Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘sąsiadka’

Do południa umiarkowane opady. I równie lekka burza. Wieczór trochę rozgrzany, ale da się wytrzymać. Przynajmniej z temperaturą, bo babka marudna i długo nie może zasnąć.
Przed śniadaniem pomagam sąsiadce znieść na dół tapczanik. Przy okazji pożyczam ładowarkę do telefonu i upewniam się, że moją szlag trafił (w grę wchodziła możliwość, że to bateria w komórce padła). Dobrze, że to tylko taki drobiazg. I nawet nie będę musiał chodzić za nową ładowarką, bo sąsiadka nie potrzebuje swojej.

Read Full Post »

Dosypiam do trzynastej. Obiadu nie gotuję. Dla babki mam talerz piątkowego krupnika (udał się mamie wyjątkowo smacznie), sam jem płatki kukurydziane na mleku.
Pod wieczór idę na cmentarz. Teoretycznie na spacer i podlać kwiaty, ale bardziej sprawdzić, czy listonoszka dobrze widziała, że trzy tygodnie temu pod kościołem wisiała klepsydra mojej sąsiadki z piętra. Okazuje się – dobrze widziała. Sąsiadka nie utrzymywała z nikim w klatce bliższych stosunków i tak odeszła, że nikt tego nie zauważył.

Read Full Post »

W nocy przyszedł mróz, – 7°C.
7:30 Babka budzi się na moment, a mnie budzi na dobre. Zachciało jej się pić, a rozespana nie mogła sięgnąć kubka.
8:00 Barbara z Kunegundą, bez zapowiedzi, już po wstępnych zakupach (młoda wydała gwiazdkową kasę na futbolowe gazetki i jakieś pudełko z kartami piłkarzy) i oddaniu krwi w ośrodku (Kunegunda przy przedświątecznym przeziębieniu dostała skierowanie na wyniki).
8:30 Wychodzę do „Mistrza Jana” po chleb i bułki. Panie siedzą nad herbatą w kuchni. Po powrocie dołączam z kawą i drożdżówkami. Rozmawiamy o świętach, prezentach („Wiesz stryjek, jaka ta książka od babci straszna! – Kunegunda z zachwytem – Przeczytałam już dwanaście rozdziałów.” „Dobrze. Skończysz, to ją od ciebie pożyczę”), jasełkach w szkole.
9:20 Barbara idzie załatwić jakieś sprawy w mieście, a Kunegunda razem z nią – dla przyjemności połażenia po sklepach i naciągnięcia matki na kolejne zakupy.
10:00 Kaplica przy starym cmentarzu i msza pogrzebowa. Trumna zamknięta. Odprawia proboszcz. Żałobników około dwudziestu, większość chyba z rodziny, z sąsiadów widzę trzy panie. Przed wyjazdem konduktu przez chwilę rozmawiam z dentystką z pierwszego piętra.
– Jedzie pan na cmentarz?
– Muszę wracać do domu. Babcia spała, jak wychodziłem. Przebudzi się, to nie będzie wiedziała, gdzie jestem.
– A mama?
– Przyjedzie dzisiaj, ale dopiero przed jedenastą.
– Myślałam, że mama mieszka razem z wami.
– Nie, nie, mieszka na wsi, dwadzieścia kilometrów od Kętrzyna.
10:40 Zastaję mamę w przedpokoju na zdejmowaniu butów. Babka przebudziła się na śniadanie.
11:00 Powrót Barbary i Kunegundy. Bratanica od razu sadowi się przy biurku.
– Mogę stryjek?
– Możesz, możesz. Chcesz, to włączaj.
– Ciekawe, czy znalazłeś kartki, które ostatnio schowałam – zastanawia się Kunegunda, odpalając komputer. – Żeby nie było, że kradnę.
– Jakie kartki?
– Z kotami. Takie ładne, że nie chciałam żebyś wysłał.
– Myślałem, że sobie je wzięłaś – przyznaję.
– To już je wyciągnij i sobie zabierz, skoro tak ci się spodobały – dorzucam po chwili.
11:30 Zakupy w Nemezji – potrzebuję mąki i twarogu na obiad. Przy okazji biorę dwa jajka Kinder Niespodzianki na sylwestrowe wróżenie.
12:00 Mama smaży naleśniki, Kunegunda w coś tam gra, babka trochę śpi, a trochę marudzi, żeby przy niej posiedzieć. Barbara przez moment dotrzymuje w kuchni towarzystwa teściowej, a później (jakoś tak po mojej sugestii, że może się zająć przygotowaniem sera do naleśników?) wychodzi zrobić jeszcze zakupy w Biedronce.
13:30 Obiad.
15:10 Akurat gdy miałem odstawić panie na dworzec wpadł Paweł, który przyjechał do miasta z kolegą. Zamiast autobusem rodzinka wraca na wieś samochodem.

Read Full Post »

Od kilku dni, zwłaszcza wieczorami (i przy otwieraniu zamka, który się chyba zacina), było słychać, że ktoś urzęduje w mieszkaniu po Irenie MB. Dziś miałem okazję zobaczyć, że to młoda dziewczyna, uczennica szkoły średniej, czy może ciut starsza – do końca nie wiem, bo nie chciałem się zbyt nachalnie przyglądać. W każdym razie w roku od śmierci sąsiadki Rysiek wreszcie uporał się na dobre z remontem i wynajął odziedziczony lokal.

Read Full Post »

Najbardziej przykrym momentem była chwila tuż przed zamknięciem trumny, gdy rodzina żegnała się ze zmarłym. Zazwyczaj staram się unikać oglądania takich scen. Tym razem się nie udało. Stojąc w kącie kaplicy znów byłem świadkiem łez wdowy i całowania nieboszczyka. A już myślałem, że to ostatnie odeszło w przeszłość i nie jest praktykowane.
Reszta ceremonii – msza, jazda za miasto na nowy cmentarz, składanie trumny do grobu – obyła się bez większych emocji. Sąsiada prawie nie znałem, nawet z widzenia był mi dość obcy (schorowany dożywał ostatnich lat w domu), więc jego śmierć przyjąłem dość obojętnie. Na pogrzeb wybrałem się trochę w zastępstwie babki, a trochę dla wdowy, z którą zawsze rozmawiam, gdy spotykamy się na ogrodzie.
Moja obecność – mimo dość sporej gromadki żałobników – została dostrzeżona i doceniona. Ale na stypy uczęszczam jeszcze mniej chętnie, niż na eksportację zwłok, więc podziękowałem za zaproszenie i wymówiłem się domowymi obowiązkami.

Read Full Post »