Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘skarpetka’

Ponuro. Odwilż w pełni.
Na obiad wyciągam z zamrażarki porcję leczo. W sumie leczo też chyba powinienem wekować, bo litrowy pojemnik to trochę dużo jak na jeden posiłek.
Przed siedemnastą, po drodze do Biedronki, zaglądam na pocztę. Ceny kalendarzy grudniowe, więc kończy się na oglądaniu.
Wieczór upływa mi na kończeniu drugiej skarpetki. Po dwudziestej oglądam powtórkowo i bez większych emocji (nawet przy scenie batożenia niewolnicy) „Zniewolonego. 12 Years a Slave” (2013).

Read Full Post »

Śnieży niezbyt gęsto i niemrawo. Na termometrze -5°C.
Po południu kupuję chleb u Mistrza Jana. Na siedemnastą wychodzę do muzeum na wykład o chorągwiach nagrobnych, których kętrzyński zbiór jest najobszerniejszym w Polsce i w Europie (a zapewne też na świecie). Spotkanie trwa dziewięćdziesiąt minut, trochę długo. Pod koniec senność mnie nachodzi i muszę przykryć się szalikiem, bo chłód czuję. Słuchaczy nie ma dużo, dziesięć, piętnaście osób, sporo z widzenia znajomych. Nie zauważyłem, kto z obsługi muzeum robił zdjęcia, ale to jedno, na którym jestem¹, pokazuje mnie wyjątkowo niekorzystnie (z wyjątkowo niekorzystnej strony). Po powrocie do domu jem obiad (zupa z zamrażarki, wekowane smakują lepiej), później dziergam aż do kolacji drugą skarpetkę, słuchając płyty Jaroussky’ego. O dwudziestej drugiej mam odcinek „Chicago PD”. Dzień kończę przelotem przez blogi i lekturą forum.

_________
¹ Autor bardzo szybko wrzucił wszystko na Facebooka.

(2024.01.10) Z pobieżnej kwerendy zasobów sieciowych wynikałoby, że prelegent wczorajszego muzealnego spotkania swój referat oparł w dużej mierze na pracy „Chorągwie nagrobne” Irmy Koziny i Jana K. Ostrowskiego.

Read Full Post »

Słonecznie i mroźnie (-18°C).
SMS o przesyłce z EMPiK-u¹, że jest już w paczkomacie, przyszedł dopiero o 21:43. Oglądam właśnie „Fabrykę lalek”, w przerwach na reklamy dziergając drugą skarpetkę. Co nie było najszczęśliwszym połączeniem, bo momentami, zajęty kończeniem kolejki, tracę sceny serialu. I dwa razy, spiesząc się z kończeniem, muszę nabierać od nowa oczka, bo mi się wysunął jeden z drutów z robótki. Wiktoriański kryminał (bohaterkami są siostry malujące porcelanowe twarze lalek, w tle mamy zatłoczony Londyn, grupkę malarzy-prerafaelitów, chyba nawet z samym Rossetti w składzie² i mrocznego taksydermistę z artystycznym zacięciem) to jednak nie to samo, co brazylijska telenowela, żeby się go dało spokojnie oglądać przy dzierganiu swetra³.
Do paczkomatu wychodzę po jedenastej. Mróz lekko szczypie, ale wyprawa bliska, więc się nawet nie ubieram zbyt grubo, kurtka na krótką koszulkę wystarczy. Z nocą temperatura spada do -22°C, a później⁴ powoli zaczyna się podnosić przynosząc zapowiadane (wyczekiwane) ocieplenie.

________
¹ Dopiero zamówiłem najnowszą płytę Jaroussky’ego.
² Mogę się mylić, bo ta skarpetka mnie jednak lekko rozpraszała.
³ Oglądałem tak „Pannę dziedziczkę”, czy którąś inną produkcję z Lucelią Santos.
⁴ Po drugiej mniej więcej.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Poranek jest słoneczny i mroźny (-5°C). Z biegiem dnia temperatura spada. O północy termometr pokazuje -12.
Przed śniadaniem kończę pierwszą skarpetkę. Rezultat zadowala mnie dość średnio. 52 oczka to chyba jednak za dużo. I nie jestem pewny, czy do nici, które kupiłem, druty nie powinny być cieńsze. Mogłem zabrać komplet od mamy, gdy jeździłem na święta. Drugą skarpetkę zrobię na 48 oczek, bo ta nie dość, że nieforemna, to tak obszerna, jak powyciągane stare, które noszę drugi, czy trzeci sezon.
Po zmroku wychodzę¹ na cmentarz. Grób dziadków jest dokładnie przysypany grubą warstwą śniegu. Odgrzebuję dwie latarenki i zapalam znicze. Babka kończyłaby dzisiaj sto lat.
Po powrocie do domu i szybkim obiedzie (do talerza zupy musiałem dosypać trzy łyżki kuskusu) ucinam sobie dłuższą drzemkę przy włączonym radioodbiorniku. Dopiero Richard Strauss po dziewiętnastej z „Kobietą bez cienia” w Operze pod gwiazdami motywuje mnie do wylezienia spod kołdry. Pilot leżał w okolicach biurka i musiałem się ruszyć, by wyłączyć radio.
Reszta dnia upływa mi na leniwym netowaniu. Miałem wrzucić klip z babką na FB w ramach świętowania jej setki, ale nie ma czego świętować², a najlepsze nagranie zużyłem przy wcześniejszej okazji, więc nawet nie zaglądam ma stronę³.

___________
¹ Przy okazji zmieniam ostatnią cyfrę w napisie na drzwiach, uaktualniając tekst do K+M+B 2024. W zeszłym roku zwlekałem z tym tak długo, że aż wyręczyła mnie w lutym czy marcu sąsiadka z naprzeciwka.
– Bo już nie mogłam patrzyć na ten 2022 – wyjaśniła.
Kredę miałem w szufladzie nocnej szafki. Poświęconą dwa lata temu, ale to przecież nie wietrzeje. Święcenie znaczy się. Ksiądz Piotr przyniósł nam kawałek przy okazji pierwszopiątkowej wizyty u babki.
² Chociaż nie powiem, wykorzystałem pretekst i kupiłem spory kawał jabłecznika toffi (?), który zjadłem w dwóch podejściach – jedną porcję przy śniadaniu, drugą na kolację.
³ Trzeba by przejrzeć nagrania, zdecydować, które się najlepiej nadaje, a nie miałem do tego zapału.

Read Full Post »


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Do południa zdążam odkurzyć w pokoju, wyskoczyć po chleb¹ i skończyć piętę w skarpetce. Gdy przed trzynastą zjawia się Barbara, nastawiałem właśnie zupę na obiad i myślałem siadać do śniadania².
– Herbatę? – pytam bratową od progu.
– Sama nie wiem… – kryguje się Barbara. – Może tylko szklankę wody mi podaj… Jeszcze bym zdążyła na wcześniejszy autobus.
– Spieszno³ ci do domu?
– W sumie mogłabym jeszcze do fryzjerki wyskoczyć… A ten, jak ma się na mnie drzeć, niech ma konkretny powód.
– To nastawiam wodę.
Reszta wizyty bratowej upływa normalnie, w miłej atmosferze, z tradycyjną litanią narzekań Barbary na męża nieudacznika (nowy zlew uszkodził już przy wkładaniu do bagażnika samochodu) i furiata. Mnie brak jakichkolwiek powodów do utyskiwań, więc się mało co odzywam.
Czas na spokojne netowanie mam dopiero po piętnastej.
Wieczorem chodzę do paczkomatu po przesyłkę ze Znaku i na zakupy do Biedronki. W supermarkecie przed dwudziestą tłum kupujących, jak w handlowym szczycie dnia, a towar na półkach przetrzebiony. Nawet do kas samoobsługowych trzeba stać w kolejce. Ludzie myślą jutro ostro świętować, czy co?
Przy kolacji wekuję jeszcze cztery porcje zupy i zalegam przy komputerze.

_____
¹ Już się nie załapałem na swój z pomidorami. Nie pomyślałem (a powinienem był!), że przed sobotnim świętem ludzie się rzucą i wykupią co lepsze pieczywo.
² Kawa już stygła, a ja smarowałem kanapki, gdy usłyszałem znajome pikniecie domofonu sygnalizujące, że ktoś wprowadził mój kod otwierający drzwi.
³ No dobra, może to było zwykłe „spieszysz się”.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Skończyłem ściągacz, a teraz się zastanawiam, czy 52 oczka to przypadkiem nie za mało, jak na skarpetkę na taką stopę, jak moja. Cóż, zrobię piętę i będzie wiadomo. Najwyżej zacznę wszystko od nowa, po raz czwarty.
Dzień¹ zamykam filmem Françoisa Ozona „Lato ’85” (Été 85, 2020). Za drugim podejściem obejrzałem całość, przekonując się przy okazji, że przy pierwszym spotkaniu z tytułem niepotrzebnie mnie wystraszył sygnalizowany już od początkowych minut dramat. Dobre² kino (zwłaszcza europejskie) o pierwszych młodzieńczych miłościach nadal budzi moje zainteresowanie i sprawia sporo frajdy. Nawet, gdy na ekranie widać straszną modę lat 80.

_______________
Zdjęcie robione po nocy, słabą komórką, więc kolory ma lekko przekłamane. Stalowy w naturze jest bardziej siwy, a czerwony mocniej buraczkowy. W tle narzuta na fotel – imieninowy prezent dla babki od pani Zosi. Przeleżała (ta narzuta) w szafie pewnie z piętnaście lat, zanim jej zacząłem używać na co dzień.

¹ Mroźny, temperatura ze zmrokiem spadła do -11°C.
² Nie wiem, czy ten przymiotnik nie jest tu zbędny. Tak jak cały kawałek o filmie zresztą.

Read Full Post »

W nocy dopadało więcej śniegu. Dzień jest pochmurny i mroźny (-2°C).
Dojadam sylwestrową sałatkę. I pudełko imieninowego ptasiego mleczka.
Popołudnie spędzam nad poniedziałkowym nagraniem koncertu trzech kontratenorów. Wieczorem mam odcinek „Chicago PD”.
Robótkę sprułem. Potrzeba mi jednak lepszego, naturalnego światła do dziergania na drutach. W siwym pasku ściągacza zgubiłem dwa oczka, co zauważyłem dopiero po przerobieniu dwóch rzędów.
Do trzech razy sztuka, jak to mówią. Zacznę skarpetkę od nowa, gdy się trafi słoneczny dzień.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij