Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Il Tamerlano’

psalm LXIV

Ty nas wyzwolisz Panie miłosierny.

Którzy swój język jako łuk napięli
a na nim kładą słowo – strzałę jadowitą
z ukrycia w niewinnego chcieliby wycelić
aby go niespodzianym oszczerstwem zabito.

Którzy się umawiają jak maskować sidła –
jak ugodzić fałszerstwem – radę zmienić w zdradę –
na śliskim stoją gruncie. Własny spryt ich wyda.
Język własny jaszczurczym zabije ich jadem.

Spraw Panie aby owi zuchwalcy pojęli
czym stanie się dla łotrów sąd boży.
Niech się człowiek okrutny w sercu swym zatrwoży.
Sprawiedliwy niechaj się weseli.

Ty nas wyzwolisz Panie miłosierny.¹

Po dziesiątej wyciąga mnie z łóżka telefon ciotki. Janka nie mogła się dodzwonić do bratowej², to sobie przypomniała o bratanku. Męża wysłała do sanatorium na rehabilitację po zawale, siedzi sama na swojej górce³ i brak jej towarzystwa do rozmowy. Telefoniczny kwadrans na tyle wybił mnie ze snu, że już się nie kładę, tylko zabieram do obowiązków (śniadanie babki, etc.). I dobrze zrobiłem, bo po dwunastej nawiedza mnie dawno niewidziana Barbara. Po wzbogaceniu rozkładu jazdy o kilka dodatkowych autobusów na wieś zawsze tak kombinowała, by będąc w mieście wracać do siebie jak najwcześniejszym. Tym razem zostało jej godzinę czekania do odjazdu, więc wpadła na herbatę.
Na obiad dzielę się z babką opakowaniem pierogów (na sztuki 6:9). Wieczór⁴ spędzam nad „Tamerlanem” Vivaldiego.
______
¹ psalm LXIV w: Joanna Kulmowa, Suplement mój („W drodze” Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów, Poznań 1990) str. 32 Cytat bez żadnego trybu, dla ładności tekstu.
² – Może mama była akurat w kotłowni? – zgaduję. – Akurat kończy tygodniówkę palenia.
– Nie. Dzwonię, dzwonie, a tam ciągle zajęte.
– To pewnie z Wieśką [koleżanką i dawną sąsiadką] rozmawia. Lawinowa jak zacznie gadać, to i godzinę trzyma mamę na słuchawce.
³ Rozumieć dosłownie. Ciotka dom ma na jakimś odludnym wzniesieniu.
⁴ Rozumieć jako czas od zachodu słońca do momentu położenia się spać. A padłem jakoś wcześniej, bo coś mnie głowa rozbolała, chyba od zbyt długiego dnia. Ewentualnie w reakcji na atak zimy.

Read Full Post »

Wersja A

Radio. Komputer.
Zmęczony jestem.

Wersja B

Niedziela między radiem a komputerem. Czy może raczej z radiem i komputerem?
Wstaję przed południem, od razu po telefonie mamy, chociaż nocne zakupy na Allegro zatrzymały mnie prawie do siódmej. Babka z apetytem je śniadanie (dla równowagi obiadu już prawie wcale), w kwadrans, więc na zupełnym luzie słucham „Czytelni”. Wiem, że nie powinienem w ogóle włączać radia na audycję. Niepotrzebnie pobudzam swoją i tak już dość rozbuchaną żądzę posiadania książek. Teraz też od razu nabieram chęci na „Nim dojrzeją maliny” Eugenii Kuzniecowej. Przynajmniej na ten ukraiński debiut, chociaż druga z omawianych powieści też wygląda interesująco. Jeśli chodzi o komputer, więcej niż normalnym netowaniem, zajmuje się dłubaniem w sobotnim nagraniu „Tamerlana”, które przerabiam do formy nadającej się do wypalenia na płycie. A przy okazji szukania informacji o ariach wykorzystanych przez Vivaldiego odkrywam, że Opera Rara dzieli się na swojej stronie polskim przekładem libretta. Pdf jest dość skromny, ale jak na polskie standardy dobrze (cud?), że w ogóle jest.

Miałem zakończyć szekspirowskim „reszta jest milczeniem”, ale według Piotra Kamińskiego do tego niezbędny jest również zgon, a na razie ani mnie, ani babce jeszcze się nie zeszło.

Read Full Post »

Dzień przedrzemany. Wieczór, a jeszcze bardziej noc, z „Tamerlanem” Vivaldiego, najpierw słuchanym w retransmisji z Krakowa (Opera Rara 2023), później oglądanym w inscenizacji z Rawenny. Obsada prawie identyczna, za stronę muzyczną w obu przypadkach odpowiadała Accademia Bizantina i Ottavio Dantone. Scenografia Włochów była oszczędna, ale dzięki kostiumom od razu widać, że mamy do czynienia z brutalną opowieścią, w której bohaterami są barbarzyńcy z dzikich stron Azji, czy jakiejś innej Arrakis. Reżyser, scenograf i kostiumograf w jednym, czyli Stefano Monti niech będzie błogosławiony za to, że dodał bohaterom cienie w osobach tancerzy, mistrzów ze szkoły tańca św. Wita, zamiast zmuszać śpiewaków do podobnych wygibasów. Pozwoliło to oglądać przedstawienie bez obrzydzenia i słuchać z przyjemnością¹. Babka nad ranem jest trochę niespokojna, później ciśnienie jej się ustabilizowało i nie absorbuje za bardzo mojej uwagi. Na obiad kupiłem jej kawałek wieprzowej galarety, takiej jaką lubiła i sama kiedyś gotowała (konsystencja zbliżona do salcesonu, wody minimalna ilość) – dawno tego nie było, więc je z apetytem.
___
¹ Gdyby ktoś był ciekawy przedstawienie jest na YouTUBE. Klikając tutaj trafiamy na dwa rodzynki obok siebie, absolutny hit „Sposa, son disprezzata” (Geminiano Giacomelli, Merope, aria „Sposa, non mi conosci”) i po krótkim recytatywie niemniej ładną arię Bajazeta „Dov’è la figlia?”.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij