Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Annie Ernaux’

– A wiśnie wiszą – mówi mama. – Kogo się pytam – nikt nie chce. Cukier drogi, napracować się trzeba. Ludzie wolą kupować gotowe soki, czy dżemy, niż robić przetwory. Nic się nie opłaci… Takie czasy.
– Mają pieniądze, to kupują. Ja robię przetwory, bo wolę ich smak, niż kupnych.
Po trzynastej noszę swojego leciwego Poljota do zegarmistrza (pękła sprężyna), a przy okazji (i po drodze) robię zakupy to tu, to tam, po kolei: Mistrz Jan, apteka, sklep ze wszystkim, wg Barbary nazywany „Śmietnikiem”, salonik RUCH-u, Gama (d. Nemezja)… I jeszcze przy klepsydrach zaliczam krótką rozmowę ze znajomą z pracy, a teraz się męczę, próbując sobie przypomnieć, jak kobiecie na imię… A! Już mam! Zosia! Gryzło mnie od obiadu, a jak zacząłem pisać, od razu przyszło do głowy!
Zza chmur coraz częściej wyłazi słońce, temperatura wzrosła do 26°C, zegarmistrz daleko, wracam zmęczony i przepocony.
Wieczorem kończę „Bliskich” Annie Ernaux (z biblioteki przyszło już przypomnienie o terminie zwrotu). W planach na najbliższe godziny kolacja przy odcinku „Detektywa z wybrzeża” i długo nocny spacer.

edit. (23:30)
Ze spaceru zwolnił mnie deszcz. Na szczęście zasiedziałem się przy komputerze, nie wyszedłem od razu po filmie, dzięki czemu uniknąłem zmoknięcie, czy wręcz dokładnego przemoczenia, bo opad by mnie złapał mniej więcej w połowie trasy.

Read Full Post »

Czekającym na nową blotkę, która już się powoli pisze (albo nawet zanotowana na papierze dojrzewa do publikacji w terminarzu, czy innym brudnopisie), do poczytania kawałek noblowskiej prozy:

W ciągu następnego tygodnia zdarzało mi się rozpłakać w dowolnym miejscu. Budząc się rano, wiedziałam, że matka umarła. Wynurzałam się z ciężkich snów, z których nie pamiętałam niczego poza tym, że w nich była – martwa. Ograniczałam się do niezbędnych czynności życiowych, zakupów, przygotowywania jedzenia, wkładania prania do pralki. Często zapominałam, w jakiej kolejności należy je wykonywać, zatrzymywałam się po obraniu warzyw i dopiero po głębokim namyśle przechodziłam do następnego kroku, czyli ich opłukania. Nie mogłam czytać. Kiedyś zeszłam do piwnicy, była tam walizka matki, a w niej portmonetka, letnia torebka, kilka apaszek. Przybita, stałam nad otwartą walizką. Najgorzej czułam się poza domem, w mieście. Prowadziłam samochód i nagle: „Jej już nie będzie na świecie, nigdy i nigdzie”. Przestałam rozumieć zwyczajne zachowanie ludzi, w sklepie mięsnym ich napięta uwaga nakierowana na to, by wybrać ten lub inny kawałek mięsa, wywoływała we mnie obrzydzenie.

Ten stan stopniowo zanika. Jeszcze trochę zadowolenia, że jest zimno i deszczowo, jak na początku miesiąca, kiedy matka wciąż żyła. I chwile pustki za każdym razem, gdy stwierdzam: „Już nie ma po co” lub „Już nie muszę”: (zrobić dla niej tego czy tamtego). Dziura w tym myśleniu: pierwsza wiosna, której nie zobaczy. (Odczuwanie siły zwykłych zdań, nawet banałów).

Annie Ernaux, Pewna kobieta
Bliscy, Wydawnictwo Czarne, 2022
przekład Agata Kozak

Read Full Post »

Po telefonie na wieś jeszcze drzemię do dwunastej. Nie, żebym potrzebował, był mocno śpiący. Zwyczajnie brak mi motywacji, by wstać i zacząć dzień. Przy śniadaniu netuję i słucham radia. Po piętnastej wychodzę na spacer – torami do lasu na Górce Poznańskiej. Ścieżka przy torach zarośnięta, jakby prawie nikt już z niej nie korzystał. Górka stroma, że można dostać zadyszki. W Parku Rozrywki przy Poznańskiej, mijając emerytów pasących wnuki, słyszę fragment rozmowy o uchodźcach, próbujących dopłynąć do Europy.
– Przecież to dzicz! – oburza się jakiś dziadek, postukując laską. – Topić to tałatajstwo zanim dobije do brzegu! Straż powinna strzelać do tych łodzi na pełnym morzu. Pocisk w sam środek i po sprawie.
Do domu wracam po dwóch godzinach. Gotuję obiad, trochę czytam i w okolicach dziewiętnastej znów wychodzę do miasta, podlać pelargonie na cmentarzu (nie trzeba było) i posiedzieć trochę nad jeziorkiem. Nocne spacerowanie już sobie odpuszczam.

Read Full Post »

Codzienny dzień Atanazego nie był dniem zwykłych ludzi, ale wszystko to było ciągle nie to i nie to.¹

W południe 24°C i spore zachmurzenie. Wieczór jakiś chłodny. Wychodząc na spacer, nakładam flanelową koszulę.
Po dwunastej zaszła Barbara. Spotykała się z matką (swoją) i odebrała okulary Pawła (630 złotych; w gratisie buteleczka płynu do czyszczenia szkieł). U mnie wypiła herbatę, przekąsiła co nieco i poleciała po godzinie na najbliższy autobus. Jakie to szczęście, że mimo wakacyjnej pory przewoźnicy nie zawiesili żadnych kursów.
Na obiad gotuję ziemniaki do chłodnika. Pod wieczór znów zmogła mnie senność i przed spacerem muszę się położyć na chwilę. Tym razem nie zaglądałem do Annie Ernaux (przy ostatniej bytności w bibliotece wziąłem jej „Bliskich”), więc to raczej wpływ pogody, a nie lektury. Zresztą Ernaux czyta się całkiem dobrze.

________
¹ Pożegnanie jesieni, Stanisław Ignacy Witkiewicz,

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij