7°C. Pochmurnie, ale z przejaśnieniami, po czternastej nawet na dłużej. Tymczasem mama wystraszyła się zapowiadanych w prognozie ulewnych opadów i znów zrezygnowała z wyjazdu do miasta. O czym mnie zawiadamia, dzwoniąc przed dziesiątą. Żebym nie czekał niepotrzebnie. A ja w sumie nie miałem zamiaru.
Archive for Luty 2024
Dzień dwieście osiemdziesiąty dziewiąty (czwartek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, tagged mama, pogoda, takie tam on 22 lutego 2024| 21 Komentarzy »
Dzień dwieście osiemdziesiąty ósmy (środa)
Posted in Lepszy rydz niż nic, tagged blogowanie, dialog, domofon, dzieci, frytki, zabawa, zakupy, ziemniaki on 21 lutego 2024| 30 Komentarzy »
Z saloniku RUCH-u wracam przez centrum, zachodząc po drodze do warzywniaka przy dawnej księgarni. Sklep spory, towar ładnie rozłożony, ceny wyeksponowane, ziemniaków aż trzy odmiany (Ricarda, Gala i coś na C).
– Te C(…) to będą dobre na frytki? – pytam sprzedawczyni, skuszony najniższą ceną, 2,20 za kg.
– Tak – odpowiada dziewczę.
A powinna była powiedzieć „Nie”. Albo przynajmniej „Nie wiem”. Bym się wtedy nie zniechęcił do sklepu. W moim zieleniaku ceny może są i wyższe, ale raczej nikt mi nie sprzeda szajsu. Nabyte ziemniaki okazały się byle jakie, mocno wodniste. Frytki wyszły z nich miękkie, idealne dla bezzębnych staruszków. A choć obrałem kilogram kartofli¹, nie najadłem się w ogóle i od razu po obiedzie zacząłem myśleć o kolacji. Z której wcześniej zamierzałem w ogóle zrezygnować, stąd przesunięcie obiadu na dziewiętnastą.
Myślenie o kolacji uświadomiło mi, że twarogu w lodówce nie mam już ani kawałka. W związku z czym po dwudziestej, nie zważając na nasilający się deszcz, musiałem jeszcze do Biedronki się wybrać i zrobić zakupy.
+
Dzieci nadal bawią się domofonem.
– Słyszał pan historię o ślepym i niemym Michale? – słyszę w słuchawce, gdy po siedemnastej trzydzieści podchodzę wreszcie do domofonu zwabiony uporczywym dzwonieniem.
– Słyszałem – odpowiadam automatycznie i bez zastanowienia².
– Aaa… – młoda osoba (dziewczynka?) po drugiej stronie jest wyraźnie zaskoczona. – To dziękuję. Do widzenia.
________
¹ Bardzo dużo odeszło z łupinami, w niektórych ziemniakach nawet połowa.
² Gdybym się zastanowił, odpowiedziałbym zgodnie z prawdą, że nie i może miałbym coś ciekawszego do opisania na blogu. Tak sobie pomyślałem po fakcie.
Dzień dwieście osiemdziesiąty szósty (poniedziałek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, tagged 13 Ulica, Astrid i Raphaëlle, Chicago PD, Inspektor George Gently, korekta (R), obiad, pogoda, rodzina, z przypisem on 19 lutego 2024| 16 Komentarzy »
Przed zmrokiem zaczyna lekko śnieżyć. Temperatura spada do 0°C.
Od razu przy śniadaniu gotuję gar zupy jarzynowej, na trzy obiady minimum. I przez moment rozmawiam z Pawłem, któremu żona tak uprzyjemniła życie, że aż mu się przelało i potrzebował do kogoś zadzwonić. Nawet mu lekko współczuję, więc się powstrzymuję od wszelkich uwag, które mogłyby wybrzmieć nieprzyjemnie. W sumie obojgu współczuję, każdemu osobno i w odrębnych momentach. Barbara swój dzień miał w sobotę¹.
Wieczorem kończę czwarty sezon „Astrid i Raphaëlle”. Jutro finał „Chicago PD”, odcinków „Inspektora George Gently’ego” też już niewiele mi zostało. Za to wzięte z biblioteki książki znów ledwo ruszone i pewnie obie doczytam dopiero po serii maili przypominających o przekroczeniu terminu wypożyczenia.
__________
¹ Bratowa zamiast bezpośredniego telefonicznego kontaktu wybrała SMS-owanie. Trochę nierozsądnie, bo przy SMS-ach zostaje bardziej namacalny ślad, którego trudno się później wyprzeć.
Dzień dwieście osiemdziesiąty piąty (niedziela)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się ogląda, Się słucha, Z fotopuszki, tagged ale kino+, babka, HWV 40, Jake Arditti, Jakub Józef Orliński, Jarosław Iwaszkiewicz, korekta (R), Księżyc wschodzi, PR2, Serse, spacer, słuchowisko, Vera on 18 lutego 2024| 46 Komentarzy »
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ 3°C z momentami przejaśnień.
Rano radio (PR2) i komputer. Po południu spacer przez dwie godziny. Nie, żeby mi się jakoś bardzo chciało, ale postanowiłem skorzystać z ciut przyjaźniejszej pogody i nie spędzać kolejnego dnia murem w domu. Po obiedzie znów radio i w okolicach osiemnastej krótka drzemka. Budzę się na słuchowisko według powieści Jarosława Iwaszkiewicza „Księżyc wschodzi”. O dwudziestej szykuję kolację i zalegam przed telewizorem, by obejrzeć kolejny odcinek „Very”. Później włączam jeszcze komputer… i zupełnie nieoczekiwanie wsiąkam w „Sersesa” w skateparku. Nie jestem fanem udziwnionych inscenizacji barokowych oper. Tę uratowały świetne głosy, a może bardziej nagie, muskularne torsy śpiewaków.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
A teraz jeszcze obiecany album ze spaceru.
Tu było, tu stało (I)
Tu stał kiedyś kiosk RUCH-u, w którym babka kupowała gazetę z programem telewizyjnym. Najczęściej „Gazetę Olsztyńską” zapewne. Później, gdy już z nią mieszkałem i założyli nam kablówkę, „Gazeta Olsztyńska” została zastąpiona magazynem „To&Owo”.
W miejscu tej zielonej skarpy był kiedyś miejski szalet, powstały z przebudowanego poniemieckiego schronu (?). Z końcem PRL-u szalet, podobnie jak wcześniej schron, przestał być potrzebny i został zlikwidowany.
Sklep ogrodniczy prawie po remoncie. Tzn. elewacja jeszcze niewykończona, ale środek tak, więc handel już ruszył. Kiedyś był to mocno przeszklony pawilon Cepelii z białej cegły.
W miejscu kosza na psie odchody też stał kiosk RUCH-u. Babka chodziła tu po prasę, gdy zlikwidowano ten pierwszy, przy murach obronnych. Było to już w czasach, gdy gazety wabiły kupujących dodatkami w postaci płyt z filmami, więc się brało tytuły w zależności od atrakcyjności dodatku: czasem „To&Owo”, częściej „Wyborczą” lub „Dziennik”, a niekiedy i „Wyborczą”, i „Dziennik”.
Tu było kiedyś Stare Miasto. W głębi czerwony ostaniec, modernistyczna kamienica z lat 30.
W głębi zamek, po prawej zachowana zabudowa Starego Miasta wzdłuż dawnych murów obronnych.
Dzień dwieście osiemdziesiąty trzeci (piątek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, Się słucha, tagged Anna Brzezińska, Facebook, Inspektor George Gently, korekta (R), obiad, okulary, pogoda on 16 lutego 2024| 42 Komentarze »
Słonecznie i aż za ciepło, 11°C.
Nos odciśnięty okularami zalepiłem plastrem. Ale to dopiero po zakupach u Mistrza Jana i w zieleniaku.
Na obiad smażę kotlety z piersi kurczaka, po których czuję się jakiś przeżarty i ociężały. 400 gramów mięsa rozbiłem na trzy obiady – może trzeba było na cztery?
Spotkanie z Anną Brzezińską wypadło średnio. Prowadząca za bardzo eksponowała swoją osobę i zadawała nijakie pytania. Przed rozmową byłem bardziej nastawiony na kupno „Mgły” niż po.
Jeden George Gently (to już w nocy) nie zawodzi.













