Feeds:
Wpisy
Komentarze

Kończę pranie. Węzły chłonne w okolicach lewej strony żuchwy jakby lekko mi spuchły i zaczynają boleć. Babka nad ranem znów zalicza podłogowanie. Uspokaja ją to dość dokładnie na cały dzień.

Reklamy

Zabrałem się za pranie.
Na dworze trochę mrozi.
Ludzie zaczynają już wynosić na śmietnik choinki.

Nic ciekawego.
Babka bez apetytu, męcząca, zwłaszcza po zmroku.

Trzech Króli

Dzień # 1392.

Spokojny mam dopiero wieczór. Chyba pomógł mi kieliszek wina, na który namówiłem babkę przy okazji świętowania jej dziewięćdziesiątych czwartych urodzin.

Przedpołudnie to głównie czekanie na księdza, który przyszedł jeszcze później, niż w zeszłym miesiącu.
– Doszła mi kolejna piątka chorych – wyjaśnia. – Ale jest możliwość, żebym przychodził wcześniej, po dziewiątej. Mogę zaczynać od was.
– A nie, nie trzeba, nie trzeba. Jest dobrze, jak jest teraz – zapewniam pospiesznie. – Babcia lubi rano dłużej pospać.
W okolicach piętnastej robię zakupy. W piekarniczym nie ma już zbyt wielkiego wyboru, oprócz chleba z pomidorami biorę więc też kawałek jabłecznika. Na obiad serwuję śledzie. Wieczór jest długi i dość nerwowy, a perspektywy na noc nieciekawe.

Wtorek przynajmniej był spokojny.


Wstaję bardzo później, kładę się wcześniej, a pomiędzy mam dzień z bólem głowy.