Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Z fotopuszki’ Category

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ W południe brat podrzucił mi wiadro ogórków, pól na pół ze swojej działki i ogródka mamy. Pod obiedzie wychodzę na większe, przedświąteczne zakupy, a później zabieram za robienie korniszonów. W trakcie upychania ogórków w słoikach konstatuje, że nie pamiętam, bym kiedykolwiek wcześniej to robił. Zdarzało mi się już zajmować różnymi przetworami całkowicie samodzielnie, ale minionymi latami korniszony – o ile w ogóle – zawsze robiłem z babką. Przynosiłem słoiki, szykowałem marynat, sypałem przyprawy (przy ostatnich wspólnych korniszonach zapomniałem o marchewce), a babka układała ogórki w słoikach i pilnowała gotującego się gara w trakcie pasteryzacji.
Robienie przetworów samemu to już żadna frajda. Pomijając sprawy związane z dżemem. I lepieniem etykietek.

Read Full Post »

Maciejka już powoli przekwita, ale nocami nadal dość intensywnie pachnie. Tyle, że teraz trzeba już wyjść na balkon, by to poczuć. Wcześniej wystarczyło lekko uchylić drzwi, a zapach swobodnie docierał do mojego komputerowego kąta.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Babka wczesnym rankiem jest nadaktywna (rozgadana), ale w porze śniadania uspokaja się, sama zasypia i mnie daje dospać do dwunastej. Na obiad mam jeszcze leczo z cukinii (sobie robię miskę mizerii). O gównianym wieczorze nie ma co wspominać. Przed snem włączam odcinek „Brzyduli Bettty” (Ugly Betty). Mignął mi na Facebooku Michael Urie (w informacji, że zagra w „Torch Song Trilogy” Harveya Fiersteina) i jakoś nabrałem chęci, by wrócić do serialu o Betty Suarez.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Mama z cukinią (błeee), pomidorami oraz papryką z przydomowego ogródka. Miała nocować, ale ojciec po remoncie nie czuje się najlepiej i wymógł, by zrezygnowała z tego pomysłu. Po południu myjemy babce głowę, a wracając przed szesnastą z dworca zachodzę do fryzjerki z zakładu pod blokiem i załatwiam babce strzyżenie.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Rankiem, takim bardzo wczesnym, bo ze wschodem słońca (obecnie to jakaś 4:40), czy może nawet trochę przed, babka robi się ciut niespokojna. Miałem nadzieję dospać po śniadaniu, ale mama uprzedza, że powinienem spodziewać się rodziny. I fakt, po 12:30 zjawia się Barbara z Kunegundą. Do szesnastej muszę się zajmować albo jedną, albo drugą i w sumie chyba łatwiej mi znaleźć tema do rozmowy z bratanicą, chociaż jej koniki (piłkarze i gry komputerowe) nie interesują mnie nawet w minimalnym stopniu.
Pod wieczór babka drzemie spokojnie, mogę więc bez problemu (bez obaw) wyskoczyć o 19 na koncert do zamku. W ramach jarmarku na św. Jakuba ma wystąpić Schola Węgajty z programem średniowiecznej pieśni religijnej (Joculatores Dei. Trubadurzy Chrystusa Pana). Zapowiada się wszystko dość tragicznie, bo na pięć minut przed koncertem w sali rycerskiej (tzw.) zasiada raptem piętnaście osób. Krzeseł jest ustawionych blisko siedemdziesiąt, więc nawet w półmroku rozpraszanym przez płomyki świec ta rachityczna frekwencja robi dość przykre wrażenie.
– I gdzie nasze kętrzyńskie elity? – zastanawia się półgłosem siedząca w pierwszym rzędzie pani S. (znana mi z widzenia emerytowana polonistka) – Na koncercie Martyniuka cały amfiteatr był zapchany.
Na szczęście publika zaczyna się pojawiać z chwilą rozpoczęcia koncertu i w ciągu kwadransa zapełniła wszystkie krzesła. A na zakończenie zgromadzony tłumek bardzo ładnie (i w pełni zasłużenie) dziękuje artystom burzliwymi oklaskami, więc obywa się bez wstydu.

Read Full Post »

Przed śniadaniem odbiór paczki w saloniku RUCH-u. Na obiad babce podsmażam trzy ostatnie naleśniki, sobie otwieram puszkę śledzia w pomidorach. Po osiemnastej zakupy w Biedronce – głownie jogurty dla babki. W nocy kolejny odcinek „Grantchester”.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Read Full Post »

Śpię do trzynastej, babka również. Apetyt też dopisuje nam na równi, jednakowo marnie, w związku z czym na obiad szykuję tylko pomidory ze śmietaną. Wieczorem coś tam lepię, w sumie nie wiadomo za bardzo po co. A w nocy oglądam pierwszy odcinek trzeciego sezonu „Grantchester”.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Read Full Post »

Older Posts »