Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Andreas Scholl’

Od rana słonecznie, ale dość chłodno. Temperatura nie przekracza dwudziestu stopni. Wychodząc po czternastej z domu, nakładam sztruksową koszulę i nie czuję, by było mi w niej za ciepło. Spacer zaczynam od wizyty na cmentarzu i zapalenia znicza dziadkowi w dwudziestą czwartą rocznicę śmierci. Normalnie dostałby też chryzantemy, ale pelargonie nadał ładnie kwitną, a chryzantem w sprzedaży jeszcze nie ma. Zresztą rok nie jest normalny i mama przypomniała sobie o rocznicy dopiero dzisiaj. Trochę się szwendam między grobami, ale niezbyt długo. Zaplanowałem wypad na Górkę Poznańską, a to kawał drogi, aż na koniec miasta. W Stadzie Ogierów słychać, że coś się dzieje¹, ale widzę z daleka, że to nic na koniach zimnokrwistych, więc nie zachodzę nawet na chwilę. Nad jeziorkiem ruch umiarkowany, kilka krzyżówek pasących się na brzegu, jeden łabędź. Przy okazji zbierania kasztanów (pojęcia nie mam, po co mi one) zwracam baczniejszą uwagę na siłownię (pod chmurką) dla seniorów na skraju parku. Żadne z urządzeń do ćwiczeń nie nadaje się do użytku. Z każdego wymontowano jedynie newralgiczne części², więc to raczej nie zwykły wandalizm, tylko świadome działanie, pojęcia nie mam z jakiego powodu. Do lasu na Górce Poznańskiej docieram w okolicach szesnastej, trochę chodzę, trochę fotografuję (chmurki już nieciekawe, więc nie mam motywacji), trochę wysiaduję na mijanych ławkach. Cztery godziny mi zeszły na takim niespiesznym łażeniu³. Dochodzę aż do mostu kolejowego na Gubrze, a później wracam do miasta wzdłuż torów. Chyba to ostatnie (wędrówka w sandałach po torowisku i tłuczniu kolejowym) zmęczyło mnie najbardziej.

________
¹ Zawody Towarzyskie w skokach przez przeszkody były. Sprawdziłem teraz w necie.
² Po jednej. Ze stacjonarnego roweru pedały. Przykładowo.
³ Tzn. w sumie miałem cztery godziny spacerowania. Do domu wróciłem jeszcze przed zmrokiem, na końcówkę audycji Łosiowej i arie Scholla. I zdążyłem z mamą pogadać, obiad sobie ugotować, zjeść, trochę poczytać i zalec przed komputerem, gdy pod blok ściągnęło towarzystwo od rowerowych wycieczek (drzwi balkonowe miałem otwarte i słyszałem głosy Marka i Ewy).

Read Full Post »

Rano przegaduję z mamą pół godziny. Na jej koszt, więc się nie spieszę z zakończeniem rozmowy i chyba ze trzy razy życzymy sobie miłego dnia, zanim ostatecznie odkładam słuchawkę. Do piętnastej netuję leniwie i słucham radia. Pojawienie się na antenie Marty Zalewskiej mobilizuje mnie do wyłączenia odbiornika i wyjścia z domu. Temperatura niby nie jest zbyt wysoka (jakieś 24°C), ale słońce świeci tak intensywnie, że zanim dochodzę do cmentarza, odechciewa mi się dalszego spacerowania. Sprawdzam, czy u dziadków pelargonie nadal kwitną (kwitną nawet ładniej, niż na balkonie) i ruszam do parku nad miejskim jeziorkiem, w chłód i cień, podziwiając po drodze liczne wyborcze bilbordy, którymi obwieszono ogrodzenie stadniny. Może miejscówka jest darmowa, bo z siatki korzystają licznie i zgodnie chyba wszystkie ugrupowania. W parku jest trochę ludzi, ale bez tłoku. Grupka emerytek wypróbowuje stolik ustawiony w okolicy pomostu. Nowe drewniane leżanki, bujanki i ławy nie cieszą się zbyt wielkim zainteresowaniem i muszę stwierdzić – wypróbowawszy każdy z w/w elementów drobnej parkowej odpoczynkowej architektury – że się temu nie dziwię. Wszystkie wyglądają drogo i porządnie, ale są niepraktyczne i niewygodne. Na leżankach nie da się wygodnie ułożyć, bo są jakieś nieproporcjonalne duże i trzeba by mieć pewnie najmniej dwa i pół metra, by się dopasować do nich kręgosłupem. Bujanki może się sprawdzą, gdy ciepłą nocą jakiś bezdomny będzie szukał miejsca do spania – w dzień czort wie, co na nich robić – leżeć i się gapić na liście nad głową? Do domu wracam przed siedemnastą. Gotuje kaszę na obiad, a do leczo (dobre wyszło) dodaję drobno posiekane parówki (tanie, ale nie zepsuły smaku potrawy). Później mam jeszcze chwilę na doczytanie biografii Nienackiego (ostatni rozdział jest już całkiem słaby), a od dziewiętnastej zalegam przy radioodbiorniku, by posłuchać finałowego koncertu 58. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans, z Bachem w programie i Andreasem Schollem wśród wykonawców.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Miałem wrzucić album udostępniony na Facebooku, ale w porę sobie uświadamiam, że po zdjęciach z balkonu będzie można bardzo łatwo zlokalizować nie tylko blok, w którym mieszkam, ale nawet mieszkanie, które zajmuje. A przecież nie chcę, by mnie którejś nocy obudził liryczny tenor Stanleya, śpiewającego pod blokiem:

Już tyle lat przełykam jeno ślinkę
pod oknem twym, zamkniętym wciąż na spust.
Ach zlituj się i wreszcie spuść drabinkę
bym wziął i wspiął
bym wziął i wspiął
bym wziął i wspiął
bym wziął i wspiął
wspiął się do twych ust¹

Dlatego usuwam niektóre ujęcia z onegdaj², a dodaję nowe, z popołudniowego spaceru, przez co album traci jednolitość wyjścia do biblioteki, ale zyskuje na zielonościach i błękitach odpoczynku nad jeziorem.

_______
¹ Jeremi Przybora „Spuść drabinkę”. Sam, gdybym miał komuś śpiewać pod oknami, wybrałbym raczej coś ze starszej klasyki, „Deh, vieni alla finestra” Mozarta najchętniej.
² To w sumie też były zdjęcia z dwóch zeszłotygodniowych wyjść do biblioteki.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Tu powinien być tekst o tym, jak wieczorem słuchałem z Czartogromskim (razem, choć osobno) koncertu Andreasa Scholla (kontratenor) i orkiestry Accademia Bizantina na Dwójce (PR2).

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij