Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Lidka’

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Noc znów męcząca. Pobudkę robi mi dopiero telefon kuriera o 10:30. Mama nadal przeziębiona, już bez gorączki, ale gnębi ja katar i kaszel.
– Przydałoby się przyjechać, jakieś zakupy zrobić, ale na razie nawet po chleb nie chodzę – tłumaczy się przy porannej rozmowy. – Ojca wysyłam co rano do sklepu, a on oszczędza i tylko z pieczywem wraca.
Po dwunastej robię zakupową rundkę: Mistrz Jan – Nemezja – salonik RUCH-u. Najwięcej wydaję oczywiście w ostatnim przybytku, bo i letni numer „Przekroju” już się ukazał, i nowy numer „Książek magazynu do czytani”.
Na obiad odsmażam babkę ziemniaczaną. Miała być tylko dla babki, ale i sobie podgrzewam kawałek. Furda odchudzanie!
Wieczór znów spędzam nad książka. Może jednak uporam się z tym Kingiem szybciej, niż w miesiąc.

Reklamy

Read Full Post »

Na dworze chłodnawo i pochmurnie. W domu leniwie i sennie.
Przy okazji zakupów w RUCH-u (skusiłem się jednak na wywiady Andrusa z Czubaszek) odbieram czekającą na mnie od poniedziałku przesyłkę. Na obiad odgrzewam kołduny, których kilka sztuk miałem w zamrażarce. Po siedemnastej pakuję się do łóżka i ucinam sobie dłuższą drzemkę.

Read Full Post »

Pogoda deszczowa, łóżkowa. Niestety muszę wstać wcześniej, bo spodziewam się listonoszki z kasą i kuriera z przesyłką. Babka odsypia noc i na śniadanie nabiera chęci dopiero około południa. Po piętnastej robię zakupy. W „Irenie” biorę kołduny na obiad, w saloniku RUCH-u nowy numer „Książek. Magazynu do czytania”. Po osiemnastej mam jeszcze wyjście na pocztę. Szczęściem już się przejaśniło i nie trzeba zabierać parasola.

Read Full Post »

Od rana mama z cotygodniową wizytą. Zanim zdążyłem wygrzebać się z pościeli, umyła okno w kuchni i zmieniła tamtejsze firanki (stare wyprała, nowo wieszane wyprasowała). Dla równowagi obiadu zrobiła tyle, co na jeden raz.
Późne popołudnie (od szesnastej) spędzam przed telewizorem, przy kolejnych odcinkach „Gwiezdnych wrót”, przysypiając lekko w trakcie przerw reklamowych. O dwudziestej muszę się już normalnie położyć, gdy do trudnej do opanowania senności dochodzi jakiś odciśnieniowy ból głowy. Na szczęście dwie godziny drzemki, gorący prysznic i kawa stawiają mnie po dwudziestej drugiej na nogi.

Read Full Post »

W zasadzie dzisiaj nie świętuję, ale zawsze to miło dostać przesyłkę z walentynkowym prezentem.

Dzień # 1431.

Read Full Post »

Poniedziałek
Dzień tysiąc czterysta pierwszy. Wieje, mrozi. Wieczorem spacer do paczkomatu i sporo tv.

Wtorek
Dzień tysiąc czterysta drugi. Wpadła Barbara, szczęśliwie tylko na kwadrans. Po zmroku zaczyna śnieżyć.

Środa
Dzień tysiąc czterysta trzeci. Wreszcie biała zima. W nocy zakupy, w okolicach południa przesyłka od Lidki. W obu przypadkach podobna przyjemność i równy brak umiaru.

Czwartek

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Dzień tysiąc czterysta czwarty. Wizyta mamy. Pocztówka z Zamościa. Kończę powtórkę ostatniego (10) sezonu „Gwiezdnych wrót”.

Piątek
Dzień tysiąc czterysta piaty. Dosypiam do południa. Na obiad naleśniki. Zaczynam powtórkę pierwszego sezonu „Gwiezdnych wrót”.

Read Full Post »

Dzień (7:45-15:35) z mamą i niedospaniem. Obiadem nie muszę zawracać sobie głowy – mama smaży rybę do ziemniaków i surówki z kiszonej kapusty. Pozostałe posiłki załatwiam dość poprawnym sernikiem i rewelacyjnym metrowcem (rodzicielska niekonsekwencja – matka najpierw kupuje ciasto w prezencie, a później biadoli, że tyję, bo się odżywiam niezdrowo). Babka nadal z obniżonym ciśnieniem, ale już w stopniu mniej niepokojącym. Do południa nawet trochę się odzywa i apetyt jej dopisuje. Od szesnastej mam solidną porcja „Gwiezdnych wrót”. Później tradycyjnie – przesiadka przed komputer, ale jestem tak zmęczony, że padam dość wcześnie. Łóżka nawet nie ścielę, tylko przykrywam się kocem i zasypiam błyskawicznie.

Read Full Post »

Older Posts »