Kanały:
Wpisy
Komentarze

Balsam długiego pożegnania. Marek S. Huberath w: Nagroda im. Janusza A. Zajdla 2007. Antologia utworów nominowanych za rok 2006.
Dopiero przy końcu opowiadania mnie tknęło, że skoro tekst nie pochodzi z „Księgi smoków” (Runa) moje wypatrywanie tej istoty i dywagacje, jak też autor zamierza powiązać smoka z malowniczą Wyspą Umarłych są zupełnie nie na miejscu.

1849.

Sobota.

Ogródek – godzina kopania.
„Betelgeza” – cały cykl. W nocy po obejrzeniu „Gotowych na wszystko” zaczynam pierwszy album „Aldebarana” (chronologicznie poprzedzający „Betelgezę”)
betelgeza

Niedziela.

„Aldebaran” – kończę cykl.
Pamiętam, że kiedyś widziałem w księgarni na półce dwa pierwsze albumy wydane przez Siedmioróg. Nawet po nie nie sięgnąłem. Nie słyszałem ani o rysowniku, ani o serii, tytuły ukazały się niszowym wydawnictwie, a okładki nie kusiły ciekawym rysunkiem. Pewnie i Blacksada bym wtedy zignorował, gdyby nie kot z papierosem w gębie na okładce.
Blacksad NY 70x100-web

Poniedziałek.

Rano.
- To wybiera się babcia do Płażewiczów?
- Tak. – przytakuje babka. – Ale przyjdę o pierwszej, muszę przecież kartofle ugotować.
- A ty nigdzie nie idziesz? – pyta po chwili.
- Nigdzie. Przecież czekam na kuriera.
Po południu.
- Kurier przyniósł paczkę?
- Nie.
- To nie wiadomo, czy w ogóle przyniesie. – zauważa babka.
- Nie wiadomo.
- No i co zrobisz?
- Nic.
Pinokio w delegacji, to nawet nie mogę (nie chcę mu zawracać głowy) nasłać go na firmę, której zlecił dostarczenie przesyłki.

1848. A może już wystarczy?

Czwartek.

Przed południem wizyta w zamku. Okazało się, że czytelnia jest teraz czynna dopiero od dwunastej, zaglądam więc do biblioteki.
Do domu wracam z dwoma tomikami polskich opowiadań sf&f.

+

Spodobał mi się ‘Bóg marnotrawny” Jakuba Ćwieka – tekst przyjemny w odbiorze, trącący anielskim klimatem wprost z Kossakowskiej. Zacząłem się nawet zastanawiać nad poszerzeniem biblioteczki o cykl o Kłamcy, ale jest kilka irytujących drobiazgów, które nie dają mi spokoju.
Jak można położyć na blacie „sześćdziesiąt euro w pięciu dziesiątkach”? Czy to wygodne mówić z wykałaczką w ustach? I po co wyciągać z kieszeni drugą, skoro jedną już się trzyma w gębie?
A co, jeśli w książkach będzie więcej takich niezrozumiałych dla mnie zdarzeń?

Piątek

Czekam na kuriera z przesyłką od Pinokia.
Nie przyszedł w porze śniadania.
Nie przyszedł w porze obiadu.
Zaraz zmierzch i pora kolacji, a kuriera nadal nie ma.

Starsze wpisy »