Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘weekend na wsi’

Po śniadaniu mama proponuje wyjście do zagrody¹ celem narąbania drzewa na rozpałkę. Mówiłem od razu po przyjeździe, że pomogę. W sobotę (Zaduszki) nie było kiedy, bo przed południem byliśmy na cmentarzu, a później na kawie u mojego chrzestnego. Zresztą za mocno wiało². Niedziela wiadomo – dzień boży. W poniedziałek miałem ostatnią okazję do wywiązania się z obietnicy. I nawet z chęcią wyszedłem na dwór, bo centralne nie było jeszcze rozpalone, więc w mieszkaniu temperatura spadła do 18°C, a słońce grzało całkiem przyjemnie i było fajnie trochę się poruszać przy rąbaniu, czy nawet posiedzieć na pieńku.
Na obiad dojadamy ostatnie kotlety z piersi kurczaka. Mama nasmażyła w czwartek więcej tych kotletów, profilaktycznie, gdyby ktoś się jednak z rodziny zdecydował i przyjechał na groby. A że nikt się nie zjawił… Dla mnie to akurat żaden problem, bo lubię drobiowe kotlety i mogę jeść to samo przez kilka dni z rzędu. Mama preferuje bardziej urozmaicone menu.

W bonusie kot.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Sąsiadka, gdy kot był jeszcze kotem sąsiadki, nazywała go Popiołkiem. Ojciec wołał na niego Buras. Dla mnie i dla mamy to po prostu Kot.

_____________
¹ Kawałek ogródka z dwoma jabłoniami między szopą na drewno a murowanym chlewikiem.
² Przy zagrodzie rośnie mocno osłabiony przez jemiołę klon. Do niedawna rosły dwa, ale latem ten drugi – wydawałoby się mocniejszy – poleciał przy podobnej wichurze na podwórko.

Read Full Post »

Powrót do świata po trzech dniach na wsi.
Było trochę rozkoszy stołu, sporo zacieśniania rodzinnych więzi i bardzo dużo spania.
Sobota z rodzicami.
Święta w gronie rozszerzonym o trójkę brata. Po rezurekcji i wielkanocnym śniadaniu długi spacer po lesie. Popołudnie u Pawła.
W poniedziałek napadało tyle śniegu, że babka nawet nie wspominała o wyjeździe do domu. Po obiedzie znów dałem się zaprosić Kunegundzie na sesję komputerowych gierek. Szkoda, że rodzinka nie wstrzymała się z kupnem laptopa do czasu, aż się dziecko bardziej wkręci w czytanie.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Wróciłem.
A teraz powoli nadrabiam netowe zaległości (samych maili do przejrzenia mam 361).
– Zatęskniłeś za… za… – babka kiwnęła głową w stronę biurka z monitorem
– Za komputerem?
– Tak. Zatęskniłeś za komputerem przez tyle dni? Nie smutno było?
– Nie.
– A co robiłeś?
– Czytałem
– Do lasu nie chodziłeś na spacery?…
Tu szczęśliwie skończyła się przerwa reklamowa w TV. Starsza pani porzuciła śledztwo i powróciła do śledzenia losów niewolnicy Isaury.

A o weekendzie na wsi można napisać tylko, że był upalny i ciut nerwowy. W czwartek wracający z ryb stryj zasnął za kierownicą (tak to jest jak się jedzie cała noc z Podlasia żeby moczyć przez kilka godzin wędki na zachodnim skraju Mazur) i skasował auto na przydrożnym drzewie. Szczęściem obyło się bez ofiar i nawet większych obrażeń u pasażerów. Po złożeniu niezbędnych zeznań na komisariacie rodzina zwaliła się do nas, bo wypadek był kilka kilometrów od rodziców. Trzeba było nakarmić dodatkowe pięć osób, przenocować a później wyprawić do domu. Stryja dopiero dzisiaj odebrała żona z córką.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Weekend na wsi

Wracamy najpewniej w poniedziałek. Godzina nie została jeszcze ustalona, ale znając babkę będzie optowała za pierwszym porannym autobusem. W tej chwili starsza pani właśnie przeszukuje szafę. I mam niewielką rewię mody, bo nie może się zdecydować co nałożyć na imprezę u zięcia.
Tyle, że zanim skończyłem blotkę (pewnie nikt nie uwierzy, ale siedziałem nad tym tekstem ponad 30 minut) padł system blogowy Onetu…

Przepraszamy, wystąpił błąd …
Twojemu blogowi na pewno nic nie jest.
Spróbuj za chwilę.
Opis błędu: b(-101)

… i nie zdążyłem już tekstu opublikować przed wyjazdem.

A teraz jestem z powrotem w domu. I w Sieci. Chociaż najchętniej, mimo wyjątkowo wczesnej pory, wlazłbym już do pościeli. Albo to gorąca kąpiel podziałała na mnie tak usypiająco, albo jakiś chory jestem.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Moje (moje?) sobotnie czytanie

Zawiozłem kwartalnik do domu. Zastanawiam się tylko co mną powodowało – chęć namówienia rodziny na lekturę, czy może zwyczajnie chciałem pochwalić się znajomością (że na razie wirtualną nieistotny szczegół) z Krzytomem?
Brat od razu powiedział NIE.
– Feministki przypominają mi Żydów tropiących wszędzie antysemityzm – stwierdził.
Mama była bardziej uległa.
– Przeczytałam dwa artykuły¹- powiedziała odnosząc pismo do pokoju – ale nie interesuje mnie ta tematyka. Już wolę posiedzieć wieczorem nad „Wampirem Lestatem”. ²
– A powinna się mama zainteresować i tym, co mają do powiedzenia feministki.
– Mam swoje lata i swoje poglądy.
– Przecież feministki to nie tylko same młode kobiety. Magdalena Środa jest gdzieś w mamy wieku.
– I tak się ostatnio podłożyła. Powinna sobie zdawać sprawę z tego w jakim kraju żyje i dobrze zastanowić zanim coś powie.³
Jak zwykle największe zainteresowanie lekturą czegoś egzotycznego wyraził ojciec. Przez weekend przeczytał wszystko, włącznie ze stopką redakcyjną.

_____________
¹ Na pewno Marty Spychalskiej „N jak nietolerancja”, bo od tego kazałem zacząć – wiem, że kiedyś mama oglądała ten serial.
² Powieść Anne Rice – drugi tom (po słynnym i powszechnie znanym – choćby z ekranizacji – „Wywiadzie z wampirem”) Kronik wampirów.
³ Ale przekonałem ją jeszcze do tekstu Agnieszki Radomskiej „Ciężki przypadek – kobieta”, (fajnie, że rzecz jest dostępna w sieci. Szczerze polecam!) który zbulwersował ją na tyle („Jak ona mogła znieść takie upokorzenie?! Ja bym nie wytrzymała i od razu wyszła trzasnąwszy drzwiami!”), że pewnie jeszcze sięgnie do kwartalnika.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Wieczorem.

Przez chwilę przeglądałem grudniowy numer „Nowej Fantastyki”. Przeczytałem jedno z opowiadań, felietony Ziemkiewicza i Silverberga.

Wyłączyłem lampkę. Pokój pogrążył się w ciemnościach.

W radiu Marek Niedźwiecki prowadził 11 Trójkowy TOP Wszechczasów.

W drzwiach do pokoju stanęła mama.

    – Śpisz? – spytała cicho.

    – Nie. Tak tylko leżę.

    – Głowa może cię boli?

    – Tak. Trochę.

    – Chcesz tabletkę? Mam Nurofen? 

    – Nie, nie trzeba. Minie i bez tego.

    – Nie wyspałeś się?

    – Możliwe.

    – A o której się położyłeś?

    – Po trzeciej.

    – Boże! To ty uzależniony jesteś! Nie trzeba było tego komputera kupować!

    – Gadanie. Przecież teraz przy komputerze nie siedzę. – roześmiałem się lekko. – Gdybym był uzależniony, w ogóle bym do domu nie przyjeżdżał.

    – I tak przyjeżdżasz coraz rzadziej. 

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Zanim na dobre wciągnę się ponownie w Netowe życie…

Weekend na wsi – sobota.

Godz. 14. Rodzice właśnie wyszli do Panny T. na obiad zapoznawczy. Jednak impreza – z pewnym poślizgiem – doszła do skutku.

    – A ja? Mam głodny w domu siedzieć? Było uprzedzić – bym nie przyjeżdżał w tym tygodniu.

    – Masz w lodówce wczorajszą botwinę. Podgrzejesz sobie. Kartofle też są – usłyszałem od mamy.

    – Ładnie. Poskarżę się babce, że resztkami byłem karmiony.

Chata wolna – włączyłem płytę Anny German – nikomu nie przeszkadza, że muzyka leci tak ciut głośniej. Na spokojnie wsłuchuję się w teksty piosenek. Raz, drugi, trzeci… „Tańczące Eurydyki” w porównaniu z innymi tytułami już nie wydają mi się takie ciekawe.

Weekend na wsi – niedziela.

Godz. 16 Wprosiłem się – tak jakby – do Panny T. na kawę. Brat był z dziewczyną na niedzielnym obiedzie, potem posiedzieli jeszcze trochę i gdy zaczęli coś przebąkiwać o zbieraniu się do domu… 

    – To idziemy? – spytałem – Bo mam nadzieję, że to zaproszenie nadal aktualne.

Wiedziałem co prawda, że przez wczorajszą uroczystość Panna T. nie miała już głowy do pieczenia żadnego ciasta, ale pomyślałem, że przynajmniej obejrzę nowe gniazdko braciszka. I rzucę okiem na kolekcję CD, bo młodszy coś wspominał, że widział wśród innych płyt kompakt z przebojami A. German (znalazłem jakąś dziwną składankę).

    – Ależ oczywiście. – potwierdził braciszek.

Panna T. tylko się uśmiechnęła.

Poszedłem.

Wróciłem po czterech godzinach.

Było sympatycznie. Znalazły się nawet dwa kawałki ciasta (kupnego) z wczorajszego obiadu. 

Mieszkanie przyjemne. Kot Panny T. (roboczo zwany Brzydalem – w sumie nie dorobił się innego imienia niż Kot) to wesoły rozrabiaka. Trochę ciężko mu się tam żyje, bo drażnią biedaka dwa kanarki w klatce. Niestety nie potrafi się do nich dobrać, choć nieustanni próbuje. Największy sukces jaki odniósł to ściągniecie klatki (razem z obrusem) ze stolika na podłogę.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij