Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘zdjęcie’

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Barbara przez chwilę przed śniadaniem babki i później przez… Nie wiem, pół godziny, czterdzieści minut? Dużo tego nie było, a dłużyło się, jakby siedziała przynajmniej przez pół dnia.
I sobie pomyślałem, że ona przesiaduje tak u mamy co niedziela. A czasem i w tygodniu. Straszne!
Wieczorem koncert Jaroussky’ego na Dwójce. Później telewizja i moje seriale.

Reklamy

Read Full Post »

Czytanie jest mega!

Read Full Post »


Pomarańczowe tło jest jednak do dupy przy marnym oświetleniu zupełnie się nie sprawdza.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Wydaje się, że sąsiedzi z parteru zaczęli ignorować moje powitalne „Dzień dobry”.
Za pierwszym razem oboje pędzili gdzieś szybko. „Pewnie się spieszą do kościoła – pomyślałem – i nie usłyszeli z tego pośpiechu”.
Za drugim razem zostałem niezauważony przez męża. Mroczyło się, mżyło, facet znów się spieszył. „Pewnie za cicho się odezwałem, nie ukłoniłem dość głęboko” – uznałem.
Dziś wracając po szesnastej z zakupów zetknąłem się oko w oko z sąsiadka. I znów nic, cisza., brak reakcji.
Ale byłem bez okularów, to może nie zauważyłem, że skinęła głową na powitanie?
Bo myślę i myślę, i nie mogę wymyślić żadnej przyczyny, żadnego powodu do powzięcia odrazy względem mojej osoby przez to stadło nauczycielki i urzędnika.

Read Full Post »

Deszczowo, ponuro. Babka przesypia cały dzień. Przy śniadaniu ma ciut niższe ciśnienie. Na obiad nabiera apetytu dopiero po dziewiętnastej. Wieczorną porcję tabletek dyskretnie wypluwa na podłogę. Ale miałem nie o szarej normalnosci, tylko o wieczorku autorskim mojej polonistki z ogólniaka, zorganizowanym w zamku.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Staraniem miejskiej biblioteki publicznej wydano tomik poezji Stanisławy Łozińskiej, pierwszy autorski w jej dorobku, zbierający rozproszone po lokalnej prasie liryki i fragmenty twórczości satyrycznej pisane na potrzeby szkolnego kabaretu. Rzecz otrzymała tytuł „Nostalgie” i takie w pewnym stopniu okazało się dla mnie to wyjście do zamku, sympatyczne i zabawne w trakcie trwania spotkania, ale w ostatecznym rozrachunku napełniające pewnym (nostalgicznym?) smutkiem. Łozińska była jak przed trzydziestu laty na prowadzonych przez siebie lekcjach: zabawna, trochę roztrzepana, budząca bardziej sympatie, niż respekt.
Spotkanie miało rozpocząć się o siedemnastej, ale trochę przeciągnął się wywiad, którego autorka udzielała lokalnej telewizji. Korzystając z okazji dyrektor biblioteki pochwalił się oczekującej publiczności, że zdobył sporą dotację z Funduszu Rozwoju Czytelnictwa, która zostanie wykorzystana na remont klatki schodowej, w obecnym PRL-owskim kształcie (lastriko i olejne lamperie) nie przystaje ani do gotyckiego zamku, ani do zmodernizowanych bibliotecznych wnętrz.
– Za trzysta tysięcy – mówił – można postawić mały domek. A my zrobimy klatkę schodowa, która zostanie po nas dla przyszłych pokoleń. Będą piaskowane herby Kętrzyna na spocznikach, dąb, kute balustrady i angielskie boazerie.
Później zaprosił na scenę autorkę wstępu do tomiku Łozińskiej, jak zrozumiałem dla towarzystwa poetce, a okazało się, że do opowiadania o jej poezji. Lokalna malarka, której reprodukcje obrazów ilustrowały zbiorek, odmówiła dołączenia do pań. Później się wyjaśniło (nieprzyjemny zgrzyt w czasie wieczoru), że jest obrażona jakością tego wydawnictwa. Czarno-białe, małoformatowe reprodukcję na gazetowym papierze to zdeptanie jej sztuki – stwierdziła w trakcie sekcji „uwagi od publiczności”. Tu się odezwał pan dyrektor, że sprawa była z malarką konsultowana, a biblioteka miała tylko trzy tysiące na całe wydawnictwo, określone jako zbiór poezji, więc nie powinna się czuć urażona, ze to nie album jej malarstwa okraszony wierszami.
Na sali (czytelnia dla dzieci i młodzieży, przystosowana do spotkań autorskich, z nagłośnieniem i profesjonalną sceną) było z pięćdziesiąt osób, kilka emerytowanych nauczycielek z ogólniaka, znajomi i byli uczniowie Łozińskiej, z których (myślę) byłem jednym z najmłodszych. Ogólnie robiłem chyba za młodzież tego spotkania. Każdy dostał w prezencie tomik „Nostalgie”, a po odstaniu kilku minut w kolejce dedykację autorki. Przypomniałem się pani profesor jako były uczeń, z którym była nawet jednych wakacji w ochotniczym hufcu pracy, ale coś mi się wydaje, że jej „Pamiętam cię, pamiętam, ale nazwiska to już nie” było jednak tylko czysto grzecznościowym zapewnieniem.
Do domu wróciłem przed dziewiętnastą.

Nasze miasto Kętrzyn.pl: Spojrzała kiedyś na piękną przyrodę dookoła niej i zaczęła pisać wiersze. Stanisława Łozińska spotkała się z czytelnikami

Refleksja #1:
Patrząc po zdjęciach może trochę przeszacowałem frekwencje. Chociaż tomiki z poezja, które wyłożono na biurku rozeszły się prawie wszystkie, a było ich tam najmniej z sześćdziesiąt.
Refleksja #2:
Ubrałem się jak ostatni dziad. Na Pilipiuka byłoby w sam raz, ale na Andrusa trzeba mi będzie kupić przynajmniej porządną koszulę.

Read Full Post »

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ I kolejna pozycja do listy strat: prodiż. Padł w trakcie pieczenia ryżu z jabłkami, więc przy okazji zostałem też pozbawiony obiadu.
I zmarnowałem cały arkusz brystolu na jedno niewielkie leporello. Bo najpierw krzywo złożyłem harmonijkę, a później źle wymierzyłem szerokość stron i wyszła za duża.
Aż strach, co przyniosą kolejne dni tygodnia.

Read Full Post »

Older Posts »