Zrobiłem porządek z pelargoniami.
+
– „Obca”… – mama czytając tytuł muska palcem okładkę leżącej na stole książki. – Dlaczego obca? To o jakiejś lesbijce?
– Nie. To o kobiecie, która przeniosła się w czasie, do osiemnastego wieku. Powieść historyczno-przygodowa – wyjaśniam. A po chwili dorzucam jeszcze – Prawie jak „Poldark”. Myślałem, że może przejrzy mama w piątek i trochę poczyta.
Zawsze przy okazji wyjazdów wykładam kilka książek w widocznym miejscu. Na zachętę.
– Nie, bardziej zainteresował mnie Salman Rushdie.
Posts Tagged ‘Obca’
Dzień tysiąc siedemset jedenasty (środa)
Posted in Na szybkiego, Się czyta, Łatka, tagged balkon, dialog, Diana Gabaldon, mama, Obca, pelargonie on 21 listopada 2018| 24 Komentarze »
Dzień tysiąc siedemset dziesiąty (wtorek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, tagged Diana Gabaldon, Obca, Outlander on 20 listopada 2018| 8 Komentarzy »
Zacząłem oglądać trzeci sezon „Outlandera”. W lekturze nadal jestem przy pierwszym tomie.
Dzień tysiąc siedemset dziewiąty (poniedziałek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, tagged Diana Gabaldon, Internet, Obca, obiad, pogoda on 19 listopada 2018| 10 Komentarzy »
Po dwunastej zakupy u Mistrza Jana. Kupuję bochenek chleba litewskiego, przy okazji wyrzucam śmieci. Poza tym nic ciekawego (tak jakby zakupy był ciekawe!). Za oknem ponury listopad. Na obiad kopytka. Babka głównie drzemie, a ja czytam.
Dzień tysiąc siedemset ósmy (niedziela)
Posted in Forum, Lepszy rydz niż nic, Z fotopuszki, Łatka, tagged Aldona, babka, Berta von S., Diana Gabaldon, Even, Forum Miłośników Pana Samochodzika, Iława, majonez, Nietajenko, Obca, obiad, odsyłacz, Outlander, pogoda on 18 listopada 2018| 34 Komentarze »
O jedenastej na chwilę pojawia się słońce, mamiąc obietnicą przyjemnego (dla oka) dnia. Kończy się na obietnicy i pochmurnych ponurościach doprawionych pod wieczór jakąś mżawką. Bez żalu rezygnuję ze spaceru na rzecz lektury. Zwłaszcza, że im głębiej w opowieść, tym więcej różnic między powieścią Gabaldon, a serialem, który na jej podstawie powstał. Na obiad szykuję misę kopytek. Babka drzemie spokojnie nie absorbując zbyt często mojej uwagi.
Apendyks
piątek 16 listopada 2018
Ludzie z forum MPS są dość silnie zintegrowani. Co roku spotykają się na różnych wakacyjnych zjazdach, często odwiedzają Jerzwałd i inne miejsca związane z Panem Samochodzikiem. Byłoby mi raczej ciężko wybrać się na kilkudniową wyprawę gdzieś w Polskę. Zresztą nawet nie wiem, czy bym chciał. Iława z tym odsłanianiem tablicy poświęconej Nienackiemu spadła mi jak z nieba: w miarę blisko, krótko i niezbyt ludnie. Wiedziałem z forumowych zapowiedzi, że spotkam góra pięć osób znanych mi do tej pory jedynie wirtualnie. Doskonała okazja, gdybym chciał się bardziej zbliżyć do tego środowiska. A chciałem. Napomknąłem więc na forum dwa tygodnie temu, że kusi mnie ta impreza. Co spotkało się z pozytywnym odzewem i prośbą ze strony Berty von S., bym jej przy okazji przywiózł słoik kętrzyńskiego majonezu, bo bardzo lubi, a w stolicy nigdzie takiego nie może kupić. „Nie ma problemu” – odpowiedziałem. A później pozwoliłem pokusie rosnąć, co ostatecznie doprowadziło do piątkowego wyjazdu.
Do sali konferencyjnej portu zajrzałem około 11:30, bez problemu lokalizując pod ścianą gromadkę forumowiczów. Wszystko dzięki obecności Nietajenki, którego wygląd zapamiętałem z przeglądanych latem zdjęć (chyba zadziałał tu jakoś fakt, że N. mieszka dość blisko, bo w Olsztynie).
– Berty nie ma? – spytałem po oficjalnej prezentacji, gdy się okazało, że blondynką (i jedyną kobietą) w rozgadanej trójce jest Aldona
– A jest, jest. Tam siedzi – uspokoił mnie Nietajenko, kiwając głową w stronę grupki trzech zajętych rozmową kobiet. Tzn teraz tak to interpretuję, bo wtedy wydawało mi się, że wyraźnie kiwa w stronę eleganckiej, sympatycznej pani w czerwonym szalu. Więc to do niej podszedłem, przedstawiłem się grzecznie (jakie to szczęście, że postanowiłem na spontaniczność i nic nie szykowałem na to spotkanie, np okolicznościowego wierszyka!) i przystąpiłem do wręczania przywiezionego z sobą słoika. Czym wywołałem wyraźną konsternację na obliczu kobiety i nieskrywane rozbawienie długowłosej brunetki zajętej do tej pory intensywną konwersacją z siedzącą obok starszą panią.
Reszty w sumie nie bardzo pamiętam. Doszedłem do siebie gdzieś tak w okolicach dwunastej, na świeżym, a rzeźwym powietrzu, obserwując odsłanianie kolejnych tablic w Alei Żeglarzy.
Na szczęście dla Berty synowa Nienackiego nie okazała się wyrafinowaną smakoszką spragnioną kętrzyńskiego majonezu i po wyjaśnieniu nieporozumienia oddała słoik koleżance B.
Nie da się ukryć – miałem mocne wejście do towarzystwa.

Od lewej: Alicja Janeczek, Ewa Golec-Nowicka (synowa Nienackiego), Berta von S., Even, Nietajenko, Aldona.
Dla zainteresowanych: trochę zdjęć i krótka migawka filmowa w relacji Iławskiego Dziennika Internetowego
Dzień tysiąc siedemset szósty (piątek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, Z fotopuszki, Łatka, tagged Aleja Żeglarzy, babka, Diana Gabaldon, dworzec PKP, IPN, Iława, mama, O mnie się nie martw, Obca, odsyłacz, PKP, port śródllądowy w Iławie, PRL, Stefan Żeromski, TVP2, Zbigniew Nienacki on 16 listopada 2018| 12 Komentarzy »
Nawet chciałem położyć się wcześniej, ale zanim z wszystkim skończyłem i mogłem wyłączyć komputer minęła pierwsza. A nim się umyłem, ogoliłem i zasnąłem, przeszła też i druga w nocy.
Budzę się o czwartej. O piątej budzi mnie babka. O szóstej dzwoni budzik, ale nie śpię już wtedy od dobrych pięciu minut.
Przed wyjściem z domu mam jeszcze czas na szybkie zakupy. Cukier się skończył, więc jestem zmuszony wyskoczyć do sklepu, skoro myślę o wypiciu kawy i zjedzeniu bułki.
7:10 Jestem już na dworcu i pełen optymizmu kupuje bilety w obie strony.
7:39 Pociąg do Olsztyna (91 km, TLK Rybak Białystok-Szczecin). Z Korsz (7:59) dzwonię się upewnić, że mama dojechała do Kętrzyna i znalazła na stole list z dyspozycjami od synowej. Resztę podróży spędzam na lekturze. Wziąłem na drogę drugi tom „Obcej”.
8:48 Olsztyn i 29 minut na przesiadkę. Planowałem kupić drożdżówkę, ale dworcowy sklepik z wypiekami jest zamknięty. Na stoisku z tanią książką mało brakuje, a by mnie skusił „Julian” Gore Vidala. W porę otrzeźwia mnie myśl „Może byś tak najpierw Stworzenie świata przeczytał! I przecież do EMPIK-u chcesz zajrzeć”.
9:17 Pociąg do Iławy (67 km, IC Kolberg Olsztyn-Kraków). Dochodzę do wniosku, że na pół godziny nie warto wyciągać książki z mojej wysłużonej torby. Przyglądam się przez okno mijanym okolicom i zastanawiam, co robią w Polsce ci wszyscy młodzi (18-20 lat) Ukraińcy, których spotykam na każdym kroku. Trzech wsiadało do pociągu w Kętrzynie, dwaj inni siedzą teraz za mną, na kolejnego, pytającego o drogę na dworzec, trafię w Iławie.
10:06 Iława wita mnie ładnym i zadbanym dworcem (niemiecki neogotyk).

Tym razem zwracam baczniejszą uwagę na otoczenie, więc zauważam, że po sąsiedzku z budynkiem dworca jest poczta. Zabrałem notes z adresami. „Przed wyjazdem będę mógł na spokojnie wypisać i wysłać kartki” – myślę.

Pomnik na skwerku przed dworcem. Na obelisku PRL-owski orzeł bez korony. „I nikt się tym jeszcze nie zainteresował?”

Bojownikom o polskość Warmii i Mazur w 25-lecie powrotu ziemi iławskiej do macierzy. Kolejarze węzła Iława.

Pomnik techniki. Przydałby się drobny remont temu parowozowi.
Do południa czasu jest sporo, kieruję się więc spacerkiem do centrum, rozglądając po w sumie niezbyt urokliwym mieście, zdominowanym przez budownictwo PRL-owskie i późniejsze. Coś tam pstrykam bez większego zaangażowania, bo dzień jest dość ponury. więc nie ma szans na dobre zdjęcia.
EMPIK udaje mi się przegapić, bo skręciłem w nieodpowiednią ulicę, ale zachodzę do księgarni celem zakupy choć kilku pocztówek. Przeglądanie kartek znów (miałem identyczne odczucia w Toruniu) kieruje moje myśli ku scence z „Dumy i uprzedzenia”:
– Patrzcie, kupiłam ten kapelusz! [powiedziała Lidia] Nie bardzo mi się podoba, ale pomyślałam, że ostatecznie można go kupić. […]
A kiedy siostry krzyknęły, że to obrzydlistwo, dodała zupełnie tym nieprzejęta:
– Och, w sklepie były jeszcze dwa czy trzy o wiele brzydsze.*
Wybieram sześć widokówek jednego wzoru, których ostatecznie i tak nie wysyłam, bo braknie mi sił i czasu (ale głównie sił), by je wypisać.
Pomnik Mikołaja Kopernika przed szkoła jego imienia.
Na budynku wisi czarna tablica z tekstem: „Pomnik wybudowany czynem społecznym przez mieszkańców Iławy z okazji nadania szkole imienia Mikołaja Kopernika i 25-lecia PRL. Maj 1969”.
To miasto chyba nadal czeka na gruntowna dekomunizację.
Ulica Niepodległości i cztery XVIII-wieczne rzeźby z pałacu w Kamieńcu Suskim: Jowisz, Junona, Meduza i Herkules. Tu, sądząc po maczudze i skórze lwa, ten ostatni.
Meduza.
Jowisz.
Junona.
Kinoteatr – zgrabny budynek i widać, że niedawno odnowiony.
Gotycki kościół pw. Przemienienia Pańskiego.
Wieża kościoła renesansowa.
Szczyt zachodni kościoła.
O jedenastej docieram nad Jeziorak. Trochę powiewa, ale w grubej, zimowej kurtce nie czuję chłodu. Zjadam obie bułki kupione w mijanym po drodze sklepie i wypijam pół butelki Coca-Coli.
Bulwar im Jana Pawła II nad Małym Jeziorakiem. Latem to pewnie dobre miejsce do spacerów.
Widok na Stare Miasto prawie jak w Kętrzynie.
Mały Jeziorak.
Most nad kanałem łączącym oba Jezioraki.
Jeziorak z widocznym w oddali po lewej portem.
Widok na most od strony Jezioraka.
Alejka prowadząca do portu.
Pomnik Stefana Żeromskiego, cały żelbetonowy kompleks (postać i dwie ażurowe tablice) ustawiony na skwerze, który wcześniej zajmował monument upamiętniający żołnierzy niemieckich poległych na frontach I wojny światowej.
Wiosną 1920 roku Żeromski agitował w Iławie wśród miejscowej ludności za przyłączeniem Warmii, Mazur i Powiśla do Polski.
Pomnik ufundowano na 1000-lecie państwa polskiego.
1864-1925 daty życia Żeromskiego
„Ziemia mazurska jest nasza z krociami ludu, który mówi polską mową, taką samą, jak w Płocku czy na Kurpiach” (Stefan Żeromski, Snobizm i postęp)
Widok od strony pomnika na Jeziorak.
I jeszcze rzut oka na pomnik od zaplecza.
Po krótkim postoju przy pomniku Żeromskiego ruszam w stronę portu.
Widok z Alei Żeglarzy na portowym falochronie.
Aleja Żeglarzy.
Trzy nowe tablice gotowe do odsłonięcia.
Pomost odbiegający od falochronu.
Jeziorak.
Niewielka plaża.
Budynki portowe. W tym z prawej na dole jest sala konferencyjna.
Na nabrzeżach nikogo nie widać, ale na parterze jednego z portowych budynków zauważam jakichś ruch i zgaduję, że będę mógł tam znaleźć osoby czekające na miłe towarzysko-kulturalne wydarzenie, jakim miało być odsłonięcie tablicy Zbigniewa Nienackiego w iławskiej Alei Żeglarzy. Wydarzenie miało być miłe i takie było, mimo drobnej gafy, jaka mi się przytrafiła przy poznawaniu obecnych w sali konferencyjnej użytkowników Forum Miłośników Pana Samochodzika.
Tablicę Zbigniewa Nienackiego odsłoniła jego synowa, Ewa Golec-Nowicka.
Z tego co podsłuchałem z tych Golców.
Tutaj już w trakcie dziękowania za docenienie zasług Nienackiego.
Na wydarzeniu była też obecna Alicja Janeczek. Obie panie planowały przed zmrokiem odwiedzić jeszce Jerzwałd i grób pisarza.
O trzynastej Nietajenko podrzuca mnie do centrum. Żegnam się z forumowym towarzystwem, które planuje jeszcze jakąś biesiadę i szybko gonię na dworzec. Wyrabiam się w dwadzieścia minut, ale tak mnie to męczy, że do przyjazdu pociągu mogę już tylko powoli snuć się po peronie.
13:44 Pociąg do Kętrzyna (158 km, TLK Mamry Wrocław-Białystok). Po odszukaniu swojego przedziału prawie od razu zapadam w drzemkę. Po piętnastej dzwoni mama by się upewnić, że wrócę na czas. Uspokajam, że już minąłem Olsztyn, pociąg nie ma opóźnienia, więc jeśli babka drzemie może zupełnie bez obaw zostawić ja samą i wracać na wieś.
16:15 Jestem w domu. Babka budzi się akurat w momencie, gdy kończę podgrzewać sobie obiad. Jeszcze nie jadła, więc połowę porcji muszę jej odstąpić.
17:00 W necie są już pierwsze relacje z uroczystości w Iławie. Jakiż ten IPN jest jednak czujny!
20:45 TVP2, „O mnie się nie martw” (9×10), później jeszcze chwila przy komputerze i taki śpik mnie dopada, że ledwo daję radę pościelić łóżko.
Podsumowując:
4 godziny i 45 minut w podróży koleją dla 3 godziny i 38 minut pobytu w Iławie, z których przynajmniej 80 minut poświęciłem dreptanie z i na dworzec.
Jestem nienormalny.
___________________
* Jane Austen, Duma i uprzedzenie, z angielskiego przełożyła Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Dzień tysiąc siedemset trzeci (wtorek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, Łatka, tagged babka, Diana Gabaldon, Obca, Outlander, placki z jabłkami, pogoda on 13 listopada 2018| 6 Komentarzy »
Mglisto, deszczowo, sennie.
Babka wczesnym rankiem jest mocno niespokojna, co później odsypia (oboje odsypiamy) i śniadanie je dopiero po trzynastej. Na obiad smażę trochę placków (garść mąki, dwa jabłka). Wieczór spędzam nad książką. Przed snem oglądam jeszcze odcinek „Outlandera” i znów kładę się nierozsądnie późno.
Dzień tysiąc siedemset pierwszy (niedziela)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, Łatka, tagged balkon, Diana Gabaldon, geranium, Obca, pelargonie, SciFi, The Outpost, Święto Niepodległości on 11 listopada 2018| 4 Komentarze »
Wychodzę tylko na śmietnik. Śpię do późna, trochę czytam. Ani Marsz Niepodległości (przez chwilę śledzę relacje w TVP), ani pochód św. Marcina (był w Kętrzynie) nie wyciągną mnie na ulice. Wieczorem kończę oglądać pierwszy sezon „The Outpost” i zabieram z balkonu drugą donicę z geranium. Pelargonie nadal trzymają się mocno.














































