Z saloniku RUCH-u wracam przez centrum, zachodząc po drodze do warzywniaka przy dawnej księgarni. Sklep spory, towar ładnie rozłożony, ceny wyeksponowane, ziemniaków aż trzy odmiany (Ricarda, Gala i coś na C).
– Te C(…) to będą dobre na frytki? – pytam sprzedawczyni, skuszony najniższą ceną, 2,20 za kg.
– Tak – odpowiada dziewczę.
A powinna była powiedzieć „Nie”. Albo przynajmniej „Nie wiem”. Bym się wtedy nie zniechęcił do sklepu. W moim zieleniaku ceny może są i wyższe, ale raczej nikt mi nie sprzeda szajsu. Nabyte ziemniaki okazały się byle jakie, mocno wodniste. Frytki wyszły z nich miękkie, idealne dla bezzębnych staruszków. A choć obrałem kilogram kartofli¹, nie najadłem się w ogóle i od razu po obiedzie zacząłem myśleć o kolacji. Z której wcześniej zamierzałem w ogóle zrezygnować, stąd przesunięcie obiadu na dziewiętnastą.
Myślenie o kolacji uświadomiło mi, że twarogu w lodówce nie mam już ani kawałka. W związku z czym po dwudziestej, nie zważając na nasilający się deszcz, musiałem jeszcze do Biedronki się wybrać i zrobić zakupy.
+
Dzieci nadal bawią się domofonem.
– Słyszał pan historię o ślepym i niemym Michale? – słyszę w słuchawce, gdy po siedemnastej trzydzieści podchodzę wreszcie do domofonu zwabiony uporczywym dzwonieniem.
– Słyszałem – odpowiadam automatycznie i bez zastanowienia².
– Aaa… – młoda osoba (dziewczynka?) po drugiej stronie jest wyraźnie zaskoczona. – To dziękuję. Do widzenia.
________
¹ Bardzo dużo odeszło z łupinami, w niektórych ziemniakach nawet połowa.
² Gdybym się zastanowił, odpowiedziałbym zgodnie z prawdą, że nie i może miałbym coś ciekawszego do opisania na blogu. Tak sobie pomyślałem po fakcie.
Posts Tagged ‘domofon’
Dzień dwieście osiemdziesiąty ósmy (środa)
Posted in Lepszy rydz niż nic, tagged blogowanie, dialog, domofon, dzieci, frytki, zabawa, zakupy, ziemniaki on 21 lutego 2024| 30 Komentarzy »
Trzech Króli
Posted in Forum, Lepszy rydz niż nic, tagged babka, domofon, korekta (R), pogoda, Puszek, sąsiadka, Trzech Króli, urodziny, z przypisem on 6 stycznia 2023| 43 Komentarze »
Babka jest średnio zainteresowana śniadaniem. Jabłecznika też zjadła niewielki kawałek. Obiadu już nawet nie szykuję (dla siebie mam gar nieruszonej owsianki z wczoraj), bo szkoda fatygi.
Na dworze mróz, -5°C i z wieczorem robi się biało. Przez okno tego śniegu wyglądało cieniutko, więc wychodzę na śmietnik jeszcze w sandałach. Błąd, bo na chodnik nawiało już tyle białego puchu, że przemoczyłem skarpety. A za powrotem spotkała mnie dodatkowa przykra niespodzianka w postaci braku chęci do współpracy ze strony domofonu. Kluczy oczywiście z sobą nie wziąłem. Gdyby nie młoda sąsiadka wracająca z jazgotliwym pieskiem¹ musiałbym chyba stukać do okien mieszkań na parterze z nadzieją, że ktoś wyjdzie i wpuści mnie do bloku. Młoda (17 l., rocznik Kunegundy) na szczęście miała przy sobie komórkę (błogosławione pokolenie, które nigdzie nie rusza się bez telefonu!), więc wystarczyło jej zadzwonić do matki.
W sumie mogłoby być lepiej, ale tragicznie też nie było.
A babce zostało do setki 365 dni.
Dzień #3218.
____________
¹ Pokraczny kundel, paskudztwo na koślawych łapach, dla zmyłki zwane Puszkiem, który oczywiście (jak zawsze) zechciał mnie obszczekać.
Dzień dwa tysiące pięćset osiemdziesiąty ósmy (piątek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Przepraszamy remanent, tagged cytat, dialog, domofon, EEK, Fozzie, koronawirus, sąsiedzi, twaróg on 16 kwietnia 2021| 21 Komentarzy »
„Jedyne badanie, które się pojawiło w ostatnim tygodniu, które jest istotne epidemiologiczne, to że na zewnątrz nie dochodzi do istotnej liczby zakażeń. Czyli to noszenie masek na dworze, możemy powiedzieć, że jest bez sensu.”
prof. Miłosz Parczewski, specjalista chorób zakaźnych i członek Rady Medycznej przy premierze¹
Znów się zamyśliłem (zagapiony na wystawkę z prasą) i poprosiłem w sklepie o bułki z twarogiem.
– To znaczy z serem – poprawiłem natychmiast. – Dwie, jeśli są.
– Z twarogiem jest już tylko jedna – powiedziała sprzedawczyni sprawdzając witrynę z drożdżówkami. – Mamy jeszcze z makiem i budyniem.
„Z jabłkami to bym chętnie…”
– To druga niech będzie z makiem – zdecydowałem.
I jeszcze domofon się zepsuł. Już wczoraj widziałem wycieraczkę położoną w progu tak, by nie można było zamknąć drzwi do klatki schodowej. Ale zbagatelizowałem sprawę. „Ktoś wyszedł na chwilę i sobie ułatwia – pomyślałem – żeby nie wbijać kodu przy powrocie”. A teraz pogadałem z sąsiadką², właścicielką mieszkania po Irenie MB i się dowiedziałem, że nie działają ani breloki, ani kody cyfrowe. Drzwi można otworzyć tylko kluczem.
Jakie to szczęście, że w nocy dałem się pokonać lenistwu i zrezygnowałem z wynoszenie śmieci. Nigdy przy tych wyprawach na śmietnik nie zabieram kluczy, więc bym miał nielichy problem z powrotem. O drugiej, trzeciej to już raczej wszyscy w klatce twardo śpią.
___________________
¹ RMF24: Prof. Parczewski: Noszenie masek na dworze jest bez sensu
² Zagajenie z jej strony zwyczajowe, od „Jak tam nowi lokatorzy?”. Na co odpowiadam równie tradycyjnym „A w ogóle ich nie słychać”. Mógłbym też dodać, że i nie widać. Jego (miś Fozzie) spotkałem raz, gdy po piętnastej wracał z pracy, a ja z przystanku po odprowadzeniu mamy. Ją widziałem przez tylko moment, gdy otwierała drzwi Fozziemu.
Korekta 2021.04.24;
Odzyskane komentarze 2021.04.26
Dzień tysiąc czterysta dziewiąty (wtorek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Łatka, tagged babka, dialog, domofon, falstart, Gwiezdne wrota, kolęda, SciF, Stargate SG-1 on 23 stycznia 2018| 34 Komentarze »
Dochodziła 16:15. Właśnie zaległem z garnkiem makaronu przed telewizorem i czekając na koniec przerwy reklamowej pałaszowałem obiad, gdy ktoś zadzwonił domofonem.
„Kogo też może cholera nieść o tej porze?” pomyślałem, zrywając się z fotela.
– Tak? – rzuciłem pytająco do słuchawki.
– Ministranci. Proszę otworzyć.
– Ministranci? Dzisiaj? Teraz?
– Tak.
„Czyżbym źle popatrzył na rozpiskę kolędy? A może coś się zmieniło w planach? Że też nie zajrzałem w niedzielę do parafialnego biuletynu!”
Rzuciłem wszystko i zacząłem gorączkowo szykować się do wizyty księdza. Babka szczęśliwie odsypiała nocne niespokoje, więc mogłem działać bez przeszkód.
Zmiana ubrania, ogarnięcie pokoju, rozstawienie ołtarzyka – w dziesięć minut (góra kwadrans) byłem gotowy. I zacząłem nasłuchiwanie.
Pół godziny… godzina… na klatce schodowej zero ruchu.
Przed osiemnastą odpaliłem komputer i sprawdziłem na stronie parafii, że kolęda będzie tak, jak było ustalone – w piątek.
Piątek
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się ogląda, Z fotopuszki, Łatka, tagged Abramasia, Bazyli, domofon, kartki świąteczne, Matylda, obiad, Once Upon A Time, piątek trzynastego, zdjęcia on 13 grudnia 2013| 16 Komentarzy »
Trzynastego, ale obyło się szczęśliwie bez feralnych wydarzeń. Awaria domofonu i brak światła na klatce schodowej to nie był mój problem. Zresztą do wieczora któryś z sąsiadów zdążył wezwać elektryka i wszystko wróciło do normy.
Ze skrzynki pocztowej wyciągam dwie kolejne świąteczne karki z życzeniami. Może niepotrzebnie zwlekam z wysyłką swoich? Puszczone w świat po niedzieli pewnie nie dotrą na czas do zagranicznych adresatów.
Na obiad gotuję duży gar zupy (warzywa z wiosennego zestawu) na białej kiełbasie – porcja na trzy dni. Profilaktycznie w nadmiarze, bo brat wspominał o możliwości przyjazdu na jakiś sobotni koncert.
W nocy kończę drugi sezon „Once Upon A Time” (wreszcie się zmobilizowałem) i do późna siedzę w necie.



