Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Loża’

Z ociepleniem (pochmurne -4°C) przyszedł ból głowy, ale lekki i dopiero bardzo późnym wieczorem.
W dzień, pomijając irytującą wizytę brata, jest normalnie. Po szesnastej trzydzieści chodzę do Loży po wejściówkę na Teatr przy stoliku², a później idę od razu do zamku, żeby zająć dobre miejsce przed występem Muńka Stańczyka. Że do siedemnastej jest jeszcze sporo czasu, wypożyczam kolejny tom z cyklu o Myronie Bolitarze i umilam sobie oczekiwanie lekturą dwóch pierwszych rozdziałów „Krótkiej piłki”³. Czytelnia dla młodzieży jest zastawiona dość gęsto krzesłami (miejsc na 140-150 osób). Na klatce schodowej trwa handel egzemplarzami promowanego tym spotkaniem wywiadu-rzeki „Chłopaki (nie) płaczą. Muniek Staszczyk bez ciemnych okularów w rozmowie z Piotrem Żyłką”. Wśród zainteresowanych zauważam nawet sąsiada z parteru (gościa od Marcela), poza tym oczywiście stały zestaw znajomych nieznajomych.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Spotkanie zaczyna się o siedemnastej. Początek jest tradycyjny – dyrektorka biblioteki rozmawia z autorem o jego książce⁴. A właściwie Muniek sam mówi: o tym, dlaczego z Żyłką, o życiu, o współczesności i poprawności politycznej, która go uwiera (wolałby po staremu pedała nazywać pedałem i niektórzy jego pedalscy znajomi też tak wolą)… Gdzieś tak przez 30-45 minut snuła się ta opowieść. Po serii pytań od widowni nastąpiła część druga – wokalna, czyli akustyczny koncert ze śpiewającym Staszewskim i akompaniującym mu na gitarze Janku Pęczaku⁵. Panowie wykonali kilka znanych przebojów z repertuaru T.Love (o piosence „IV Liceum” było w pytaniach od publiczności – na ile tekst opowiada autentyczne wydarzenia) i „Apaszem Stasiek był” Szwagierkolaski. Publiczność była zachwycona. Momentami włączała się nawet do śpiewania (przy „I love you” zwłaszcza).
Do domu wracam o 18:40 i dojadam obiad (kilka kawałków babki ziemniaczanej przysmażyłem sobie przed wyjściem). Netowanie nie bardzo mi idzie, więc po dwudziestej drugiej włączam telewizor (TVN7) na sensacyjną i nieśmieszną (jak oceniam po seansie) komedię „Równi goście” (The Nice Guys, 2016) z detektywistycznym (upraszczając) duetem Russell Crowe & Ryan Gosling tropiącym w Los Angeles zaginioną panienkę. Lois Smith⁶, grająca ciotkę zgasłej gwiazdki porno, pojawiła się na ekranie kilka razy i jak dla mnie to w sumie cały atut tej produkcji.

_____
¹ Paweł znów zwlekał do ostatniej możliwej chwili z wyjściem na przystanek i wrócił do mnie po dziesięciu minutach, bo bus – co jest tutaj dość powszechne – odjechał pięć minut przed czasem. Godzinę wyjścia na następny kurs umilił mi gadanie, że jeszcze nauczy kierowców trzymania się rozkładu jazdy, że następnym razem też wyjdzie na styk, bo nie ma zamiaru stać jak bałwan na przystanku, a tak w ogóle, to chyba zostanie u mnie na noc, albo na cały tydzień nawet.
² Zauważyłem na zdjęciach z ostatnio czytanej sztuki, że zimą nie ma na widowni tłoku.
³ Tylko dwóch, bo wcześniej przeglądałem jeszcze tomik poezji Andrzeja Wiercińskiego zgarnięty z knihobudki w Loży.
⁴ Cytowała też blurb z okładki:

Muniek ma chyba więcej książek o sobie niż Kurt Cobain. Czytałem wszystkie. W tej najnowszej przechodzi samego siebie. Nie tylko ściąga okulary, ale, mam wrażenie, że także gacie. Wstrząsająca lektura. Polecam. Krzysztof „Grabaż” Grabowski

⁵ Pamiętałem go z koncertu granego z Antkiem Sojką (Letnia scena zamkowa w sezonie 2024).
⁶ Adele Stackhouse z True Blood.

Read Full Post »

Od rana mglisto. Na termometrze -1°C. Widzę przez okno, że ruch na Zjazdowej (ulica jest dość mocno stroma) toczy się normalnie, więc gołoledź jest już chyba przeszłością.
Po szesnastej trzydzieści wychodzę do biblioteki odnieść Cobena i przy okazji wziąć wejściówkę na najbliższe spotkanie autorskie¹.
– Bez wypożyczenia? – dziwi się pani Barbara.
– Zamawiałem pierwszy tom Cobena z tego cyklu, ale pewnie jeszcze jest w magazynie.
– Nic tu nie mam w systemie… A kiedy pan zamawiał?
– O szesnastej.
– A nie, tak szybko, to do nas jeszcze nie doszło. Jaki to tytuł?
– Sprawdzi pani w spisie w tym Cobenie, którego oddałem. Cykl z Myronem. Ale powieść w magazynie jest, nie warto specjalnie chodzić, bo mnie się aż tak mocno nie spieszy.
– Przejdę się, nie ma problemu. Może mi to posłuży i zgubię deko czy dwa.
Bla bla bla…
W bibliotece jestem krócej niż zakładałem, więc przed udaniem się na kolejne spotkanie (17:00) Dekad odnoszę jeszcze świeżo pożyczone „Bez skrupułów” do domu.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Chodniki nie są już niby śliskie, wszędzie odśnieżyli i dobrze posypali piaskiem, ale niewiele brakowało, bym tuż przed wejściem do Loży wywinął orla. Tym razem dekada lat osiemdziesiątych wspominana jest monograficznie, od strony muzycznej. Pierwszą część prowadzi Wojtek Caruk (Łączy Nas Kętrzyn) i żartuje na wstępie, że będzie mówił przynajmniej przez trzy godziny i tylko mówił, bo na przykłady muzyczne nie ma już czasu. I w sumie ten żart niewiele minął się z prawdą, bo całe spotkanie trwało prawie do dwudziestej. W pierwszej części Caruk przypomniał ogólnie, co się grało i śpiewało w Polsce w latach osiemdziesiątych i szczególnie w kętrzyńskim ruchu muzycznym skupionym przy miejscowym domu kultury działającym wtedy akurat w budynku Loży. Po przerwie² rozgadało się zgromadzone towarzystwo, Paweł Korol z grupy Dr Watt i inni, którzy muzykowali aktywnie w latach 80., albo aktywnie słuchali muzyki. Jeden z gości opowiadał bardzo ciekawie o Muzycznym Campingu w Lubaniu z końcówki lat siedemdziesiątych (dwie edycje, 1979 i 1980), wydarzeniu poprzedzającym Piknik Country w Mrągowie czy Blues nad Bobrem. Przyznam, że nie bardzo mi się chciało iść na to spotkanie. W tym okresie przestawiałem się już na klasykę i jeśli słuchałem jakichś popularnych kapel czy zespołów (i nawet Listy Przebojów PR3), to głównie z tego powodu, że radio w mieszkaniu było jedno, a brat miał większą siłę przebicia w decydowaniu, która stacja akurat odbiera. Ale mimo to było ciekawie posłuchać o tym wszystkim, co mi tak prawie całkiem przeszło bokiem.
Widzę, że się rozpisałem za mocno³. Do brzegu.
Po dwudziestej smażę na szybkiego jajecznicę na obiado-kolację, a później mieszam sernik. Niestety tym razem zawaliłem pieczenie i nie jestem zadowolony z rezultatu. Zignorowałem, że piekarnik się nagrzał na ciut więcej niż 200°C i zgodnie z przepisem piekłem ciasto równe sześćdziesiąt minut. W rezultacie (podejrzewam) spiekło się na mocny brąz i popękało. Nie wiem, jakie okaże się w smaku, ale podać gościom wstyd.

_________
¹ A właściwie na odwrót – byłem po wejściówkę na Muńka Staszczyka (ma podobno też zaśpiewać, nie tylko gadać o książce-wywiadzie rzece) i przy okazji odniosłem przeczytany trzy tygodnie temu thriller.
² Bez obiadu byłem (no bo po co się obżerać w domu, skoro w programie spotkania jest przewidziane żarcie?), a tym razem poczęstunek okazał się tragicznie skromny. Do herbaty słone paluszki serwowano i jakieś słone ciasteczka. I to w ilości bardziej niż skromnej.
³ Już tylko w przypisie wspomnę, że tym razem wróciłem z Loży z jedną powieścią. Wypatrzyłem mianowicie na regale knihobudki „Pierwszą książkę ostatnią książkę” (Nasza Księgarnia 1982), która mnie przerosła swą przygnębiającą treścią w podstawówce, ale na tyle utkwiła w pamięci, że rozpoznałem tytuł od razu i postanowiłem dać sobie szansę i przeczytać ją w całości. Tym razem ciekawych książek na półkach było więcej, ale sobie powtarzałem „Nie bądź jak Gośka! Nie jesteś jak Gośka! Ona potrafi wynosić książki z domu, a ty tego nie umiesz i skończysz marnie, jeśli się nie będziesz pilnował. Już i tak żyjesz prawie tak, jak właściciel mieszkania obfotografowanego przez Gałązkę!” i udało mi się ograniczyć w swym apetycie.

Read Full Post »

Ciepło (11°C), ale deszczowo.
Po dziesiątej pada dość intensywnie, więc po powrocie do miasta idę prosto do domu zostawić bagaże i przeczekać niepogodę. Na cmentarz z przywiezionymi gałęziami świerku mogę wyjść po jedenastej trzydzieści. Porządki w ogródku zajmują mi prawie godzinę. Internet odpalam dopiero w okolicach czternastej, po kąpieli. Komentarze zdążyłem przeczytać w większości już na wsi, przez komórkę. Ogarniam pocztę, sprawdzam forum jedno i drugie. Obiad zaplanowałem na czas po powrocie z Loży, więc parzę kawę i zjadam kilka kanapek, by wytrzymać do przerwy i poczęstunku (do herbaty z miłorzębu dla odmiany zamiast piernika był blok czekoladowy) na spotkaniu Dekad. Tym razem miały być wspominane lata 80. od strony politycznej i organizatorzy ściągnęli kilku pięćdziesięciolatków, kombatantów działających w strukturach Federacji Młodzieży Walczącej. Jest ciekawie (dowiedziałem się, że kolega z klasy wydawał podziemną gazetkę¹), ale trochę za ciepło – niepotrzebnie wystroiłem się w grubą koszulę, chyba z jakąś domieszką wełny. Do domu wracam o 19:10 i mam jeszcze czas na szybki obiad (makaron, sadzone jajka, sos słodko-kwaśny) przed transmisją koncertu z festiwalu Actus Humanus Nativitas o dwudziestej.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

______
¹ Egzemplarz przyniesiony przez Paszczaka (uwaga – wprowadzam kolejnego znajomego nieznajomego) był na wystawce artefaktów. Swoją drogą wystawka była tym razem dość skromna, bo oprócz tego jednego numeru „Larwy” organizatorzy mieli tylko plakat z obwieszczeniem stanu wojennego, metalowy koszyczek do szklanki (chyba podobne mam gdzieś w piwnicy) i futro.

Read Full Post »


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Poranek deszczowy, popołudnie z dużym zachmurzeniem. 24°C.
O dziesiątej trzydzieści zaskakuje mnie listonosz, domagający się przez domofon wpuszczenia do bloku. Otwieram gościowi, chociaż głosu nie poznaję i niczego się nie spodziewam. „Obcy i nie wiedział, jak wejść? – myślę”. Ale nie, za moment mam gościa pod własnymi drzwiami, a po podpisaniu odbioru przesyłki (palcem na tablecie – nie wiem, co tam wyszło – szlaczek jakiś, wężyk?) dostaję kopertę… z książką od Asenaty. Mam na przyszłość nauczkę, żeby najpierw się dobrze zastanowić, a dopiero później pisać komentarze. Bo ja niestety przeważnie czytam i od razu piszę pierwsze, co mi do głowy przyjdzie. Jeśli się zastanawiam, to ewentualnie już później, gdy widzę już opublikowane w necie to, co napisałem. Nieważne. Na obiad mam kalafiora z tartą bułką, połówkę zjedzoną po szesnastej. Na siedemnastą wychodzę do Loży na kolejne spotkanie wspominkowe o lat siedemdziesiątych w Kętrzynie. W przerwie znów jest poczęstunek, piernik kętrzyński i jakieś inne ciasto, częstuję się szczodrze, ale zauważam, że inni (Chudy Emeryt na przykład) poczynają sobie jeszcze śmielej. Tym razem – wyjątkowo i wręcz nawet dla mnie samego zaskakująco – nie ograniczam się do samej obecności i zwykłych konwencjonalnych grzeczności („Dzień dobry” przy wejściu itp.), ale odzywam się kilka razy do przypadkowych osób. Z kętrzyńskim Połomskim rozmawiam chwilę przy stole z artefaktami o przyniesionych przez publiczność rzeczach (o farelce konkretnie i o szklanej dekoracyjnej rybie). Wtrącam się w rozmowę Roberta Fotografa z Duńczykiem o fantastyce. Z kobietą, obok której siedzę na kanapie, konwersujemy o roślinie doniczkowej zasłaniającej mi ekran (później się przesiadłem i już nie zasłaniała), która okazała się – zaskoczenie – żywym okazem, a nie plastikową atrapą. I na koniec tego rozmawiania jeszcze Pucołowaty skierował mnie w stronę koszy na śmieci, gdy bezradny krążyłem po holu Loży z pustym plastikowym kubkiem. Spotkanie trwa prawie do dziewiętnastej. Po powrocie dzwonię do mamy, która – widzę na komórce – telefonowała do mnie dwa razy. Rozmawiamy trochę dłużej, bo jednak sytuacja z dronami wlatującymi do nas od wschodniego sąsiada wzbudza ciut niepokój, którego nie tonuje umacnianie granicy od strony Kaliningradu zaporą przeciwczołgową z betonowych jeży. Kończę, gdy schodzi na robienie zapasów jedzenia na czas wojny. Bez wody i działającej kanalizacji i tak bym się musiał przenieść na wieś, więc niepotrzebne mi tu żadne żarcie do jedzenia na sucho. Na kolację dokańczam kalafiora.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij