Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Marcin Wicha’


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Liczyłem trochę na przyjazd mamy, ale znów wystraszyły ją zapowiedzi upału (straszenie na wyrost) i została w domu.
Przed jedenastą wychodzę po chleb do Mistrza Jana.
– Razowy wieloziarnisty – proszę. I od razu dodaję przypominająco – Niekrojony.
– Niekrojony – powtarza sprzedawczyni. – Bez pomidorów.
– Dla odmiany – wyjaśniam.
I zawsze to pięćdziesiąt groszy taniej.
Po śniadaniu doczytuję tomik Wichy i odnoszę książkę do biblioteki. Nie wiem, czy by mi to cokolwiek dało, gdybym sięgnął po lekturę w początkach maja. Pewnie bym się później nie rozpisywał tak, jak się rozpisywałem, powstrzymywany świadomością, że ktoś inny całkiem niedawno opisał wszystko lepiej, zgrabniej i dokładniej. A może użyłbym brulionu, zamiast bloga? Nieważne.

Read Full Post »

Niestety! Niestety! Choćby z najlepszego mydła zrobiona była bańka, pęknąć musi z głuchym łoskotem — i jego czerepy zostają.¹

Za chleb zapłaciłem 6,50. Może gramatura jest mniejsza, że nie podnoszą ceny?
+
Wyciągając w porze obiadu kalafiora z lodówki, pomyślałem, że mogłem, powinienem był pojechać na wieś. Tylko siedzieć tam przez cały weekend… A co, jeśli wróci upał?
Wichy nie doczytuję, bo biblioteka w związku z miejskimi imprezami (Paradą i czymś tam w amfiteatrze) ma być czynna tylko do piętnastej. „Przeczytam tomik na spokojnie przez sobotę, niedzielę – decyduję – i oddam w poniedziałek”.
Wracając przed północą ze spaceru, mijam ostatnie, najbardziej zmęczone zabawą niedobitki publiczności, holowane z amfiteatru przez trzeźwiejszych towarzyszy. „Niech się bawią, skoro mogą i mają z kim” – myślę, wyjątkowo (?) bez odrazy.
_______
¹ Magdalena Samozwaniec, Na ustach grzechu

Read Full Post »

Na obiad mam pół kalafiora (10,80 zł/sztuka), z bułką tartą na oliwie, bo nie chciało mi się zachodzić do Gamy po jedno masło. Na deser jem truskawki (11 zł/kg – końcówka sezonu i ceny idą już w górę) z greckim jogurtem zamiast śmietany.
W lekturze Marcin Wicha i jego „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, bo jednak przełamałem się i zdecydowałem przeczytać tomik przed oddaniem do biblioteki (poganiają mnie monity, że termin wypożyczenia minął).
Wieczorem pławię się w rozczarowaniu opieszałością poczty. A przy nocnym spacerze (na dworze przyjemne 13°C) włączam „Na ustach grzechu” w bezkonkurencyjnej interpretacji Ireny Kwiatkowskiej.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij