Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Babka’ Category

Dzień # 1322.

Babka jest niespokojna od wczesnych godzin porannych, do późnych nocnych. Na szczęście momentami też trochę drzemie (po lekach, po posiłkach), więc da się jeszcze wytrzymać. Oczywiście nie ma mowy o żadnym zajęciu wymagającym większego skupienia. W dzień słucham radia. Wieczór spędzam w kuchni na wycinaniu literek do niezbędnika. Cały czas muszę być na miejscu, może niekoniecznie na widoku, ale w czujnej gotowości na odgłos każdego większego ruchu w okolicach babcinego tapczanika. Półgodzinne wyjście na zakupy do Nemezji (zabrakło koncentratu pomidorowego do obiadu) okazało się nieobecnością zbyt długą i po powrocie muszę zbierać babkę z podłogi.

Reklamy

Read Full Post »

Babka rankiem jest ciut nadaktywna, o szóstej mogę już zapomnieć o spokojnym spaniu. Po śniadaniu sytuacja robi się trochę lepsza. Babka usypia, odpoczywam więc przy kompie i słucham radia. O czternastej przychodzi technik podłączyć cyfrowy dekoder kablówki. Komputer przestał sobie radzić nawet z odtwarzaniem podróżniczych relacji Fryka na YpuTUBE, dlatego na razie jednak nie rezygnuję z telewizji. Babka z ciekawością obserwuje krzątaninę w pokoju, przysłuchuje się mojej rozmowie z kobietą wypisującą papiery aneksu do dotychczasowej umowy i nawet sama trochę próbuje się włączać do konwersacji („Ja mam już prawie sto lat!”).
A później przychodzi piętnasta i wszystko zaczyna się sypać.
W radiu zamiast normalnego odcinka Eterka puszczają jakieś nędzne ochłapy, z zapowiedzią, że za tydzień w ogóle już nie będzie Przybory. Marnuję ostatni kawałek brystolu na krzywo złożonym leporellu. A wieczorem to już w ogóle jest kanał, bo nie mogę zmierzyć babce ciśnienia. Ostatecznie daję jej tabletkę w ciemno, chyba trafnie (potrzebnie), bo się po niej uspokaja i zasypia.

Read Full Post »

Noc koszmarna. Po pierwszej (01:45) poddaję się i dzwonię na pogotowie. Próbowałem do lekarza z jakiegoś nocnego dyżuru (?), ale mnie zbył. Około drugiej przyjeżdża karetka i ratownicy przez godzinę walczą z podwyższonym ciśnieniem u babki. O czwartej zasypiam, a już po szóstej mam już pobudkę – babce ciśnienie znów skoczyło do 190/106 i (bo? nie wiadomi, co skutkiem, a co przyczyną) przy wstawaniu z łózka zsunęła się na podłogę.
Po ósmej jestem już w przychodni. Na szczęście nasz lekarz rodzinny przyjmuje w poniedziałki od rana i zjawia się chwilę po mnie. Mam okazję złapać go jeszcze na korytarzu i po naświetleniu sytuacji wbić się do gabinetu przed kolejkę i bez rejestracji. O dziewiątej mam już nowe tabletki dla babki, po których ciśnienie spada jej do pożądanych wartości i spokojnie przesypia prawie cały dzień.

Read Full Post »

Ranek w miarę, a popołudnie całkiem dobre. Od obiadu pada na tyle intensywnie, że rezygnuję ze spaceru (którego tradycyjnie – że przypomnę – głównym celem jest cmentarz i podlewanie pelargonii u dziadka). Wieczór jest na tyle spokojny, że mogę posiedzieć w kuchni nad wylepkami. Niestety po dwudziestej babce się pogarsza, ciśnienie zaczyna się jej podnosić, a tabletki nie chcą działać.

Read Full Post »

Babka od rana rozgadana, niespokojna. W południe niespodzianka – listonoszka z poleconym. Zupełnie zapomniałem, że czekam na książki wylicytowane na Allegro. Wieczorem dłuższa drzemka, a po niej ból głowy.

Read Full Post »

Deszczowy dzień sprzyja leniuchowaniu. Do dwunastej łózko, później tylko radio (PR2) i internet.
Babce przed obiadem śnią się jakieś koszmary. Zanim zdążę zareagować na jej okrzyk wypada z łóżka (przy próbie ucieczki?). Na szczęście tapczanik jest niski i wszystko kończy się na obitej brodzie i lekko rozciętym (o krawędź nocnego stolika?) policzku.

Read Full Post »

Dzień pochmurny, ponury. W okolicy pada, u nas tylko się zanosi.
Na obiad nadal schabowe. Mama ostro przesadziła z tymi kotletami. Szczęściem dziś odgrzewam dwa ostatnie. Na jutro kupiłem sporego kalafiora.
Z babką bez zmian. Rankiem (5:30-10) i wieczorem (19-22) przejawia męczącą nadaktywność, wzmożoną potrzebę czucia obecności drugiego człowieka.

Read Full Post »

Older Posts »