Umiarkowanie ciepło (10°C), momentami słonecznie.
Bez zapału do blogowania.
[tu miałem się jeszcze pochwalić kartką od Pszczółka¹ przysłaną z Krety, ale zdjęcia wyszły mi takie paskudne² – aparat wysiada, czy co? – że jutro spróbuję zrobić nowe]
Wtorek
O osiemnastej idę do kaplicy na pożegnanie sąsiadki, pożegnanie poprowadzone przez Maję i Julię w duchu ekumenicznym, czy może wręcz czysto protestanckim. Zamiast odmawiania różańca były śpiewy do wtóru gitary. Bo sąsiadka lubiła śpiewać. Nie pod mój gust (przy pogrzebach preferuję Adama Struga i wiejskie klimaty sprzed reform drugiego soboru watykańskiego), ale to nie koncert, więc nie musiało się podobać. Po dziewiętnastej kilka słów o zmarłej (ale bardziej o umieraniu, wierze, zmartwychwstaniu? w sumie nic nie pamiętam) wygłosił pastor zielonoświątkowców. Trwało wszystko z dziewięćdziesiąt minut. Przyszło jakieś czterdzieści, pięćdziesiąt osób. Nie śpiewam, chociaż rozdano kartki z tekstami, siedzę na twardym, a niewygodnym krześle i tylko wypatruję końca.
Faktycznie, fałszywiec ze mnie³. Ale czy moje szczere wrażenia byłyby interesujące dla Mai i Julii? Może o tyle, że przekonałyby się o tym, o czym ja wiem doskonale od dawna, że nie warto utrzymywać ze mną znajomości⁴.
Środa
Przed jedenastą zjawia się przeziębiona i wystraszona Barbara („Może to koronawirus? Pielęgniarki w rejestracji mówiły, że ludzie chorują na potęgę.”) przeczekać dwie godziny przed umówioną wizytą u lekarza („A co on mi przez telefon pomoże?”). Proponuję herbatę i od razu uprzedzam, że mam wyjściowe plany na popołudnie: pogrzeb sąsiadki.
– Widziałam klepsydrę – zauważa bratowa.
– Zostawię ci zapasowe klucze, bo nie wiadomo, czy zdążysz na wcześniejszy autobus i kiedy ja wrócę. W razie czego wrzucisz je do skrzynki pocztowej.
Za kwadrans dwunasta wychodzę do dużego kościoła. Trumna miała być wystawiona o jedenastej trzydzieści, ale byłem już wczoraj w kaplicy i dalszego oglądania nieboszczki nie potrzebuję. Mszę odprawia jakiś młody wikary (ten, co był u mnie ostatnio na kolędzie? A może nowy?). W kazaniu opowiada trochę o zmarłej, posiłkując się tekstami (wspomnienia od członków rodziny), które dostał wcześniej od Mai. W sumie to niegłupi pomysł, ale nie da się raczej przeszczepić do KK bez zmiany stosunku między wiernymi a kapłanami. Ale to nie moje zmartwienie.
Pogrzeb jest na nowym cmentarzu, transport na miejsce indywidualny, we własnym zakresie. Sąsiadki (widziałem cztery z klatki) od razu wracają do domu, ja czekam pod kościołem, aż zostanę zauważony i zaproszony do czyjegoś auta. Właściwie to czekam tak trochę bezmyślnie, nie do końca wiedząc, jak się zachować, co najbardziej wypada, co będzie najlepiej widziane. Aż w pewnym momencie podchodzi do mnie Julia i pyta, czy chcę jechać na cmentarz, bo mógłbym w samochodzie Sławka razem z nią i Mają.
– Jeśli macie miejsce, to jasne – zgadzam się skwapliwie.
Na nowym cmentarzu tradycyjnie mocno wieje. Trochę żałuje, że nie włożyłem sztruksowej koszuli, bo przewiewa mnie nawet mimo grubszej, cieplejszej kurtki. Tłumek żałobników stopniał do trzydziestu, czterdziestu osób najbliższej rodziny i znajomych. Wszyscy na koniec zostają zaproszeni na stypę w „Zajeździe pod zamkiem”. Gdy o czternastej wracamy samochodem do miasta, Maja zachwala obfite menu obiadu, ale nawet nie bardzo tego słucham (tradycyjny schabowy chyba się pojawił w zestawie), bo nic nie byłoby w stanie skusić mnie do przyjęcia zaproszenia.
– Bardzo dziękuję – wymawiam się grzecznie – ale bratowa na mnie czeka w mieszkaniu.
Co mogło być nawet prawdą, ale na szczęście nie było. Lekarz przyszedł do pracy pół godziny przed czasem i Barbara zdążyła się wbić do gabinetu wcześniej, wykupić antybiotyki i wrócić na wieś autobusem po trzynastej.
______
¹ Czy może bardziej Pszczóka miałem pochwalić i dopieścić za wysłanie kartki, żeby nadal o mnie pamiętał przy wyjazdach, przynajmniej zagranicznych, choć mógłby i krajowych.
² Bazyli jak zaszczuty chowa się za widokówką, na której prawie nic nie widać- wszystko w jakiejś ciemnej, ponurej tonacji.
³ Patrz dyskusja ze Świechną na temat szczerości przekładającej się na satysfakcjonujące znajomości.
⁴ Aksjomat.
Read Full Post »