Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2024

Dzień z mamą, tak mniej więcej od dziesiątej czterdzieści do piętnastej. Podobno w Kętrzynie była też bratowa (mama dowiedziała się na przystanku, że jechała pierwszym porannym autobusem¹), na szczęście nie zechciała nas uszczęśliwić swoją obecnością. Po jedenastej wychodzimy do odzieżowej hurtowni, bo mama potrzebuje biustonosza. Wracając, robimy zakupy w Biedronce, korzystając z promocji² na mleko i masło (usłużny, przypadkowo spotkany przy nabiale klient, pomaga nam wybrać kostki z terminem ważności do końca kwietnia). Na szybki obiad mama odgrzewa sobie biedronkowe pierogi z serem i jagodami. Połowa opakowania zostaje dla mnie. Po piętnastej, odstawiwszy mamę na przystanek, zachodzę do saloniku RUCH-u po nowy numer „Książek. Magazynu do czytania” (James Baldwin na okładce, no to jednak wziąłem). W środku jakoś dziwnie pusto na półkach.
– A co tu tak mało prasy? – nie powstrzymuję zdziwienia.
– Zamykamy się – wyjaśnia sprzedawca (mąż).
– By się zaraz otworzyć – dodaje sprzedawczyni (żona).
Zgaduję, że to ma jakiś związek z porzuceniem przez RUCH dystrybucji prasy, ale nie dopytuję o szczegóły: czy zostają pod szyldem, przechodząc na inny asortyment, czy raczej zmienią się w salonik Kolportera. Dam się zaskoczyć przy następnej wizycie.
Wieczorem ulegam pokusie³ i zamawiam w Znaku książkę Żulczyka pod autograf przy okazji spotkania autorskiego w przyszłym tygodniu. Byłoby szybciej kupić którąś powieść w miejscowej księgarni. Ale mam świadomość, że w necie książka ma cenę przynajmniej 30% niższą, a stacjonarnie zapłaciłbym tyle, ile jest wydrukowane na okładce i nie potrafię się przełamać.

_____________
¹ Dialog wyciągnięty z relacji przy kawie (mama) i herbacie (ja) do śniadaniowych rogalików:
– A razem z synową nie chciała pani jechać? – zainteresowała się jakaś życzliwa dusza.
– Nie, bo nie lubię się tłoczyć razem z młodzieżą – mama bez problemu wybrnęła z pułapki. – Przecież teraz nikt nie ustąpi miejsca i bym się gniotła w tym busiku na stojąco przez całą drogę.
² Przy obu produktach 3+3 gratis;
³ Określenie nie do końca adekwatne. A jeśli nawet, to pokusa nie odnosi się do chęci posiadania książki, tylko powrotu do życia, które się skończyło w maju.

Read Full Post »


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ 7°C. Poranek silnie mglisty, później jest jedynie wilgotno i ponuro.
Podlewam tylko pelargonie i geranium na korytarzu, bo fikusy nie zużyły jeszcze wody, którą dostały w zeszłym tygodniu. Na obiad gotuję ryż do prażonych jabłek (w lodówce stoi otwarty słoik, który powinienem jak najszybciej wyjeść). Przy kolacji kończę kupiony w poniedziałek bochenek chleba. Zmniejszyli wagę bochenków, czy co? Nie wydaje mi się, bym jadł więcej, a jeden bochenek przestał mi wystarczać na cztery dni (od poniedziałku do piątku).

Aktualizacja 29 lutego 2024 o godz. 00:57

Read Full Post »

Przed siedemnastą wychodzę do zamku na dodatkowy wykład Akademii. Zaproszona z Fromborka historyczka opowiada o najpopularniejszych motywach przedstawienia śmierci od średniowiecza do wieku XVIII, zaczynając od iluminacji ilustrujących opowieść o spotkaniu trzech żywych mężczyzn i trzech umarłych, przez taniec śmierci, po jej triumf. Przy ostatnim zatrzymuje się na dłużej, bo mamy teraz na wystawie ładny obraz z takim motywem¹.

Prelekcja jest ciekawa. Na sali znów widzę sporo pań. Emerytki z uniwersytetu trzeciego wieku chyba włączyły muzealne wykłady do planu swoich zajęć, bo w poprzednich latach nie bywały w muzeum tak licznie.

___________
¹ Zdjęcie jest słabej jakości, więc dopowiem, że mamy tu w centrum Śmierć szyjącą do ludzi z łuku i wykańczającą wszystkich, jak popadnie, bez względu na pochodzenie i zasługi. W lewym dolnym rogu Czas niszczy wszelkie wytwory rąk ludzkich. A w sielskiej scenerii na górze podobnej eksterminacji jak ludzie poddawane są zwierzęta.

Read Full Post »

Pierwsza przebudzona wiosennie mucha obija się rano w łazience o przykurzoną szybę. Jej chaotyczne ruchy i głośne bzyczenie wyjątkowo nie budzą mojej irytacji. Zamiast zdjąć kapcia i uciszyć intruza, otwieram szerzej okienko i eksmituję owada na dwór.

Read Full Post »

Ciepło (11°C) i słonecznie, ale zamiast wychodzić na spacer wolę przepędzić dzień przy komputerze i na słuchaniu radia. Z mamą rozmawiam dwukrotnie. Po dziesiątej o straszeniu wojną i pogodzie, po szesnastej o rodzinie i kocie, który w nocy tak głośno polował w pokoju, skacząc po meblach, że mama o trzeciej była zmuszona wyrzucić zwierzaka z mieszkania. Tematy główne, ale nie jedyne.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Kontynuując (choć już mi się deko znudziło, ale tak nachalnie domagacie się kontynuacji, że nie mam wyjścia).

Tu było, tu stało (III)

Skwer u zbiegu ulic Pocztowej i Traugutta. Młody lasek samosiejek za płotem porasta gruzowisko po budynkach kętrzyńskiego browaru, rozebranych z początkiem 2012 roku (kto ciekawy znajdzie na blogu przynajmniej dwa albumy dokumentujące wydarzenie).
Ponoć prywatny inwestor w zrewitalizowanych XIX-wiecznych budynkach planował centrum handlowe. A mamy więcej zieleni. I gustowne czterokomorowe kosze na śmieci podkreślające estetykę miejsca i dbałość władz samorządowych o ekologię.
Ul. Traugutta (dawniej Angerburgerstrasse). Dwa budynki, które zostały po browarze. W większym, obecnie biurowcu TBS-u, mieszkał kiedyś właściciel.
Ul. Traugutta (dawniej Angerburgerstrasse). Jeszcze jedno ujęcie skwerku.
Ul. Traugutta (dawniej Angerburgerstrasse) przed wojną miała zabudowę z obu stron. W 1945 roku budynki po parzystej zostały spalone w trakcie radosnego świętowania zdobycia miasta przez Armię Czerwoną. Na rozplantowanym gruzowisku wytyczono nową ulicę (stąd widoczna różnica poziomów), a stara służy teraz za szeroki deptak.
Ul. Traugutta. Pomiędzy ławkami stał kiedyś kiosk RUCH-u, w którym kilka razy zdarzyło mi się kupić różne publikacje prasowe.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Read Full Post »

Więc Abram wstał, nałupał drzewa i poszedł,
ogień i nóż zabrał ze sobą na drogę.
A kiedy już obaj spędzili dzień razem,
Izaak, syn pierworodny, rzekł: Mój ojcze,
spójrz na gotowy ogień, na to żelazo,
a gdzie jest jagnię na całopalną ofiarę?
Abram związał chłopca pasem i sznurami,
potem nóż wyciągnął, aby zabić syna.
A oto Anioł zawołał nań z niebiosów:
Nie podnoś ręki, rzekł, na pierworodnego.
Zaprawdę nic mu nie czyń, popatrz, tu blisko
Baran sam się w krzakach uwięził rogami.
Nie syna ofiaruj, lecz Barana Pychy.

A stary nie posłuchał: wpierw zabił syna.
I – po kolei – pół plemion Europy.

Wilfred Owen
Przypowieść o starym człowieku i o młodym¹

Rano wychodzę do Mistrza Jana po chleb, wieczorem wynoszę śmieci. W nocnych planach mam ostatnie spotkanie z inspektorem Gentlym i detektywem Bacchusem.
W radiu (PR2) przypominają przez cały dzień, że dziś druga rocznica regularnej wojny na Ukrainie.

______________
¹ Jerzy Pietrkiewicz, Antologia liryki angielskiej (1300-1950)
Cytat za blogiem Drga melodia…
Wilfred Owen zginał w listopadzie 1918 roku na froncie we Francji, tydzień przed końcem wojny, w wieku 25 lat. Po śmierci poety rodzina zadbała skrupulatnie, by w jego papierach nie zachował się żaden ślad kładący się cieniem na pamięci młodego Owena.

Read Full Post »

Trina, żona Hansa, była leniwa i nic się jej nie chciało.
– Co tu robić? – powiedziała do siebie. – Jeść, spać czy pracować? Ach! Najpierw zjem.
Gdy najadła się do syta, znowu się odezwała:
– Co robić? Pracować czy spać? Ach, najpierw trochę pośpię.
Położyła się i spała, a gdy się obudziła, była już noc, więc nie można już było pracować.¹

– A co mama zaplanowała na obiad? – pytam w trakcie tradycyjnej porannej rozmowy po dziesiątej.
– Jeszcze nie wiem, zastanawiam się… Coś szybkiego. Może makaron do sosu?
– Ja już mam namoczoną fasolę, to chcę, czy nie chcę, będę musiał ugotować po bretońsku.
– A ile ty masz lat? Ja zaczęłam gotować, jak miałam dwanaście. W wieku czternastu poszłam do Karolewa, to była przerwa. A później już cały czas przy garach. Sześćdziesiąt lat!
– To się faktycznie może znudzić – przytakuję ugodowo.
___
¹ „Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm”: Trina, żona Hansa
Cały tekst

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij