Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2025

W nocy temperatura spada do -4°C. Dzień ponury, deszczowy. Przedzimie?
Uwagę dzielę między radio (PR2) a komputer, „Morderczą panią Shim” porzuciwszy odłogiem. Dwa razy rozmawiam z mamą, o niczym w sumie. Przy obiedzie objadam się babką ziemniaczaną i kiszoną kapustą. Po wcześniejszej kąpieli oglądam odcinek „Czarnej śmierci” (TVP1) i przez moment powtórkowo „Hiacynta”, ale dochodzę do wniosku, że to już by było zbyt dużo Ziętka, jak na jeden wieczór i film odpuszczam sobie po kwadransie.

Read Full Post »

Na podwórku stoi wielka fura pełna gratów. Nie widziałam, kto na niej przyjechał, bo byłam w sklepie.
– Jakieś chamidła – powiedziała pani Walczakowa do mamusi. – Nawet pocałuj mnie w dupę nie powiedzieli. Od razu poznać, że to wsiowe.
– Tak pani przygania, jakby sama to nie ze wsi – powiedziała mamusia gniotąc w misce zacierkę.
– Ale nasza wieś nie taka! Prawie miasto! I kościół i gmina, i ludzie miłe. Znają się czy nie znają, to im nie ubędzie, jak parę z gęby puszczą.¹

Sąsiadce chyba telewizor się zepsuł. Gdy przed północą wynosiłem śmieci (temperatura spadła do -1°C, co zmobilizowało mnie wreszcie do uprzątnięcia pelargonii z balkonu) zauważyłem, że wystawiła na korytarz odbiornik. Co automatycznie rodzi kilka pytań: dlaczego i po co? Rano myśli wynieść grata na śmietnik? Co by się stało, gdyby zepsuty telewizor nadal stał w domu? O! A może kupiła nowy i nie było na komodzie (raz tam byłem i tak dawno temu, że już nie pamiętam mebli w salonie) miejsca na zepsuty grat?

____
¹ Honorata Chróścielewska, Córka tego, co tramwaje jego, Wydawnictwo Łódzkie [1979], s. 126

Read Full Post »

Popołudnie deszczowe. 9°C.
Okazuje się, że zdjęcia do dowodu będą gotowe za kwadrans. Żeby nie łazić po mieście po próżnicy, zwłaszcza, że pogoda nie sprzyja spacerowaniu, postanawiam ulec złym podszeptom pazernej Małgorzaty z Krakowa. Czyli idę do knihobudki przy bibliotece powiatowej po cienki tomik „Córki tego, co tramwaje jego”. Powieść nadal stoi na regale, zadowolony zabieram książkę ze sobą i niestety dopiero w domu odkrywam, skąd ta chudość publikacji. Nie dość, że ktoś wydarł stronę tytułową (z dedykacją może?), to jeszcze z końca tomu zniknęło aż osiemdziesiąt stron. Gdyby tylko jedna, bym przebolał, bo powieść wygląda (z pobieżnego podczytywania) na ciekawą. Osiemdziesiąt stron to jedna czwarta całości, za duży ubytek. Szkoda.
Ze zdjęciami od fotografa idę prosto do ratusza załatwić wymianę dowodu, bo mój stary w grudniu traci ważność. Formalności są teraz zredukowane do minimum, urzędniczka korzysta z danych, które ma już w bazie. Muszę tylko odciski palców zeskanować na miejscu i kilka podpisów złożyć na tablecie. Po powrocie do domu biorę się od razu za tarkowanie ziemniaków. Część idzie na placki ziemniaczane na dzisiejszy obiad, reszta na babkę ziemniaczaną (udała się bardzo ładnie), którą będę się żywił przynajmniej przez weekend.
Wieczorem słucham w radiu, jak kulturalna publiczność Filharmonii Narodowej w Warszawie buczy niekulturalnie na jakiegoś urzędnika z Belwederu, czytającego list od prezydenta Nawrockiego przed zaplanowanym koncertem (swoją drogą tekst z napomnieniem wobec widowni, coś w stylu „To nie stadion!”, też był trochę nie na miejscu). Sam koncert już sobie darowuję (Penderecki, Szymanowski, Lutosławski – nie moja muzyka), przełączam radio na Trójkę i drzemię przy jakiejś nowej trójkowej liście przebojów (Pierwszej Trójki – Listy Przebojów).

Read Full Post »

Dużo muzyki. Zaczynam (kontynuacja z nocy) od Struga, Wiki i Monodii Polskiej w zeszłorocznym koncercie Eufonii 2024 „Prolog: Kochanowski”. Kończę jesienną nowością – recitalem „Warsaw Sessions” duetu Cameron Shahbazi & Sophia Muñoz. Dźwiękowo jest to tak różne, że potrzebowałem dobrej chwili, by znaleźć wspólny mianownik dla obu wydarzeń. I cóż… wynika niezbicie, że moim muzycznym wyborem kieruje głównie gejostwo, bo ten mianownik to atrakcyjny (upraszczając) mężczyzna.

Read Full Post »

Jednak nie jestem pazerny i z knihobudki przy powiatowej bibliotece zabrałem jedynie cieniutki tomik „Kochanka” Marguerite Duras. Chociaż tym razem na regale było więcej ciekawych książek, w tym przynajmniej trzy tytuły¹, które kusiły mnie dość mocno. Ale pomyślałem, że dam innym szansę na wzbogacenie domowej biblioteczki, a sobie wezmę tylko to, o czym na pewno wiem, że jest dobre².

Barbara dziś też nie przyszła po kwiatki, co ma tę dobrą stronę, że nie musiałem się z nią dzielić obiadem i porcja fasolki została mi na jutro.

______
¹ Powieść Ewy Nowackiej w serii Klub Siedmiu Przygód (bez obwoluty, więc skupiłem się na tym felerze), „Czarny generał” Wacława Gąsiorowskiego (- „Kosa” wczoraj nie chciałeś oglądać, a powieść będziesz czytał? – przemówiłem sobie do rozsądku) i coś z ciekawą okładką o intrygującym tytule „Córka tego co tramwaje jego” (- Ale może tam tylko tytuł udał się autorce? – zasiałem w sobie wątpliwość).
² Obwieszczał o tym wyraźnie pasek na okładce z napisem „Nagroda Goncourtów 1984”. Zresztą widziałem ekranizację i powieść już czytałem, chociaż z lektury nie pamiętam nic oprócz faktu, że była. Ale film (L’Amant, 1992) podobał mi się niezmiernie.

Read Full Post »

Zażółć gęślą jaźń

Próbowałem przespać cały dzień, ale się nie dało przez telefony mamy¹ i garnek namoczonej fasoli, którą trzeba było zgodnie z planem ugotować. Fasolka po bretońsku nawet mi się udała. Pomijając drobny feler w postaci dodania boczku, który pewnie poprawił smak potrawy, ale dziś wyjątkowo każdy zbyt duży kąsek rósł mi w ustach i budził obrzydzenie. Na szczęście boczku było niewiele i bardzo drobno pokroiłem dodawany kawałek. Przy okazji oglądania Teleexpressu (dla sprawdzenia, jak przebiegał w tym roku Marsz Niepodległości) zerkam fragmentami na „Potop Redivivus” Hoffmana i z trudem się odrywam od tej opowieści, bo to film świetny w każdym elemencie i się nie nudzi mimo wielokrotnego oglądania.

W ramach bonusu przy dzisiejszym święcie dzielę się z Wami, Moi Drodzy Czytelnicy, adekwatną piosenką:

_____
¹ Drugi telefon – po maminym obiedzie – był z pytaniem, jak mi się fasolka udała, a ja nie zdążyłem jeszcze garnka nastawić i nawet śniadaniowej kawy zaparzyć.

Read Full Post »

Pochmurno, deszczowo. 7°C.
Nie wiem, może to wpływ pogody, która przytrzymała ludzi w domach, ale po dziesiątej u Mistrza Jana nadal był pełen wybór chleba. Ewenement, bo przed dniami świątecznymi zazwyczaj o tej porze na półkach zalegały jedynie jakieś niewyprzedane resztki.
Na obiad smażę placki ziemniaczane, w lekkim nadmiarze, ale nadzwyczaj udane. Przy następnej wizycie w zieleniaku będę musiał spytać szefowej o gatunek kartofli, bo dawno mi się tak plackowe nie trafiły.
Wieczór przedrzemałem przy koncercie Trebuniów-Tutków (PR2).

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij