Od rana mglisto. Na termometrze -1°C. Widzę przez okno, że ruch na Zjazdowej (ulica jest dość mocno stroma) toczy się normalnie, więc gołoledź jest już chyba przeszłością.
Po szesnastej trzydzieści wychodzę do biblioteki odnieść Cobena i przy okazji wziąć wejściówkę na najbliższe spotkanie autorskie¹.
– Bez wypożyczenia? – dziwi się pani Barbara.
– Zamawiałem pierwszy tom Cobena z tego cyklu, ale pewnie jeszcze jest w magazynie.
– Nic tu nie mam w systemie… A kiedy pan zamawiał?
– O szesnastej.
– A nie, tak szybko, to do nas jeszcze nie doszło. Jaki to tytuł?
– Sprawdzi pani w spisie w tym Cobenie, którego oddałem. Cykl z Myronem. Ale powieść w magazynie jest, nie warto specjalnie chodzić, bo mnie się aż tak mocno nie spieszy.
– Przejdę się, nie ma problemu. Może mi to posłuży i zgubię deko czy dwa.
Bla bla bla…
W bibliotece jestem krócej niż zakładałem, więc przed udaniem się na kolejne spotkanie (17:00) Dekad odnoszę jeszcze świeżo pożyczone „Bez skrupułów” do domu.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Chodniki nie są już niby śliskie, wszędzie odśnieżyli i dobrze posypali piaskiem, ale niewiele brakowało, bym tuż przed wejściem do Loży wywinął orla. Tym razem dekada lat osiemdziesiątych wspominana jest monograficznie, od strony muzycznej. Pierwszą część prowadzi Wojtek Caruk (Łączy Nas Kętrzyn) i żartuje na wstępie, że będzie mówił przynajmniej przez trzy godziny i tylko mówił, bo na przykłady muzyczne nie ma już czasu. I w sumie ten żart niewiele minął się z prawdą, bo całe spotkanie trwało prawie do dwudziestej. W pierwszej części Caruk przypomniał ogólnie, co się grało i śpiewało w Polsce w latach osiemdziesiątych i szczególnie w kętrzyńskim ruchu muzycznym skupionym przy miejscowym domu kultury działającym wtedy akurat w budynku Loży. Po przerwie² rozgadało się zgromadzone towarzystwo, Paweł Korol z grupy Dr Watt i inni, którzy muzykowali aktywnie w latach 80., albo aktywnie słuchali muzyki. Jeden z gości opowiadał bardzo ciekawie o Muzycznym Campingu w Lubaniu z końcówki lat siedemdziesiątych (dwie edycje, 1979 i 1980), wydarzeniu poprzedzającym Piknik Country w Mrągowie czy Blues nad Bobrem. Przyznam, że nie bardzo mi się chciało iść na to spotkanie. W tym okresie przestawiałem się już na klasykę i jeśli słuchałem jakichś popularnych kapel czy zespołów (i nawet Listy Przebojów PR3), to głównie z tego powodu, że radio w mieszkaniu było jedno, a brat miał większą siłę przebicia w decydowaniu, która stacja akurat odbiera. Ale mimo to było ciekawie posłuchać o tym wszystkim, co mi tak prawie całkiem przeszło bokiem.
Widzę, że się rozpisałem za mocno³. Do brzegu.
Po dwudziestej smażę na szybkiego jajecznicę na obiado-kolację, a później mieszam sernik. Niestety tym razem zawaliłem pieczenie i nie jestem zadowolony z rezultatu. Zignorowałem, że piekarnik się nagrzał na ciut więcej niż 200°C i zgodnie z przepisem piekłem ciasto równe sześćdziesiąt minut. W rezultacie (podejrzewam) spiekło się na mocny brąz i popękało. Nie wiem, jakie okaże się w smaku, ale podać gościom wstyd.
_________
¹ A właściwie na odwrót – byłem po wejściówkę na Muńka Staszczyka (ma podobno też zaśpiewać, nie tylko gadać o książce-wywiadzie rzece) i przy okazji odniosłem przeczytany trzy tygodnie temu thriller.
² Bez obiadu byłem (no bo po co się obżerać w domu, skoro w programie spotkania jest przewidziane żarcie?), a tym razem poczęstunek okazał się tragicznie skromny. Do herbaty słone paluszki serwowano i jakieś słone ciasteczka. I to w ilości bardziej niż skromnej.
³ Już tylko w przypisie wspomnę, że tym razem wróciłem z Loży z jedną powieścią. Wypatrzyłem mianowicie na regale knihobudki „Pierwszą książkę ostatnią książkę” (Nasza Księgarnia 1982), która mnie przerosła swą przygnębiającą treścią w podstawówce, ale na tyle utkwiła w pamięci, że rozpoznałem tytuł od razu i postanowiłem dać sobie szansę i przeczytać ją w całości. Tym razem ciekawych książek na półkach było więcej, ale sobie powtarzałem „Nie bądź jak Gośka! Nie jesteś jak Gośka! Ona potrafi wynosić książki z domu, a ty tego nie umiesz i skończysz marnie, jeśli się nie będziesz pilnował. Już i tak żyjesz prawie tak, jak właściciel mieszkania obfotografowanego przez Gałązkę!” i udało mi się ograniczyć w swym apetycie.
Read Full Post »