Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Bułgaria’


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ W sobotę będzie trzecia, ostatnia z tegorocznych warszawskich Parad Równości. Czytając mały poradnik „Czego NIE robić na Paradzie”, nawet się ucieszyłem, że nie będzie mnie w stolicy na tej imprezie. U siebie na miejscu programowo unikam wydarzeń, na których organizatorzy i uczestnicy mają jakieś problemy z tym, że ktoś może zrobić im zdjęcie¹. Ostatni, siódmy punkt wzmiankowanego poradnika radzi: „Nie rób komuś zdjęć bez zgody tej osoby”. Nie robić na publicznej otwartej imprezie, gdzie główną atrakcją dla fotografa (nawet amatora takiego jak ja) jest maszerujący tęczowy tłum? Jak sobie organizatorzy wyobrażają takie pytanie o zgodę, bo ja w ogóle. Abstrahując już od faktu, że nie ma formalnego, prawnego wymogu uzyskiwania podobnych zgód. Rozumiem, że to jakieś oczekiwanie, wynikające z uwrażliwienia osób, które organizują Paradę i wrażliwości tych, które będą na Paradzie. Dla mnie, dla mojej niewrażliwości i niedostatków empatii, to już dużo za dużo.

__________
¹ Co wynika niewątpliwie z nieprzepracowania traumy po jarmarku świątecznym, o którym pisałem na blogu, więc kto nie czytał, a ciekawy, łatwo znajdzie i przeczyta.

Read Full Post »


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Tekst wkrótce. Albo i nie. Jak Bóg da.
+
Jak nie przyjeżdżają, to nikt nie przyjeżdża, nie odwiedza.
Jak przyjeżdżają, to też wszyscy naraz i spontanicznie, bez uzgadniania tego między sobą, a na pewno nie ze mną.
Mama zjawiła się normalnie, przed ósmą. Barbara przyszła po dziesiątej, gdy tylko odprowadziła do autobusu swoją matkę. Brat wpadł w okolicach jedenastej jak do siebie, na szybkie drugie śniadanie przed umówioną wizytą u okulisty. A przed dwunastą doczekałem się również wizyty Kunegundy, która pierwszy tydzień wakacji spędza w mieście, u Ingwara, czym bulwersuje z lekka moją mamę, średnio przekonaną co do rozsądku młodych.
W rezultacie początek dnia miałem dość rojny, ale na obiad została jedynie mama. A że o tym też nikt nas nie uprzedził, po obiedzie zostałem z kotletami i kartoflami na kolejne dwa posiłki. Co mnie w sumie zmartwiło dość średnio.
Po siedemnastej ucinam sobie dłuższą drzemkę. Na spacer wychodzę bez walkmana. Brak mi chęci na powtórkę załadowanych na dysk albumów, a słuchanie e-booków mocno mnie spowalnia.

Uzupełnione 2023.06.30

Read Full Post »

Read Full Post »

Black Sea z Sozopola Rano udało mi się pospać do dziewiątej, a i noc miałem w miarę spokojną. Przed jedenastą wychodzę po chleb. Listonoszka akurat zaczyna roznosić pocztę w moim bloku, jest przy pierwszej klatce.
– Mam kartkę dla pana – anonsuje z daleka.
– Tak? – podchodzę, odbieram – Dziękuję.
U „Mistrza Jana” mają jeszcze drożdżówki z makiem. Nie powinienem, ale kupuję dwie. Na swoje śniadanie. I maślaną bułkę dla babki („Prezydentowi można by taką dać – rozpływa się później babka w zachwytach).
Wczesne popołudnie spędzam przy kompie. Później przez chwilę działam w kuchni, szykując obiad. Gotuję ziemniaki do pulpetów. I robię coś na kształt sosu pomidorowego, choć po dodaniu papryki przypomina to bardziej jakieś ubogie (w składniki) leczo.
Po szesnastej babka drzemie spokojnie, a ja mam czas na lekturę kryminału Szymiczkowej. Trudno polubić Zofię Szczupaczyńską, ale sama opowieść z rozdziału na rozdział podoba mi się coraz mocniej. Teraz już mogę chyba śmiało powiedzieć, że z czytanych kryminałów retro (Krajewski, Wroński) powieść duetu Dehnel&Tarczyński jest najbardziej w moim guście. Panowie mogą śmiało pisać dalsze tomy cyklu. Z przyjemnością kupię i poczytam o kolejnych sprawach profesorowej i ciekawostkach z historii Krakowa.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij