Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Trzech Króli’

Po obiedzie odpowiedziałem na zaległego maila zaległy mail, czym zaspokoiłem w pełni dzisiejszą potrzebę pisania. Dlatego tylko napomknę, że z braku lepszych wrażeń przy popołudniowym przemarszu Orszaku Trzech Króli (a byłem, byłem) cieszę oczy obecnością jakiegoś przypadkowo wypatrzonego w tłumie kanciatego¹ dryblasa, który towarzyszył – zgaduję – rodzicom i siostrze.

_____
¹ Ta bardzo młodzieńcza kanciatość nasuwa podejrzenie, że chłopak mógł mieć nie więcej niż siedemnaście lat. Kanciatość i skwapliwość, z jaką pobiegł po darmowy bigos, którym częstowano na zakończenie imprezy.

Read Full Post »

Pogoda nie dopisała. Dzień był ponuro mglisty, temperatura w okolicach 1°C i momentami z marznącą mżawką. Mimo to nie zrezygnowałem ze świątecznych planów.
Po porannej rozmowie z mamą od razu zabrałem się za śniadanie. I zdążyłem jeszcze przysmażyć cebulkę na obiad.
O 11:20 wychodzę do kościoła na przedpołudniową mszę (11:30) i po święconą kredę. Ludzi u św. Jerzego jest całkiem sporo, wypełnili wszystkie ławki. I prawie sami dobrzy katolicy, bo do komunii nie przystępują nieliczne jednostki.
Orszak Trzech Króli rusza po 12:30 z placu za kościołem (Pl. Armii Krajowej) i idzie trasą procesji Bożego Ciała, robiąc co pewien czas przystanki na stacje-sceny² odgrywanych jasełek.
Wszystko kończy się dobrze przed czternastą³, ale nie wracam od razu do domu. Zachodzę jeszcze na cmentarz zapalić babce urodzinowy znicz. W domu jestem jakiś kwadrans po czternastej. Szybko podgrzewam pierogi na obiad i parzę kawę. A później netuję leniwie aż do wieczornej powtórki „Pokoju z widokiem” (1985) Jamesa Ivory’ego.

________
¹ Wziąłem trzy kawałki. Sąsiadka z naprzeciwka, gdy zaszedłem podzielić się darami, powiedziała, że już kredę dostała. A mama stwierdziła, że ona już po drzwiach nie maże. Proboszcz-alkoholik nie wymaga. Nie to nie. Ja K+M+B 2025 na drzwiach namazałem.
² Coś ze śpiącymi pasterzami (nie dosłyszałem tekstu), pałac Heroda, niegościnna karczma, coś z aniołami i piekłem (ani dojrzałem, ani usłyszałem) i na koniec scena w stajence (na szczycie schodów ratusza): pokłon Kacpra, Melchiora i Baltazara przed Dzieciątkiem.
³ Nie rozpisuję się, bo relacja z Orszaku dojrzewa na forum i może później wrzucę ten tekst i tutaj.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Poranek jest słoneczny i mroźny (-5°C). Z biegiem dnia temperatura spada. O północy termometr pokazuje -12.
Przed śniadaniem kończę pierwszą skarpetkę. Rezultat zadowala mnie dość średnio. 52 oczka to chyba jednak za dużo. I nie jestem pewny, czy do nici, które kupiłem, druty nie powinny być cieńsze. Mogłem zabrać komplet od mamy, gdy jeździłem na święta. Drugą skarpetkę zrobię na 48 oczek, bo ta nie dość, że nieforemna, to tak obszerna, jak powyciągane stare, które noszę drugi, czy trzeci sezon.
Po zmroku wychodzę¹ na cmentarz. Grób dziadków jest dokładnie przysypany grubą warstwą śniegu. Odgrzebuję dwie latarenki i zapalam znicze. Babka kończyłaby dzisiaj sto lat.
Po powrocie do domu i szybkim obiedzie (do talerza zupy musiałem dosypać trzy łyżki kuskusu) ucinam sobie dłuższą drzemkę przy włączonym radioodbiorniku. Dopiero Richard Strauss po dziewiętnastej z „Kobietą bez cienia” w Operze pod gwiazdami motywuje mnie do wylezienia spod kołdry. Pilot leżał w okolicach biurka i musiałem się ruszyć, by wyłączyć radio.
Reszta dnia upływa mi na leniwym netowaniu. Miałem wrzucić klip z babką na FB w ramach świętowania jej setki, ale nie ma czego świętować², a najlepsze nagranie zużyłem przy wcześniejszej okazji, więc nawet nie zaglądam ma stronę³.

___________
¹ Przy okazji zmieniam ostatnią cyfrę w napisie na drzwiach, uaktualniając tekst do K+M+B 2024. W zeszłym roku zwlekałem z tym tak długo, że aż wyręczyła mnie w lutym czy marcu sąsiadka z naprzeciwka.
– Bo już nie mogłam patrzyć na ten 2022 – wyjaśniła.
Kredę miałem w szufladzie nocnej szafki. Poświęconą dwa lata temu, ale to przecież nie wietrzeje. Święcenie znaczy się. Ksiądz Piotr przyniósł nam kawałek przy okazji pierwszopiątkowej wizyty u babki.
² Chociaż nie powiem, wykorzystałem pretekst i kupiłem spory kawał jabłecznika toffi (?), który zjadłem w dwóch podejściach – jedną porcję przy śniadaniu, drugą na kolację.
³ Trzeba by przejrzeć nagrania, zdecydować, które się najlepiej nadaje, a nie miałem do tego zapału.

Read Full Post »

Babka jest średnio zainteresowana śniadaniem. Jabłecznika też zjadła niewielki kawałek. Obiadu już nawet nie szykuję (dla siebie mam gar nieruszonej owsianki z wczoraj), bo szkoda fatygi.
Na dworze mróz, -5°C i z wieczorem robi się biało. Przez okno tego śniegu wyglądało cieniutko, więc wychodzę na śmietnik jeszcze w sandałach. Błąd, bo na chodnik nawiało już tyle białego puchu, że przemoczyłem skarpety. A za powrotem spotkała mnie dodatkowa przykra niespodzianka w postaci braku chęci do współpracy ze strony domofonu. Kluczy oczywiście z sobą nie wziąłem. Gdyby nie młoda sąsiadka wracająca z jazgotliwym pieskiem¹ musiałbym chyba stukać do okien mieszkań na parterze z nadzieją, że ktoś wyjdzie i wpuści mnie do bloku. Młoda (17 l., rocznik Kunegundy) na szczęście miała przy sobie komórkę (błogosławione pokolenie, które nigdzie nie rusza się bez telefonu!), więc wystarczyło jej zadzwonić do matki.
W sumie mogłoby być lepiej, ale tragicznie też nie było.
A babce zostało do setki 365 dni.

Dzień #3218.

____________
¹ Pokraczny kundel, paskudztwo na koślawych łapach, dla zmyłki zwane Puszkiem, który oczywiście (jak zawsze) zechciał mnie obszczekać.

Read Full Post »

Na dworze mrozi. Babka ma śpiący dzień.
W południe mama wychodzi obejrzeć Orszak Trzech Króli. Ja przez chwilę oglądam przemarsz przez okno, a później odsypiam niespokojną noc.
Po obiedzie trochę rozmawiamy (już zapomniałem, jaka z mamy potrafi być mącząca ględa). Później sadzam babkę w fotelu i oglądamy „Znachora” z Bińczyckim i Dymną.
Wieczór spędzam przy komputerze. Mama, nie znalazłszy dla siebie nic ciekawego w tv, kładzie się wcześniej spać.

Read Full Post »

Było tak jakoś… dziwnie.
Po bachowskiej audycji profesora Perza zamiast szykować sobie śniadanie doczekałem bezczynnie gawędy Bożeny Fabiani i wróciłem do łózka. Nie żeby ból głowy dawał mi się jakoś wyjątkowo silnie we znaki. Ot coś tam czułem w skroniach. Ale w ogóle nie miałem apetytu i męczyło mnie patrzenie w monitor.
Wstałem dopiero przed czternastą, by razem z babką popatrzeć przez okno na przemarsz pochodu Trzech Króli (byłyby może fajne zdjęcia, gdybym wyszedł z chaty).
Później zmusiłem się jeszcze do zrobienia obiadu – kurczaki miałem wyciągnięte i rozmrożone, więc nie było jak zrezygnować z pieczenia. Ale jedzenie sobie darowałem.
Reszta dnia upłynęła mi na drzemkach przeplatanych doczytywaniem „Kamieniarza” (Anna, szwagierka Patrika, jest cholernie irytująca) Camilli Läckberg.
Po dwudziestej pościeliłem i po krótkiej próbie obejrzenia czegoś w TV (odrzucało mnie nie mniej, niż od komputera) poszedłem spać.

Read Full Post »

Większość dnia przeleżałem pod kocem. Na sernik (dwa ostatnie kawałki) jeszcze się skusiłem, ale zamiast alkoholu musiały mi wystarczyć rumianek. Babka przy puszce piwa sama świętowała osiemdziesiąte ósme urodziny.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij