Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘cytat’

My z niczym zmagać się nie musimy, nie stawiamy więc sobie żadnych wyzwań (…) Staliśmy się amatorami bylejakości.

Bartosz Żurawiecki

Pierwszy piątek miesiąca. Do południa czekanie na księdza, później już zero atrakcji.
Wieczorem, zamiast siedzieć przy komputerze, oglądam pierwszego „Star Treka” z Chrisem Pine i Zacharym Quinto.

Reklamy

Read Full Post »

Dzień # 1209.

Istnieje taki sposób pytania o karierę artystyczną, który tylko z pozoru brzmi przyjaźnie czy wielkodusznie, lecz w gruncie rzeczy redukuje jej wartość niemal do zera. Serdeczny entuzjazm pytającego podszyty jest wzgardą; to trochę tak, jakby ktoś, kto nie ma podejścia do dzieci, chwalił obrazek namalowany przez małą dziewczynkę. I nikt nie robi tego lepiej niż członkowie prawdziwej arystokracji.
– Moja nowa książka wyjdzie w marcu.
– Koniecznie nam daj znać, kiedy się ukaże.
Ludzie pracujący w mediach często słyszą od takich znajomych teksty w rodzaju: „Daj mi znać, kiedy znowu będziesz w telewizji’ albo „Koniecznie musisz mi powiedzieć, kiedy to opublikują”, lub „Ciekaw jestem, kiedy wrócisz do tego programu”. Jakby człowiek faktycznie był w stanie zawiadomić trzysta osób, że ma się gdzieś pojawić. Oczywiście wiadomo, że to się nigdy nie zdarzy. Tak naprawdę oznacza to: „Nic o tobie nie wiemy i nie jesteś dla nas interesujący, wiec musisz sam nas o wszystkim powiadomić. Chyba rozumiesz, że twoja praca nie ma nic wspólnego z naszym światem, więc wybacz, ale trudno, abyśmy zwracali uwagę na to, co robisz”.

Czas przeszły niedoskonały, Julian Fellowes

Zabawne w sumie, ale to się sprawdza nawet przy takim luźny (jak moje) blogowaniu bez jakichkolwiek artystycznych ambicji.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Tekst dostępny jedynie w wersji papierowej.

+ + +

Redakcja 2017.06.20

Znak przysłał maila z informacją o 45% obniżce cen na dwa tysiące tytułów, chyba głównie z wydawnictwa Prószyński i S-ka. Przeglądam listę, dorzucając do koszyka co i raz jakąś pozycję. Ale po chwili zwalczam pokusę, zamykam stronę bez sfinalizowania zakupów. Pełen satysfakcji (zapanowałem nad nałogiem!) przenoszę się na FB, gdzie od razu wyświetla mi się nowy wpis Mariusza Szczygła ze strony Projektu Prawda:

Coraz częściej nie radzę sobie z odpisywaniem na wszystkie wiadomości i maile. Wciąż uważam, że odpowiedzi asystentki byłyby wobec Czytelników nie fair. Wczoraj przeczytałem, co na ten temat uważał Oskar Wilde.
Z Oskarem znów się zbliżam od kilku dni. Bo odwiedziłem go na cmentarzu Père-Lachaise w ostatnią niedzielę. Penisa na jego grobowcu nadal nie ma!
Penisa sfinksa, który stoi a właściwie wisi nad grobem…
Przeglądałem wczoraj dwie świetne książki, jakie mam w domu o O.W., bo chcę napisać następny odcinek „Prawdy” z tej wizyty.
I znalazłem tam wspaniałą wypowiedź Wilde’a o odpowiadaniu na korespondencję.
„- Ponadto – ciągnął dalej Wilde – nigdy nie odpowiadałem na listy. Znam ludzi, którzy przyjechali do Londynu pełni najpiękniejszych zamierzeń, a po kilku miesiącach byli zupełnie załamani, bo mieli zwyczaj odpowiadania na listy”.
Proszę więc o wyrozumiałość, jeśli ktoś nie dostał odpowiedzi.
A biografię Wilde’a „Oskar Wilde” autorstwa Hesketh Pearson, wydaną w Polsce w 1953 roku – bardzo polecam!
A o penisie na grobowcu i nie tylko – za tydzień, w poniedziałek w „DF”.

Co przeczytawszy automatycznie wchodzę na Allegro, odnajduję polecany tytuł i kupuję egzemplarz, którego opis wydaje się gwarantować w miarę przyzwoity stan.
5 zł za książkę, 10 za przesyłkę.

Read Full Post »

Tak sobie spokojnie żyjesz z babcią… Jak ja ci zazdroszczę!

Barbara (bratowa) przy jednej z ostatnich wizyt.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Wieczorem przez chwilę się zastanawiam, czy w ogóle warto ścielić i się rozbierać. Noc pokazała, że nie było.
Padam przed druga, a po czwartej muszę już wstawać. O szóstej, pół przytomny, kładę się z powrotem u siebie.
7:00 Czyszczę zapaskudzony przez gołębie parapet w kuchni. Od jakiegoś czasu jeden, chyba cały czas ten sam, przylatuje do okna systematycznie w porze śniadania i drugi raz po obiedzie, a potem czeka cierpliwie, aż mu sypnę płatków owsianych.
9:00 Babka domaga się chleba, ale tylko podnoszę głowę z poduszki i każę jej spać dalej.
10:30 Rozmowa z rodzicami (wyjątkowo telefon odebrał ojciec).
– Jak minęła noc? – pyta mama.
– Normalnie – bagatelizuję, nie chcąc jej straszyć przed weekendem.
11:15 Dzwoni listonosz, że ma przesyłkę, zamówione w poniedziałek trampki (dobrze, że kupiłem o numer większe, inaczej znowu bym musiał robić bratu prezent z butów. Jak nic na starość stopa mi się rozczłapała do rozmiaru 47). Szybko się ubieram i rezygnuję z dalszego dosypiania.
Zanim nakarmiłem babkę i zrobiłem zakupy dochodzi 13. Jeszcze do Płażewiczów zachodzę na chwilę, zobaczyć, jak dziadki żyją.
– Jak się wprowadzaliśmy do bloku – mówi Płażewiczowa – w każdym mieszkaniu był ktoś rok, dwa młodszy lub starszy niż my. Teraz zostałam tylko ja z Płażewiczem i twoja babcia.
– Do dziewięćdziesiątki dało się jeszcze wytrzymać – dodaje po chwili – ale to dożywanie jest straszne.
13:15 Siadam ze śniadaniem przy komputerze. Babka drzemie.
16:30 Obiad na szybkiego, makaron z twarogiem. Na dworze wieje zbyt mocno, by można trzymać otwarte drzwi balkonowe. Babce spada ciśnienie, nie może zasnąć, męczy się i robi niespokojna,
17:30 Dalsza praca nad okolicznościowymi kartkami na wyjazd do stolicy (krótka seria, 26 sztuk), choć szanse, że dojdzie do skutku coraz mniejsze. Rysuje i wycinam.
19:30 Nastawiam głośniej radio i wynoszę się do kuchni ze swoją robotą. Lepię prawie do 22. Babka trochę przycichła, ale nie śpi.
22:30 Odpalam komputer, ale jestem zbyt zmęczony, by się zająć czymś wymagającym większej uwagi. Przeglądam forum i wpisy na Facebooku.

Read Full Post »

Wszędzie wokoło wisiały portrety słynnych osobliwców z dawnych lat – bez ram, narysowane bezpośrednio na ścianach farbą olejną, węglem i kredkami świecowymi.*

Babka ma niespokojną noc. A przed ósmą przyjeżdża mama, więc i rano nie mam warunków do spania. Po śniadaniu (babka zachciała naleśników – mama smaży) idę do fryzjera. Zakład, z którego korzystam zwyczajową jest zamknięty (brak jakiejkolwiek informacji dlaczego i do kiedy), odwiedzam więc fryzjerkę polecaną przez ojca. Kobieta faktycznie strzyże dobrze, szybko. I nie zmusza do rozmowy. Pomyślę, czy się do niej nie przenieść na stałe.

_____________________________
* Miasto cieni, Ransom Riggs, str. 371

Read Full Post »

– Dziwny ten Adaś – mówiła ciocia Patrycja, czytając przez okulary telegram. – Przecież do moich imienin jeszcze cały miesiąc, a on już wysyła życzenia superekstra błyskawiczne. Bardzo dziwny jest ten mój siostrzeniec.*

Mama przyjechała ciut wcześniej, bo podrzucił ją do miasta znajomy samochodem. Barbara pojawiła się dopiero po czternastej. Sama (Kunegunda wolała zostać w domu żeby dłużej pospać) i tylko na półtorej godziny. Czyli w kwestii wizyty rodziny wyszło nie najgorzej. Odkrycie, że mam dodatkowy tydzień na realizację planów, to w sumie też pozytywne doświadczenie. Tylko wieczór niestety znów jest średnio ciekawy, z niespokojną, marudzącą babką.

____________________________
* Maciej Wojtyszko, Bromba i inni

Read Full Post »

Znów zastój w czytaniu (przy okazji przeziębienia wypadłem z rytmu), a w kupowaniu wręcz przeciwnie, nadmiarowa bujność. Na obiad szykuję ryż z jabłkami. Wieczorem zabieram się do drugiego sezonu „Grantchester”. Zniechęcenie (nieukontentowanie) powoli odpuszcza, na jutro zapowiedziała się mama, więc powinno być jeszcze lepiej.
sam_9875-001

Idzie lasem pani jesień,
jarzębiny śliczne niesie.

Read Full Post »

Older Posts »