuje życzenia na kartkach. Po trzynastej robimy jeszcze zakupy w pobliskim sklepie spożywczym (Pająk bierze drożdżówkę, ja jakieś wafle ryżowe) i idziemy do największej fontanny Parku Świętokrzyskiego, gdzie ma dołączyć do nas Czartogromski.


„Gdzie strzelała w niebo fontanna, jak ogon rasowego byka”*
Niestety remont fontanny jeszcze się nie zakończył i można było ją podziwiać tylko w suchej krasie.

* * *

Tu pojawił się dylemat: Publikować zdjęcia forumowiczów, czy jednak lepiej nie? Wrócę do relacji, gdy go rozwiążę.

Read Full Post »

Older Posts »