
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Poranek deszczowy, popołudnie z dużym zachmurzeniem. 24°C.
O dziesiątej trzydzieści zaskakuje mnie listonosz, domagający się przez domofon wpuszczenia do bloku. Otwieram gościowi, chociaż głosu nie poznaję i niczego się nie spodziewam. „Obcy i nie wiedział, jak wejść? – myślę”. Ale nie, za moment mam gościa pod własnymi drzwiami, a po podpisaniu odbioru przesyłki (palcem na tablecie – nie wiem, co tam wyszło – szlaczek jakiś, wężyk?) dostaję kopertę… z książką od Asenaty. Mam na przyszłość nauczkę, żeby najpierw się dobrze zastanowić, a dopiero później pisać komentarze. Bo ja niestety przeważnie czytam i od razu piszę pierwsze, co mi do głowy przyjdzie. Jeśli się zastanawiam, to ewentualnie już później, gdy widzę już opublikowane w necie to, co napisałem. Nieważne. Na obiad mam kalafiora z tartą bułką, połówkę zjedzoną po szesnastej. Na siedemnastą wychodzę do Loży na kolejne spotkanie wspominkowe o lat siedemdziesiątych w Kętrzynie. W przerwie znów jest poczęstunek, piernik kętrzyński i jakieś inne ciasto, częstuję się szczodrze, ale zauważam, że inni (Chudy Emeryt na przykład) poczynają sobie jeszcze śmielej. Tym razem – wyjątkowo i wręcz nawet dla mnie samego zaskakująco – nie ograniczam się do samej obecności i zwykłych konwencjonalnych grzeczności („Dzień dobry” przy wejściu itp.), ale odzywam się kilka razy do przypadkowych osób. Z kętrzyńskim Połomskim rozmawiam chwilę przy stole z artefaktami o przyniesionych przez publiczność rzeczach (o farelce konkretnie i o szklanej dekoracyjnej rybie). Wtrącam się w rozmowę Roberta Fotografa z Duńczykiem o fantastyce. Z kobietą, obok której siedzę na kanapie, konwersujemy o roślinie doniczkowej zasłaniającej mi ekran (później się przesiadłem i już nie zasłaniała), która okazała się – zaskoczenie – żywym okazem, a nie plastikową atrapą. I na koniec tego rozmawiania jeszcze Pucołowaty skierował mnie w stronę koszy na śmieci, gdy bezradny krążyłem po holu Loży z pustym plastikowym kubkiem. Spotkanie trwa prawie do dziewiętnastej. Po powrocie dzwonię do mamy, która – widzę na komórce – telefonowała do mnie dwa razy. Rozmawiamy trochę dłużej, bo jednak sytuacja z dronami wlatującymi do nas od wschodniego sąsiada wzbudza ciut niepokój, którego nie tonuje umacnianie granicy od strony Kaliningradu zaporą przeciwczołgową z betonowych jeży. Kończę, gdy schodzi na robienie zapasów jedzenia na czas wojny. Bez wody i działającej kanalizacji i tak bym się musiał przenieść na wieś, więc niepotrzebne mi tu żadne żarcie do jedzenia na sucho. Na kolację dokańczam kalafiora.

Posts Tagged ‘kalafior’
Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się słucha, Z fotopuszki, tagged Asenata, Bazyli, blogowanie, Chudy Emeryt, drony, Duńczyk, Fryku, kalafior, kalendarium, Kazimierz Dolny, korekta Gupi Czesio, Loża, mama, obiad, plakat, Połomski, Pszczółek, Pucołowaty, Robert Fotograf, Wikipedia, wojna hybrydowa, znajomi nieznajomi, Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom on 10 września 2025| 47 Komentarzy »
Dzień siedemset sześćdziesiąty dziewiąty (poniedziałek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, tagged kalafior, plany, z przypisem, zakupy on 16 czerwca 2025| 22 Komentarze »
Stojąc w ogonku przed zieleniakiem¹ pomyślałem, że przecież nie mogę ugotować we wtorek gara zupy², bo nie zjem od razu, a nie wiadomo, czy nie wyjadę na wieś na Boże Ciało³. Kalafiory, duże i ładne, leżały w skrzynce przed sklepem, odliczyłem więc gotówkę i zapłaciłem (11,50 zł za kwiatek) bez kolejki.
– Niech pan sobie wybierze – powiedziała tylko sprzedawczyni, inkasując należność.
Wybrałem tak dorodny, że pewnie będę musiał wyciągnąć do gotowania największy garnek.
_____
¹ Dwie osoby przede mną, ale obsługiwana właśnie emerytka kupowała wolno, a dużo i rozważnie, konwersując intensywnie ze sprzedawczynią.
² Po kupieniu chleba u Mistrza Jana zaszedłem do pawilonu Społem (Gama), ale ziemniaki mieli tam tylko młode i drobne jak groszek.
³ Od pogody wszystko zależy. I bym pewnie wyjeżdżał w środę po południu, przed obiadem.
Dzień pięćset szósty (czwartek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się ogląda, Z fotopuszki, tagged Bazyli, Cyklady, Grecja, kalafior, Kości, Morderstwa w Midsomer, Paweł, Pinokio, pocztówka, pogoda, Santorini, Santoryn, Szkarłatny kwiat, They Seek Him Here, winogrona, WP on 26 września 2024| 24 Komentarze »

19°C. Pochmurnie.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Paweł wpadł po pracy tylko na moment, podrzucić kolejny pojemnik winogron (nie nadążam z wyjadaniem). Ledwo zdążyłem poczęstować go zupą i zaraz musiał lecieć na podwózkę.
Na kolację przysmażam sobie kalafiora. Na oleju nie smakuje niestety tak dobrze, jak na maśle.
Wieczorem oglądam kolejny odcinek „Morderstw w Midsomer”, bo odkryłem, że mam zaległości w dziesiątym sezonie (możliwe, że przegapiłem cały). I odcinek „Kości” z drugiego sezonu (też nie widziałem, zacząłem serial jakoś w połowie produkcji).
Dzień trzysta dziewięćdziesiąty drugi (wtorek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, tagged kalafior, korekta (R), Kunegunda, obiad, Patricia Highsmith, pogoda, Utalentowany pan Ripley on 4 czerwca 2024| 16 Komentarzy »
22°C. Słońce pokazuje się dopiero po południu.
Po czternastej spotykam na mieście Kunegundę i proponuję, by do mnie dołączyła przy zakupach w Biedronce. Rozmawiamy na neutralne tematy, o bliskim końcu roku szkolnego głównie. Korzystając z 50% promocji, na obiad kupuję kalafiora. Dobrze, że jednego, bo przywykłem do miejscowych, z zieleniaka przy murach obronnych, takich bardziej wyrazistych w smaku. Ten z dużą ilością masła i przyrumienionej bułki tartej był nawet zjadliwy, ale pierwszy raz gotowałem kalafiora, który prawie w ogóle nie pachniał kalafiorem. Wieczór spędzam nad książką. Mógłbym już skończyć, ale zostawiłem sobie pięćdziesiąt stron na jutro.
Dzień trzy tysiące dziewiąty (sobota)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się ogląda, Łatka, tagged babka, Glitch, kalafior, Lidka, Netflix, obiad, zakupy on 11 czerwca 2022| 9 Komentarzy »
Na obiad gotuję kalafiora, konsultując sprawę z Lidką. Komputer w pokoju, rozmowa via messenger. Niewiele brakowało, a bym kwiatka rozgotował, ale w sumie (z masłem, z przyrumienioną tartą bułką) udał mi się całkiem smacznie. Niestety babka zjadła tylko ćwiartkę swojej ćwiartki. Nie pomogły namowy.
Przy wieczornych zakupach w Biedronce spotkała mnie przykra niespodzianka w postaci braku chipsów. Dobrze, że Żabkę mam blisko.
W nocy kończę australijski „Glitch”, wraz z trzecim sezonem przewartościowując ocenę całej produkcji. Oglądałem wiele seriali niewysokich lotów, ale już dawno nie widziałem równie gównianego.
Dzień dwa tysiące czterysta trzydziesty drugi (środa)
Posted in Lepszy rydz niż nic, tagged fikus, kalafior, obiad, suszone pomidory w oleju, takie tam on 11 listopada 2020| 11 Komentarzy »
Na obiad gotuję kalafiora. Że nie chciało mi chodzić do sklepu specjalnie po masło, na okrasę biorę olej ze słoika z suszonymi pomidorami. A część jem na zimno w ogóle bez niczego.
O podlewaniu fikusów przypomniałem sobie dopiero po dziewiętnastej.
Czekam czwartku.



