Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2023

Dzień jest ponury, ale dość ciepły. Temperatura rośnie powoli, od zera do 2°C, co chyba może wróżyć ocieplenie w marcu¹.
Prawie równo z dziesiątą² nawiedziła mnie Barbara. Na szczęście z wizytą krótką, tyle, co na wypicie herbaty³, bo już o 11:15 ma autobus na dalszą trasę. Żeby się czymś zająć, oprócz konwersacji, zabieram się od razu do obierania ziemniaków na zupę. Co bratowa wykorzystała skwapliwie (zdolna jest!) do skrytykowania męża, który nawet tego porządnie zrobić nie potrafi.
– Nawet gdy używa obieraczki, struga ziemniaki jak patyk, od siebie – stwierdziła. – Już mu nawet nic zwracam uwagi, bo to nic nie da. Dobrze, że w ogóle obierze.
– A to się w ogóle tak da użyć obieraczki? – dziwię się lekko. – Ja bym chyba nie potrafił.
Po piętnastej zaglądam na chwilę do biblioteki (mijany na dziedzińcu SJP kłania mi się grzecznie i wita z daleka. Bym chyba jednak wolał, żeby mnie nie traktował jak starszego pana) oddać książki i skorzystać z czytelni. Ostatnie niestety niezbyt mi się udało (a właściwie w ogóle), bo najstarsze roczniki „Tygodnika Powszechnego” mają w zbiorach z 2014 roku, a ja potrzebowałem numeru z 2008.
– Widocznie nikt nie potrzebował i nie korzystał, a niestety miejsca magazynowego nie mamy dużo – wyjaśnia bibliotekarka, choć to oczywistość, która nie wymagała żadnych wyjaśnień.
Wieczór (po krótkiej drzemce) spędzam na słuchaniu radia i netowaniu.

____
¹ Święta Łucja głosi, jaką pogodę styczeń przynosi.
² Zegar w pokoju akurat kończył wybijać godzinę (ale on się chyba odrobinę spieszy), a ja wybierać numer telefonu do mamy.
³ I nawet szklankę po sobie wymyła! Chyba cieszę się u bratowej większymi względami⁴, niż teściowa, bo u niej nigdy nie myje, a gości i pija herbaty o wiele częściej.
⁴ A ja taki podły jestem względem dziewczyny i obsmarowuję ją na blogu, ku uciesze gawiedzi. Wstyd!

Read Full Post »

Odwilż trwa w najlepsze i ciśnienie jest chyba dość niskie, co nie wpływa korzystnie na moje samopoczucie¹. Położyłem się wcześniej, zasnąłem bardzo szybko, a rano i tak jestem do niczego. Po rozmowie z mamą (dziś odczuwam wyjątkowo silnie, jak nie jest zainteresowana tym, co mam do powiedzenia) wracam do łóżka i próbuję przespać cały dzień. Niestety przed piętnastą wyciąga mnie z pościeli SMS od Sojuza, z prośbą o przypomnienie domowego adresu. W tym roku zdecydowałem się nie wysyłać mu już noworocznych życzeń² i zużyłem wszystkie ładne kartki i znaczki. Na szybkiego przerabiam jedną z urodzinowych, której obrazek jest na tyle uniwersalny, że pasuje i do obecnej okazji. Później od razu idę na pocztę (szczęśliwie dziś do okienka nie było nawet krótkiej kolejki), a wracając, zachodzę jeszcze po ziemniaki do zieleniaka. Chociaż obiadu dziś nie gotuję. Skoro śniadanie jem po szesnastej, placki z jabłkami, które zostały mi ze środy, wystarczą na późniejszą obiadokolację.
Ale dość pierdoł, pora na konkrety.

Wtorek

Przed południem zanoszę komputer (przypominam – korzystam ze stacjonarnego blaszaka) do pobliskiego informatyka, z którego usług korzystałem już kilka razy. Wyłuszczywszy swoje przypuszczenia, co do przyczyn awarii (że to ani chybi wentylator zaczyna odmawiać posłuszeństwa), zostawiam sprzęt i ruszam załatwiać swoje sprawy. Najpierw zachodzę do sądu, by się dowiedzieć, że informacja nadal zamknięta, bo pracownica ciągle na chorobowym. Później szukam po mieście – bez powodzenia, zaznaczmy od razu – jakichś ciekawych kartek świątecznych³, bo się okazało, że tych, co mam, będzie mi zbyt mało.
Po szesnastej trzydzieści, akurat gdy już zaczynam się szykować na wyjście do zamku, na ostatni tegoroczny muzealny wykład, dzwoni informatyk.
– Komputer jest już gotowy do odbioru – mówi krótko.
– Tak szybko? – dziwię się deko i sprawdzam godzinę.
„27 minut do siedemnastej… Ślisko nie jest, wszędzie blisko, powinienem się wyrobić” – myślę.
– Zaraz będę. Ile się należy?
– Trzydzieści złotych.
„Coś mało. Podejrzanie mało…”
Na miejscu od razu się wyjaśnia, czemu opłata taka skromna.
– I co wysiadło tym razem? – pytam.
– Wentylator. Ale tylko regenerowałem. Już nie warto wymieniać na nowy w tym komputerze, za duży wydatek, jak na ten sprzęt. Nawet jakby wstawiać używkę też wyjdzie drogo. Ten po regeneracji powinien spokojnie popracować przez pół roku, może nawet rok, zależy jak intensywnie komputer jest używany.
Po odniesieniu blaszaka do domu idę od razu do muzeum. Wykład trwa godzinkę. Andrzej Rzempołuch, trochę chaotycznie i nie do końca satysfakcjonująco, opowiada o epitafium małżonków Piotra i Katarzyny Dohnów z kościoła w Morągu. Później ma być jeszcze koncert chóru ze Świętej Lipki, ale z tej atrakcji już rezygnuję.
Wracam szybko do domu, podłączam komputer… i dupa. Komputer nie widzi monitora. Nie pomagają żadne próby przełączania, odłączania, poruszania gniazdkiem – po ekranie pływa komunikat „Sprawdź kabel sygnałowy HDM1” i nic więcej. Poddaję się po godzinie. Tragedia normalnie.
Trochę czytam, ale nawet „Bromba i polityka” nie bardzo mi idzie. Po dwudziestej pierwszej zalegam przy telewizorze. Po odcinku „Wszystkich stworzeń dużych i małych” mam dokończenie nowej ekranizacji Toma Jonesa, o czym prawie zapomniałem i gdyby nie informacja na kanale, chyba bym przegapił emisję dwóch odcinków finału. Część londyńska przygód Toma jest równie słaba, jak jego wcześniejsze perypetie. A może nawet słabsza, bo jednak współczesne kino przyzwyczaiło widzów do golizny, a bohater, idąc do łóżka z wyuzdaną Lady Belaston, nie zdejmuje spodni. Myślę, że goły tyłek Solly’ego McLeoda mógłby mnie nastroić do tej ekranizacji ciut pozytywniej. Niestety nie dostałem nawet tyle, a jedna zabawna, dobrze rozegrana scena z więzienia, gdy Tom dowiaduje się, że pani Waters, z którą się przespał po drodze do Londynu, jest jego matką, to trochę za mało, jak na cały serial.

Środa

Rano dzwonię do informatyka opowiedzieć o nowych problemach z komputerem.
– Rozumiem. Proszę zrobić zdjęcie i mi przesłać, jak pan podłączył monitor.
– Ale co to da? Jak to można podłączyć niewłaściwie? Włożyłem wtyczkę kabla, przykręciłem i to wszystko. Przecież to można zrobić tylko w jeden sposób. I cały czas mam komunikat „Sprawdź kabel sygnałowy HDM1” i nic więcej. Co pan może wyczytać ze zdjęcia?
– Dobrze – informatyk nie nalega, bo i co będzie, skoro klient się upiera. – Proszę przyjść z komputerem.
W dziesięć minut uwijam się z odłączeniem blaszaka, przyniesieniem torby ze strychu etc. i jestem na miejscu.
Chwilę czekam, bo jakaś para przede mną załatwia zakup czegoś, czy sprzedaż. Po wyjściu młodych stawiam komputer na biurku.
– To proszę mi pokazać, gdzie pan podłączył monitor? – mówi informatyk.
– No jak to gdzie? O tu – pokazuję niebieskawe gniazdko na górze, zaraz pod wejściem zasilania komputera. – A niby gdzie indziej bym mógł?
– Tutaj – informatyk pokazuje identyczne gniazdko na dole, w okolicach zasilacza wentylatora.
Nawet nie wiedziałem, że takie tam jest i jestem przekonany (chociaż coraz mniej), że wcześniej z niego nie korzystałem.
– To dość powszechny błąd – mówi informatyk. – Nie pan pierwszy tak podłączył komputer. Dlatego prosiłem o zdjęcie.
Spodziewałem się, że trzynasty może mi przynieść coś pechowego, ale nie że taki żenujący wypadek.
Po powrocie do domu i szybkim sprawdzeniu, że faktycznie jestem dupa, a komputer działa bez zarzutu, jem śniadanie i siadam do wypisywania życzeń. Przed piętnastą zanoszę na pocztę pierwszą porcję kopert. Przy okazji dokupuję kilka kartek, bo się pojawiły takie, jakich poszukiwałem (radosny kicz) w nowej dostawie. Przed siedemnastą mam już wypisane i wysłane wszystkie życzenia, więc mogę pomyśleć o obiedzie. Smażę placki z jabłkami, tak dużo, że nawet przy kolacji nie daję rady wszystkich zjeść i sporo zostaje na czwartek.
Wieczorem mam koncert Actus Humanus Nativitas⁴ w transmisji Dwójki (PR2) i odcinek „Duch z Canterville”. Później jeszcze przez chwilę netuję, ale jestem zbyt zmęczony minionym dniem (wypisywaniem kartek przede wszystkim?) i szybko kładę się spać.
___________
¹ Ewentualnie to wpływ czegoś innego, niż tylko pogody, ale nie będę się nad tym zastanawiał, bo nikogo to nie interesuje i niczego sensownego (konstruktywnego) nie przyniesie.
² Poddałem się?
³ Na poczcie nie było nic ciekawego, w księgarni sama drożyzna nie do końca w moim guście, w hurtowni papierniczej znalazłem tanie (więc ostatecznie wziąłem piętnaście sztuk), ale dość nijakie.
⁴ Ian Bostridge tak mnie rozczarował swoim wykonaniem arii „Gelido in ogni vena”, że bez żalu przyjąłem jego wywołaną chorobą nieobecność i występ (w zastępstwie) Marco Beasleya (śpiew) i Franco Pavana (lutnia), choć panowie prezentują nie do końca repertuar w moim guście.

Read Full Post »


Skoro widać obrazek, to albo komputer mi padł na amen, albo jest w naprawie.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Read Full Post »

Nocą przyszła odwilż. Temperatura dochodzi do 2°C.
W południe mam bratową na herbacie. Zjawiła się po jedenastej, wyszła po trzynastej. Siedzimy w kuchni, rozmawiamy. Tzn. Barbara mówi, ja głównie słucham, a w razie potrzeby podtrzymuję (podsycam?) gasnącą konwersację. I ceruję wełniane skarpety, jakąś tanią słabiznę, która miejscami na piętach i palcach ma już więcej cery, niż oryginalnych nici. Pewnie przez ten czas, który poświęciłem cerowaniu skarpet, zrobiłbym na drutach ze dwie pary nowych.
Wieczorem mam spotkanie z inspektorem Ricciardim, a później walczę przez godzinę z komputerem. Po kilku cichych tygodniach znów odpalił jak traktor i nie pomógł restart. Ani pierwszy, ani kolejne. Dopiero po godzinie maszyna ruszyła normalnie, co wykorzystałem do uprzątnięcia pulpitu i przeniesienia części plików na dysk zewnętrzny. Chyba najwyższa pora zanieść blaszaka do informatyka, żeby rzucił okiem na wentylator. Wydaje się, że to właśnie z nim coś się zaczyna dziać nie tak, jak trzeba.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Read Full Post »


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Dużo spania. A poza tym radio (PR2), netowanie i drugi odcinek „Świadka oskarżenia”, który nastawił mnie jeszcze bardziej negatywnie do tej nowej ekranizacji.

Read Full Post »

Rano byłem na poczcie po świąteczne kartki, a później zachodzę jeszcze do saloniku RUCH-u po nowy numer „Książek. Magazynu do czytania”. Na obiad, z braku pomysłu i chęci stania przy garach, smażę placki ziemniaczane. Wieczorem (od 17:00) mam Wassermusik (Hamburger Ebb und Fluth) Telemanna w Płytowym Trybunale Dwójki. I odcinek „Chicago PD” po krótkiej drzemce. Przez moment zastanawiam się nad powtórką „Barry’ego Lyndona” (1975) Kubricka, bo przypomniał mi się tytuł przy okazji zgonu Ryana O’Neala (kto się nie wzruszał przy „Love Story”?), ale może obejrzę film kiedy indziej.

Read Full Post »

Ponoć miało być jakieś ocieplenie, ale na razie mróz trzyma twardo. Ze wsi dobiegają optymistyczne wieści. Sąsiadka przed kłótnią o kota dzwoniła do weterynarza i dowiedziała się, że pewnie będzie trzeba wozić zwierzaka na zastrzyki. Czyli wmawiając mamie, że kot jest maminy, nie konfabulowała, a kierowała się jedynie zdrowym racjonalizmem i oszczędnością. Jak zwykle zresztą. A już się obawiałem, że to może jakiś objaw demencji czy innej choroby. Co do samego kota – po południu bratowa zabrała go z lecznicy i przywiozła do domu. Ku zadowoleniu mamy i radości kota, która niestety nie trwała zbyt długo, bo szybko się przekonał, że zamienił jedynie areszt weterynaryjny na domowy (ma jeszcze kilka tabletek do połkniecie w ciągu najbliższego tygodnia i powinien siedzieć w ciepłym). Ciężko to znosi i nie wiadomo, czy mama nie będzie musiała się ugiąć i pozwolić mu chociaż na noclegi w kotłowni i buszowanie po piwnicach.

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij