7°C. Ponuro. W nocy padało dość intensywnie, w dzień momentami mży. Mama mówi, że na wsi mocno wieje, w mieście tego nie czuć i nie słychać.
Na obiad smażę placki ziemniaczane. Nie wiem albo kartofle (z Biedronki po taniości, 1,99 zł za kilogram) się do tego nie nadawały, albo dałem za dużą cebulę, bo placki wyszły średnie. W smaku jeszcze jako tako, ale zupełnie bez wyglądu. Czarne się robiły, zamiast ładnie przyrumieniać.
Wieczorem Dwójka (PR2) puszcza „Rodelindę” Händla z III Festiwalu Barokowego Polskiej Opery Królewskiej, ale dźwięk jest tak dziwny¹, że po pierwszym akcie wychodzę na spacer i wracam przed końcem aktu trzeciego. Wziąłem walkmana z „Pożegnaniem jesieni” (nadal się zmagam z tym Witkacym), stąd całkiem marne tempo.
__________
¹ Miałem wrażenie, jakbym siedział na brzegu ogromnej beczki, a przedstawienie odbywało się na jej dnie, z orkiestrą na pierwszym planie i śpiewakami gdzieś z tyłu.



