Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Stanisław Ignacy Witkiewicz’

7°C. Ponuro. W nocy padało dość intensywnie, w dzień momentami mży. Mama mówi, że na wsi mocno wieje, w mieście tego nie czuć i nie słychać.
Na obiad smażę placki ziemniaczane. Nie wiem albo kartofle (z Biedronki po taniości, 1,99 zł za kilogram) się do tego nie nadawały, albo dałem za dużą cebulę, bo placki wyszły średnie. W smaku jeszcze jako tako, ale zupełnie bez wyglądu. Czarne się robiły, zamiast ładnie przyrumieniać.
Wieczorem Dwójka (PR2) puszcza „Rodelindę” Händla z III Festiwalu Barokowego Polskiej Opery Królewskiej, ale dźwięk jest tak dziwny¹, że po pierwszym akcie wychodzę na spacer i wracam przed końcem aktu trzeciego. Wziąłem walkmana z „Pożegnaniem jesieni” (nadal się zmagam z tym Witkacym), stąd całkiem marne tempo.

__________
¹ Miałem wrażenie, jakbym siedział na brzegu ogromnej beczki, a przedstawienie odbywało się na jej dnie, z orkiestrą na pierwszym planie i śpiewakami gdzieś z tyłu.

Read Full Post »

Na dworze słoneczne 25°C z przyjemnie orzeźwiającym wiaterkiem. Balkon trzymam otwarty przez cały dzień i nie zaciemniam już pokoju. Po dziewiętnastej chodzę sprawdzić, czy kwitną cmentarne pelargonie (jedna tak). Na spacer zbieram się dopiero po dwudziestej trzeciej. Walkmana zostawiłem w domu, więc wyrabiam się z powrotem przed północą. Nie ogarniam, jak można lubić audiobooki. Gdybym normalnie sam czytał „Pożegnanie jesieni”, już dawno miałbym lekturę za sobą. Audiobooka (51 odcinków, każdy mniej więcej po 20 minut) słucham chyba od miesiąca i nie wiadomo kiedy skończę.

Read Full Post »

Dosypiam do trzynastej. Nie żebym potrzebował. Nie ma potrzeby, bym wcześniej wstawał, więc nie wstaję. W rozmowie z mamą o dziesiątej znów jest dużo o rodzinie, bo Barbara zdążyła zajść do niej rano i podnieść ciśnienie. Tym razem ukochana synowa chciała od teściowej szklankę proszku („Pawłowi muszę pranie zrobić, a widzę, że mama ma tak dużo…”. Nie dałam. „Idź do sklepu i kup sobie paczkę – mówię. Mnie już za ciężko nosić kilometrami zakupy i jeszcze się z nimi dzielić) i rozglądała za mięsem na obiad.
– Raz kiedyś coś jej dałam i to był błąd. „Dawno w mieście nie byłam i nic nie mam w zamrażalniku” – powiedziałam. Bo nie mam.
– Bo dawno mama nie przyjeżdżała do miasta.
– Może jutro przyjadę.
– Jeśli pogoda będzie paskudna, nie musi mama się zmuszać.
– Zapowiadają lekką poprawę. Znicz by babci zapaliła. W czwartek będą trzy miesiące… Większy wkład będzie się palił przez kilka dni, w rocznicę też.
– Jak mama uważa. Ale to tylko symbol.
Po późnym obiedzie (dziewiętnasta) siedzę trochę nad „Repliką”. Na spacer wychodzę już po dwudziestej pierwszej. Temperatura spadła do 16°C, ale wystarczyła flanelowa koszula. Wróciłem do słuchania „Pożegnania jesieni” (Hela Bertz wzięła chrzest i ślub z księciem Prepudrechem).

Read Full Post »

Codzienny dzień Atanazego nie był dniem zwykłych ludzi, ale wszystko to było ciągle nie to i nie to.¹

W południe 24°C i spore zachmurzenie. Wieczór jakiś chłodny. Wychodząc na spacer, nakładam flanelową koszulę.
Po dwunastej zaszła Barbara. Spotykała się z matką (swoją) i odebrała okulary Pawła (630 złotych; w gratisie buteleczka płynu do czyszczenia szkieł). U mnie wypiła herbatę, przekąsiła co nieco i poleciała po godzinie na najbliższy autobus. Jakie to szczęście, że mimo wakacyjnej pory przewoźnicy nie zawiesili żadnych kursów.
Na obiad gotuję ziemniaki do chłodnika. Pod wieczór znów zmogła mnie senność i przed spacerem muszę się położyć na chwilę. Tym razem nie zaglądałem do Annie Ernaux (przy ostatniej bytności w bibliotece wziąłem jej „Bliskich”), więc to raczej wpływ pogody, a nie lektury. Zresztą Ernaux czyta się całkiem dobrze.

________
¹ Pożegnanie jesieni, Stanisław Ignacy Witkiewicz,

Read Full Post »

Przeważnie słonecznie. W południe 23°C, z upływem dnia dogrzewa do 27°C, na dworze i w pokoju też.
Parno, ale na deszcz zbiera się dopiero po północy.
Po obiedzie ucinam sobie dłuższą drzemkę, z której budzi mnie przed dziewiętnastą wizyta jakichś młodych ludzi. Chłopaka w ogóle nie rozumiem – ani czego ode mnie chce, ani nawet, w jakim języku się wysławia.
– To chyba jakaś pomyłka – mówię zza lekko uchylonych drzwi.
– Czy mieszka tu jakaś ukraińska rodzina? – słyszę dziewczęcy głos, a otworzywszy mocniej drzwi zauważam, że za rogiem, na schodach jeszcze, stoi długowłosa nastolatka.
– Pode mną chyba nadal mieszkają.
O dwudziestej pierwszej jem kolację, oglądając kolejny odcinek „The Good Doctor”. Później mam spacer, a w trakcie „Pożegnanie jesieni” Stanisława Ignacego Witkiewicza, czytane (ładnie) przez Marcina Hycnara.
Wracam po godzinie i po kąpieli włączam jeszcze komputer, by trochę ponetować i obejrzeć odcinek „Czarodziejów” (The Magicians).

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij