Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Michał Rusinek’

Nad Mazurami nadal wyż. 7°C. Słonecznie.
Wzmocniłem drugi karton do przechowywania na strychu zbędnych tekstyliów¹.
Wieczorem doczytuję zbiór felietonów Rusinka. A po „Chicago PD” oglądam jeszcze odcinek (3/4 śledztwa) „Inspektora Georga Gently’ego”.
I netuję ponad miarę.

______
¹ Typu lniane zasłony z lat 70. zeszłego wieku, czy kupiony a niewykorzystany materiał – jak to w typowej schedzie po krawcowej – na garnitur (tkanina przynajmniej z początku lat 90, jeśli nie starsza).

Read Full Post »

Dobrze, skoro się domagacie…

Piątek

Mama chyba w ogóle nie spodziewała się mojego przyjazdu. Po czternastej zastaję ją na rabatce pod domem, zajętą zasypywaniem kolein wyjeżdżonych jesienią przez podnośnik, którym podawano na dach cegły do przemurowania komina.
– Tak się wprosiłem… bez zaproszenia… – sumituję się przy obiedzie (mama odgrzała ziemniaki i jakieś kupne, drobiowe, tanie i zupełnie pozbawione smaku kotlety). – Nawet nie spytałem, czy mogę przyjechać.
– Na urodziny nikogo się nie zaprasza. Kto chce to przychodzi – zauważa mama. – Zresztą po śmierci ojca, babci w ogóle nie mam chęci urodzin obchodzić.
Wieczór spędzam przed telewizorem. Po porcji niewysokich lotów turecczyzny („Dziedzictwo”, odc. 202, „Zakazany owoc”, odc. 393) oglądam jeszcze nowego „King Konga” (2005), widowiskowego, ale nie budzącego takich emocji jak ten ze śliczną Jessicą Lange (1976).

Sobota

W nocy spadł śnieg i ponurawy listopad, którym przywitała mnie wieś w piątek, zamienił się w białą zimę. Na krótko jednak. Ze wzrostem ciśnienia temperatura podniosła się do 7°C i wieczorem po białości nie zostało śladu.
Śpię marnie, wstaję późno i od śniadania w zasadzie siedzę głównie w kuchni z mamą, słuchając tego, co ma do powiedzenia. Jeśli sam się odzywam, to tylko w sprawach przyziemnych i codziennych.
– Co dziś na obiad? – pytam (przykładowo).
– Zupa. Ugotowałam, jakiej nie lubisz – odpowiada mama.
– Tak? – zaciekawiam się, bo raczej bym nie powiedział, że jest jakaś zupa, której nie lubię.
– Ogórkową.
– Może być i ogórkowa, byle odpowiednio kwaśna. Skoro miała mama starkowane ogórki to szkoda, żeby się zmarnowały.
– Dałam więcej śmietany. I są jeszcze przysmażane kurze udka, bo gotowałam na drobiu.
– Zjem tylko zupę.
Zabrałem felietony Rusinka z myślą, że wreszcie doczytam ten zbiór, ale po południu światło robi się marne, a u mamy nie ma żadnej lampki.
Wieczorem oglądamy komedię z Colinem Firthem, „Gambit, czyli jak ograć króla” (2012).
Kładę się wcześniej i długo nie mogę zasnąć. O trzeciej wstaję wypuścić kota, bo się zrobił nadaktywny, hałasuje i nie chce już siedzieć w mieszkaniu.

Urodzinowa niedziela

Po południu przychodzą na obiad Paweł z Barbarą. U Kunegundy jest Ingwar, więc wolała towarzystwo kolegi.
Mama nie szykowała na urodziny nie szykuje niczego specjalnego. Upiekła w prodiżu kurze udka, bez obfitości warzyw (nie udały jej się w zeszłym roku na ogrodzie i wszystko musi kupować), więc zaledwie zjadliwe (nie jestem fanem drobiu, z takiego pieczenia zawsze najlepsza była marchewka, której teraz zabrakło).
Po obiedzie jest kawa, ciastka (kupne), czekoladki. Brat wypił kieliszek wiśniówki (dwuletniej, mama robiła nalewkę jesienią, jeszcze za życia ojca), ja nigdy nie byłem amatorem, więc się wymawiam.
Po czternastej (14:30?) wychodzimy w trójkę na spacer, do lasu i nad rzekę sprawdzić, czy jest dużo wody w Gubrze. Brat robi zdjęcia i narzeka na brak dobrego światła. Hen za lasem słychać na polach żurawie, ale to chyba za wcześnie na zwiastun wiosny. Wracamy przez cmentarz i przez wioskę, bo bratowa chce jeszcze zajrzeć do sklepu (kupuje karmę dla psa i kotów – po puszce – i sobie chipsy). W domu jestem o szesnastej trzydzieści. Mama przez ten czas ledwo zdążyła wymyć talerze z obiadu. Zadzwoniła do niej znajoma z życzeniami i blisko godzinę trzymała na słuchawce, opowiadając szczegółowo o wszystkich chorobach i biedach, które ja gnębią, o wizytach u lekarzy, o tym, jaka była nieszczęśliwa w pracy z podłymi bachorami i że teściowa nigdy jej nie lubiła.
– Nauczycielki to są jednak nienormalne – podsumowuje rozmowę mama.
Wieczorem oglądamy jeszcze wspólnie „Zatokę szpiegów” i znów wcześnie ląduję w łóżku. Kot tym razem wyszalał się przez dzień na podwórku (złapał przynajmniej dwie myszy), więc śpi spokojnie w mieszkaniu do samego rana.

Read Full Post »

Po jedenastej Mistrz Jan i zieleniak (zapomniałem o koncentracie pomidorowym, więc w czwartek znów czekają mnie zakupy¹).
Po dwunastej bank i salonik RUCH-u (chyba popatrzyłem niedokładnie i podwójny numer „Kina” 1/2 wziąłem za grudniowy).
Obiad łączę z kolacją, a finalnie dochodzę do wniosku, że placki ziemniaczane już mi się przejadły.
„Ptak dodo” Rusinka nadal leży niedoczytany. Chyba nie powinienem wypożyczać z biblioteki więcej niż jeden tytuł naraz.

____________________
¹ Zaplanowałem na obiad fasolkę po bretońsku i zdążyłem już namoczyć fasolę.

Read Full Post »

Biało (w nocy lekko dośnieżyło), słonecznie i mroźnie. W dzień -5°C, ze zmrokiem zaczyna się jeszcze mocniej ochładzać¹.
Po dziewiętnastej niespodziewanie dzwoni mama pogadać o zagrożeniach współczesnego świata². A poza tym o pogodzie, paleniu w centralnym, irytujących nawykach Pawła. I że kot w nocnym amoku wyimaginowanego polowania porwał firankę na oknie w pokoju, gdy skoczył i się na niej zawiesił³.
Po rozmowie myję gary z obiadu i wychodzę do Biedronki zrobić większe zakupy. W sklepie prawie nie ma ludzi. Do domu wracam szybko. Trochę czytam. O dwudziestej drugiej zalegam z kolacją przed telewizorem, by obejrzeć odcinek „Chicago PD”. Przez moment zastanawiam się jeszcze na Tarzanem, ale Alexander Skarsgård⁴ jest w tej roli jakiś taki wymoczkowaty i szybko mnie zniechęca.

_______________________
¹ Do -12°C po północy.
² Coś było w jednym z telewizyjnych programów informacyjnych o naiwnych, a nieostrożnych, którym wyczyszczono konta bankowe, gdy odebrali SMS-a od oszustów i kliknęli, gdzie nie trzeba. „Jak to dobrze, że nie umiem odbierać SMS-ów” – konstatuje mama na końcu, co dla mnie jest trochę smutne, bo babka w jej wieku była bardziej otwarta i gotowa na poznawanie nowości.
³ „Już mu całkiem odbija. Chyba zacznę nocami wyrzucać go z mieszkania. Niech śpi w kotłowni!”.
⁴ W „Czystej krwi” był świetny.

Read Full Post »


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Na dworze odwilż. 2°C.
Dzień mija leniwie, z radiem i w necie głównie, choć z biblioteki przyszło już przypomnienie, że pora zwracać felietony Rusinka.
Sprawdziłem w parafialnym biuletynie, że kolęda będzie w poniedziałek, odgruzowuję więc powoli pokój przed wizytą księdza. Jutro będę musiał poszukać na strychu białego obrusu, bo chyba wszystkie wyniosłem na górę i czekają w pudłach z innymi tekstyliami na przejrzenie.
Wieczorem oglądam wreszcie „Pewnego razu… w Hollywood” (2019). Wiedziałem mniej więcej o czym to, ale Tarantino i tak mnie zaskoczył krwawą jatką w końcówce.
Kunegunda wydaje się podobna do Pussycat (Margaret Qualley). Z wyglądu, rzecz jasna, tylko z wyglądu (miejmy nadzieję).

Read Full Post »

Babka znów brzydko kaszle i przyduszona niskim ciśnieniem nie chce się w ogóle odzywać. Rano śpi do późna, po śniadaniu już tylko drzemie. Obiad ledwo rusza, ale sam zmuszam się do zjedzenia serwowanego dania (podkusiło mnie, by kupić słoik fasolki po bretońsku), więc ten brak apetytu babki akurat nie budzi mego niepokoju.
Wieczorem sięgam po nową książkę Rusinka, większość dnia trawię niestety przy komputerze. Zwłaszcza to szwendanie się po Allegro było niepotrzebne, bo nie poupychałem jeszcze ostatnio kupionych książek, a już mogę czekać na kolejną przesyłkę.

Read Full Post »

Dzień z książką. Wieczorem spadek nastroju.
A babka ma niskie ciśnienie i głównie drzemie.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij