Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Poznań’


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Do południa zdążam odkurzyć w pokoju, wyskoczyć po chleb¹ i skończyć piętę w skarpetce. Gdy przed trzynastą zjawia się Barbara, nastawiałem właśnie zupę na obiad i myślałem siadać do śniadania².
– Herbatę? – pytam bratową od progu.
– Sama nie wiem… – kryguje się Barbara. – Może tylko szklankę wody mi podaj… Jeszcze bym zdążyła na wcześniejszy autobus.
– Spieszno³ ci do domu?
– W sumie mogłabym jeszcze do fryzjerki wyskoczyć… A ten, jak ma się na mnie drzeć, niech ma konkretny powód.
– To nastawiam wodę.
Reszta wizyty bratowej upływa normalnie, w miłej atmosferze, z tradycyjną litanią narzekań Barbary na męża nieudacznika (nowy zlew uszkodził już przy wkładaniu do bagażnika samochodu) i furiata. Mnie brak jakichkolwiek powodów do utyskiwań, więc się mało co odzywam.
Czas na spokojne netowanie mam dopiero po piętnastej.
Wieczorem chodzę do paczkomatu po przesyłkę ze Znaku i na zakupy do Biedronki. W supermarkecie przed dwudziestą tłum kupujących, jak w handlowym szczycie dnia, a towar na półkach przetrzebiony. Nawet do kas samoobsługowych trzeba stać w kolejce. Ludzie myślą jutro ostro świętować, czy co?
Przy kolacji wekuję jeszcze cztery porcje zupy i zalegam przy komputerze.

_____
¹ Już się nie załapałem na swój z pomidorami. Nie pomyślałem (a powinienem był!), że przed sobotnim świętem ludzie się rzucą i wykupią co lepsze pieczywo.
² Kawa już stygła, a ja smarowałem kanapki, gdy usłyszałem znajome pikniecie domofonu sygnalizujące, że ktoś wprowadził mój kod otwierający drzwi.
³ No dobra, może to było zwykłe „spieszysz się”.

Read Full Post »

Środa

23°C. Zachmurzenie umiarkowane.
Jest Paweł na zakupach. I moje załatwianie spraw urzędowych (wyręczam mamę), co się kończy wieczorem z bólem głowy (nasza biurokracja wymaga tyle papieru – wszystko co składałem trzeba kserować po kilka razy; dobra pani z okienka podawczego tylko kopii dowodu opłat nie chciała – że aż dziw, że jakieś lasy nadal mamy).

Czwartek

19°C, lekkie pozostałości środowego bólu głowy (do południa) i Barbara przez dwie godziny (12:30-14:30).

Piątek

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ 20°C. Po szesnastej wychodzę do apteki po krem do stóp (znów zaczynają mi pękać). W zieleniaku kupuje truskawki, ostatnie (w znaczeniu ogólnym, że z końcówki sezonu), jak się okazuje w domu już średnio smaczne (kwasota).
W nocy kończę trzeci sezon „The Umbrella Academy”. Finał niezły, ale ogólnie dwa poprzednie były lepsze.

Sobota

Noc chłodna (zamknąłem balkon) w dzień tylko 19°C.
Chyba muszę zacząć robić zakupy w Biedronce wcześniej (zmienić dzień?), bo znów po dwudziestej pierwszej znajduję w sklepie pełno pustych półek. A może ludzie zapasy jakieś robią (przed szóstą falą koronawirusa, która ma nadejść lada chwila?) i stąd niedostatki towarów?

Read Full Post »


Babka nadal z bardzo niskim ciśnieniem, ale je trochę normalniej i pije ciut więcej, niż w niedzielę. Bratowa była przez godzinę, po południu, więc nie powinienem narzekać. Po piętnastej odnoszę książki do biblioteki. Biorę na zmianę jakieś przypadkowe tytuły, bo okulary zaparowały mi od razu po nałożeniu maseczki, więc chcę jak najszybciej wyjść na dwór i się uwolnić od tej ochrony przed koronawirusem.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Był.
Obejrzałem relację w „Wiadomościach”. Skomentowaną w końcówce: „Dziś było widać determinację [policji], by historia [taki spokojny przemarsz, jak ostatnio w Warszawie mimo zakazu?] się nie powtórzyła”.
Ciekawe, czy gdybym mieszkał na miejscu – czy bym się wybrał?
Pewnie nie.
Lepiej posiedzieć wygodnie w domu słuchając Giorgiosa Dalarasa.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij