Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Adam Strug’

A to jest takie ładne w warstwie tekstowej, że po prostu nie mogłem się nie podzielić:

Wstawszy pasterz bardzo rano,
wyszedł z budy, wlazł na siano,
bo go czczyca zdejmowała,
jaka przedtem nie bywała.

Normalnie jakbym widział pobudkę Stanlya, tyle że chłopak sobie jeszcze dodatkowo kawę parzy do papierosa.

Wstawszy pasterz bardzo rano (Adam Strug, Monodia Polska)

Wstawszy pasterz bardzo rano,
wyszedł z budy, wlazł na siano,
bo go czczyca zdejmowała,
jaka przedtem nie bywała.

Czeka długo, czeka mało,
co się w polu będzie działo:
Strach go zewsząd obejmuje,
bo śpiewanie z nieba czuje.

Porwawszy się poszedł w pole,
szukając tam w onym dole,
skąd się światło dobywało,
jakie przedtem nie bywało.

A tak sobie przechadzając,
z podziwieniem rozmyślając,
pojrzy w górę, aż Anieli
pod niebiosy są weseli.

Pokój w ziemi ogłaszają,
chwalę Bogu powtarzają:
że zbawienie oglądało
pożądane, wszelkie ciało.

Wraca prędko z tej doliny
i od bydła do drużyny,
chcąc oznajmić, co się stało,
po północy nim świtało.

Usłyszy ich z Aniołami
krzycząc w polu pod niebami:
bieżał do nich już weselszy,
Ażeście tu najmilejsi

Braciszkowie moi mili,
nie miałem ci takiej chwili,
jaka się tej nocy stała,
z czego ziemia radość brała.

Panna Syna cudownego
porodziła niebieskiego.
Róża piękna i lilija
Zbawiciela nam powiła.

Dziś pasterze wykrzykują,
piękne głosy nam wydają,
grają w dudki i multanki,
drudzy czynią wywijanki.

Na kolanach osieł z wołem
klęczy nad nim, a my kołem
i z muzyką i z pieśniami,
z Aniołami, z pastuszkami

Uderzamy czołem śmiele,
w człowieczym go widząc ciele,
żeby przyjął nas do siebie,
a po śmierci stawił w niebie.

Redakcja 2025.12.22

Read Full Post »

Wiem, znów Strug. Ale po to jest Boże Narodzenie, żeby kolędy śpiewać, a z nikim się nie śpiewa tak dobrze, jak ze Strugiem.

W dzień Bożego narodzenia (Adam Strug, Monodia Polska)

W dzień Bożego narodzenia,
Weseli ludzie, błogo im będzie;
Chwałę Bogu wyśpiewują,
Wesoło wszędzie.

Anioł pasterzom zwiastował,
Że się narodził, nas uweselił;
Król Herod się zafrasował,
Dziatki pobić dał.

Bili, siekli, mordowali,
Srodzy katowie, właśni zbójcowie;
Krzyczą dziatki, płaczą matki,
Bardzo rzewliwie.

Od piersi ich wydzierali
I rozcinali: Rycerze mali
Z matkami się pożegnali,
Żal to niemały.

Tam krwawe łzy wylewały
Płaczliwe matki, kiedy ich dziatki
Leżą jakby barankowie,
Lub w polu snopki.

Ręce matki załamują,
Włosy targają, i omdlewają;
Niebo głosy przebijają,
Serdecznie łkają.

Rachel Pani tak rzeczona,
Pociechy niema, prawie umiera;
Patrząc na swoje syny
Często omdlewa.

O! Herodzie okrutniku,
Wielka to wina, że twego syna,
Między dziatkami zabito,
Co za przyczyna?

Chciałeś trafić na Chrystusa
Syna Bożego; ale go z tego
Nie wykorzenisz królestwa,
Boć niebo jego.

Redakcja 2025.12.22

Read Full Post »

Bóg w Trójcy Świętej sprawił to (Adam Strug i Monodia Polska)

Bóg w Trójcy Świętej sprawił to w niebie,
Aby grzesznika przyjął do siebie:
Który go przez grzech porzucił,
Chce by się do niego wrócił,
Dziwnym sposobem.

Bóg Ojciec Syna z łona swojego,
Zsyła na okup człeka grzesznego:
Tak Bóg Syn, Jezus najmilszy,
Idzie na świat, nie kto inszy,
Zbawić człowieka.

Zstępuje Poseł z nieba górnego,
Jako pociecha ludu swojego:
Bóg Ojciec swą wszechmocnością,
I Duch Święty swą mądrością,
Wszystko to sprawił.

Panna poczęła i porodziła,
Gdy przez miesięcy dziewięć nosiła:
Złożyła Go na sianeczku,
Dała pokłon Dzieciąteczku,
Z wielkiem weselem.

Pasterze którzy straż trzody mieli.
Światłość na niebie wielką ujrzeli:
Anioł się im ukazuje,
Do Betlejem rozkazuje,
Powitać Pana.

Gdy przybieżeli, dziecię we żłobie
Ubogo leży w człeczej osobie:
Jedni na piszczałkach grali
Drudzy co mieli, to dali
Panu swojemu.

Panna się cieszy, dziecię całuje,
Jego niewczasu sercem żałuje,
Mówiąc: synu mój kochany,
Zdawna na świat pożądany,
Bądź pochwalony.

Królowie dary oddają swoje,
Przyjmijże Dziecię wszystko to Twoje:
Pierwszy mu oddaje złoto,
Mówiąc że już nie dbam o to,
Bo Cię miłuje.

Drugi kadzidło stawia przed Pana,
Znaj Stwórcę twego duszo kochana:
Trzeci mirę ofiarował,
Każdy co miał to darował
Panu swojemu.

A my grzesznicy w grzechach ospali,
Trzeba żebyśmy pokłon oddali:
Boć on nam odpuści grzechy,
Da z sobą zażyć pociechy,
Na wieki wiecznie.

Pośpiewaliśmy (pośpiewaliście?¹), a teraz możemy wracać do zwyczajniejszego świętowania.

Redakcja 2025.12.19

_________
¹ U mamy na wsi ksiądz pasterkę przeniósł (dla wygody wiernych ponoć i na ich życzenie) na dwudziestą drugą, więc raczej nie pośpiewałem. Taka wczesna pasterka to nie moja tradycja.

Read Full Post »

Deszczowo, ponuro, po niedawnej zimie nie zostało już śladu. 5°C.
Dostałem mail z informacją, że przesyłka z kartkami świątecznymi z Postallove wyruszyła już w drogę (z Wrocławia). Za doręczenie odpowiada Poczta Polska, więc chyba wcześniej niż w poniedziałek nie mam co się spodziewać listonosza pod drzwiami. Zastanawiałem się nad wypadem na wieś z początkiem tygodnia, ale w tej sytuacji chyba będę musiał wyjazd przełożyć.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ


Barbaro Panno, Męczenniczko święta (pieśń hagiograficzna)
Adam Strug (śpiew) & Hipolit Woźniak (lira korbowa); Actus Humanus, Centrum św. Jana, Gdańsk 2020.12.04

Read Full Post »

Dużo muzyki. Zaczynam (kontynuacja z nocy) od Struga, Wiki i Monodii Polskiej w zeszłorocznym koncercie Eufonii 2024 „Prolog: Kochanowski”. Kończę jesienną nowością – recitalem „Warsaw Sessions” duetu Cameron Shahbazi & Sophia Muñoz. Dźwiękowo jest to tak różne, że potrzebowałem dobrej chwili, by znaleźć wspólny mianownik dla obu wydarzeń. I cóż… wynika niezbicie, że moim muzycznym wyborem kieruje głównie gejostwo, bo ten mianownik to atrakcyjny (upraszczając) mężczyzna.

Read Full Post »

Umiarkowanie ciepło (10°C), momentami słonecznie.
Bez zapału do blogowania.
[tu miałem się jeszcze pochwalić kartką od Pszczółka¹ przysłaną z Krety, ale zdjęcia wyszły mi takie paskudne² – aparat wysiada, czy co? – że jutro spróbuję zrobić nowe]

Wtorek

O osiemnastej idę do kaplicy na pożegnanie sąsiadki, pożegnanie poprowadzone przez Maję i Julię w duchu ekumenicznym, czy może wręcz czysto protestanckim. Zamiast odmawiania różańca były śpiewy do wtóru gitary. Bo sąsiadka lubiła śpiewać. Nie pod mój gust (przy pogrzebach preferuję Adama Struga i wiejskie klimaty sprzed reform drugiego soboru watykańskiego), ale to nie koncert, więc nie musiało się podobać. Po dziewiętnastej kilka słów o zmarłej (ale bardziej o umieraniu, wierze, zmartwychwstaniu? w sumie nic nie pamiętam) wygłosił pastor zielonoświątkowców. Trwało wszystko z dziewięćdziesiąt minut. Przyszło jakieś czterdzieści, pięćdziesiąt osób. Nie śpiewam, chociaż rozdano kartki z tekstami, siedzę na twardym, a niewygodnym krześle i tylko wypatruję końca.
Faktycznie, fałszywiec ze mnie³. Ale czy moje szczere wrażenia byłyby interesujące dla Mai i Julii? Może o tyle, że przekonałyby się o tym, o czym ja wiem doskonale od dawna, że nie warto utrzymywać ze mną znajomości⁴.

Środa

Przed jedenastą zjawia się przeziębiona i wystraszona Barbara („Może to koronawirus? Pielęgniarki w rejestracji mówiły, że ludzie chorują na potęgę.”) przeczekać dwie godziny przed umówioną wizytą u lekarza („A co on mi przez telefon pomoże?”). Proponuję herbatę i od razu uprzedzam, że mam wyjściowe plany na popołudnie: pogrzeb sąsiadki.
– Widziałam klepsydrę – zauważa bratowa.
– Zostawię ci zapasowe klucze, bo nie wiadomo, czy zdążysz na wcześniejszy autobus i kiedy ja wrócę. W razie czego wrzucisz je do skrzynki pocztowej.
Za kwadrans dwunasta wychodzę do dużego kościoła. Trumna miała być wystawiona o jedenastej trzydzieści, ale byłem już wczoraj w kaplicy i dalszego oglądania nieboszczki nie potrzebuję. Mszę odprawia jakiś młody wikary (ten, co był u mnie ostatnio na kolędzie? A może nowy?). W kazaniu opowiada trochę o zmarłej, posiłkując się tekstami (wspomnienia od członków rodziny), które dostał wcześniej od Mai. W sumie to niegłupi pomysł, ale nie da się raczej przeszczepić do KK bez zmiany stosunku między wiernymi a kapłanami. Ale to nie moje zmartwienie.
Pogrzeb jest na nowym cmentarzu, transport na miejsce indywidualny, we własnym zakresie. Sąsiadki (widziałem cztery z klatki) od razu wracają do domu, ja czekam pod kościołem, aż zostanę zauważony i zaproszony do czyjegoś auta. Właściwie to czekam tak trochę bezmyślnie, nie do końca wiedząc, jak się zachować, co najbardziej wypada, co będzie najlepiej widziane. Aż w pewnym momencie podchodzi do mnie Julia i pyta, czy chcę jechać na cmentarz, bo mógłbym w samochodzie Sławka razem z nią i Mają.
– Jeśli macie miejsce, to jasne – zgadzam się skwapliwie.
Na nowym cmentarzu tradycyjnie mocno wieje. Trochę żałuje, że nie włożyłem sztruksowej koszuli, bo przewiewa mnie nawet mimo grubszej, cieplejszej kurtki. Tłumek żałobników stopniał do trzydziestu, czterdziestu osób najbliższej rodziny i znajomych. Wszyscy na koniec zostają zaproszeni na stypę w „Zajeździe pod zamkiem”. Gdy o czternastej wracamy samochodem do miasta, Maja zachwala obfite menu obiadu, ale nawet nie bardzo tego słucham (tradycyjny schabowy chyba się pojawił w zestawie), bo nic nie byłoby w stanie skusić mnie do przyjęcia zaproszenia.
– Bardzo dziękuję – wymawiam się grzecznie – ale bratowa na mnie czeka w mieszkaniu.
Co mogło być nawet prawdą, ale na szczęście nie było. Lekarz przyszedł do pracy pół godziny przed czasem i Barbara zdążyła się wbić do gabinetu wcześniej, wykupić antybiotyki i wrócić na wieś autobusem po trzynastej.

______
¹ Czy może bardziej Pszczóka miałem pochwalić i dopieścić za wysłanie kartki, żeby nadal o mnie pamiętał przy wyjazdach, przynajmniej zagranicznych, choć mógłby i krajowych.
² Bazyli jak zaszczuty chowa się za widokówką, na której prawie nic nie widać- wszystko w jakiejś ciemnej, ponurej tonacji.
³ Patrz dyskusja ze Świechną na temat szczerości przekładającej się na satysfakcjonujące znajomości.
⁴ Aksjomat.

Read Full Post »

O szesnastej wychodzę na cmentarz i uwijam się błyskawicznie ze sprzątaniem (u lekarza pochowanego po sąsiedzku był już ktoś przede mną, więc nie mam w ogródku zbyt wielu liści do grabienia) żeby zdążyć na odcinek Trybunału o siedemnastej. Pod osąd jurorów miały trafić wykonania Nisi Dominus Vivaldiego, więc jestem ciekaw, czy pojawi się też to Jaroussky’ego, a jeśli, czy załapie się na podium. Obiad babce podgrzewam po dziewiętnastej (stawiam na pewnik – pierogi z twarogiem). Później słucham jeszcze współczesnej kompozycji (opery?) „Baśń o sercu” Alka Nowaka (tylko czterdzieści minut i śpiewa Adam Strug, więc ryzykuję, że wytrwam) i w okolicach dwudziestej pierwszej wychodzę na zakupy do Biedronki. O cukierkach znów zapominam, ale odkrywam, że chipsy nie wypadły jednak ze sklepowej oferty, są po prostu wyłożone w innej alejce. W nocy waham się między nowym (czwartym) sezonem „Babylon Berlin” i drugim kinowym filmem z Downton Abbey. Wygrywa „Downton Abbey: Nowa epoka”, czego z lekka żałuję, bo lepiej w ogóle tego nie oglądać. Sama opowieść jest jeszcze słabsza, niż ta z wizytą króla w posiadłości Crawleyów, a zamknięcia niektórych wątków (Barrowa zwłaszcza) są w ogóle od czapy¹. Mam nadzieje, że Julian Fellowes nie spełni groźby i nie napisze scenariusza trzeciego filmu kinowego.
____
¹ Żeby nie napisać – z dupy.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij