Babka głównie drzemie, więc mogę trochę odpocząć. Na obiad gotuję kopytka (czy też bardziej leniwe kluski). Wieczorem przeglądam gazety i wracam do „Historii sekretnej” Nienackiego. Kończę nocnym seansem z „Ritą”.
Posts Tagged ‘Rita’
Dzień dwa tysiące siedemset osiemdziesiąty trzeci (czwartek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, tagged babka, Dagome iudex, Historia sekretna, Netflix, Rita, Zbigniew Nienacki on 28 października 2021| 16 Komentarzy »
Dzień dwa tysiące siedemset siedemdziesiąty ósmy (sobota)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się ogląda, Łatka, tagged Netflix, Rita, zakupy on 23 października 2021| 10 Komentarzy »
Wstaję późno i nie zajmuje się niczym konkretnym. Zakupy o siedemnastej (pawilon Społem) i po dwudziestej trzydzieści (Biedronka). W nocy Netfix i „Rita”, zabawny serial o nauczycielce duńskiej podstawówki, atrakcyjnej czterdziestolatce z trójką dzieci.
Dzień trzysta dziewięćdziesiąty pierwszy (sobota)
Posted in babka, Lepszy rydz niż nic, tagged Algis, babka, ból głowy, goście z Wilna, przeziębienie, Rita, rodzina on 11 kwietnia 2015| 22 Komentarze »
Rano podałem babce lekkie śniadanie i wróciłem do łózka, chcąc przespać do końca męczący mnie od połowy nocy ból głowy. Ból wyjątkowo nie migrenowy, tylko jakby powiązany z przeziębieniem. Ale nie udało się. Przed dwunastą (11:40?) wyrwał mnie z niespokojnej drzemki (może i lekką gorączkę miałem) dzwonek domofonu.
– Tak? – wychrypiałem (nie do końca przytomnie) podnosząc słuchawkę.
– Dzień dobry.
„Pana K. jakieś licho przyniosło? – zdziwiłem się. – I po kiego grzyba?”
– Już otwieram.
Fakt zamieszkiwania na drugim pietrze dał mi kilka cennych sekund na ubranie się i zarzucenie kapy na rozbebeszone łózko.
Po chwili rozległo się stukanie do drzwi… i w przedpokoju pojawiła się cała gromada gości z Wilna.
Głos, który wziąłem za majstrowy (zmylił mnie twardy akcent) okazał się należeć do średniego z babcinych bratanków. Algis przyjechał z żoną, środkową córką i parą jej bliźniaków (8-9 lat) oraz jakimś facetem, którego tożsamość umknęła mi w ogólnym zamieszaniu powitania.
Niezapowiedziane wizyty bywają trochę kłopotliwe i żenujące. W mieszkaniu miałem lekki nieład, pod stołem w pokoju nadmiar pudeł z książkami. A przetrzebiona lodówka (ogólnie – kuchnia z zapasów) nie pozwalała poczęstować gości czymś więcej, niż kawą i herbatą. Z drugiej strony brak uprzedzającego telefonu pozwolił mi uniknąć kilkudniowego stresu nadmiernych i zbędnych przygotowań na przyjazd rodziny. Zbędnych, bo goście wpadli tylko na półtora (góra dwie) godziny. Posiedzieli akurat tyle, że babka – ucieszona i po staremu rozgadana (podekscytowana nieoczekiwaną wizytą zmobilizowała wszystkie siły) – nie zdążyła się zmęczyć ich obecnością. Emocje związane z wizytą trzymały ją do samego wieczoru i długo nie pozwoliły zasnąć. Zawsze to miło, gdy komuś chce się tłuc samochodem dziesięć godzin dla tak krótkiego spotkania.
Niedziela.
Posted in babka, Łatka, tagged Algis, Antanas, babka, dwukółka Sulky, Gierłoż, goście, kadryl sulek, niedziela, Rita, rodzice, Stado Ogierów w Kętrzynie, sulki, Walkiria 2011, Wilczy Szaniec, Witek, wizyta, XV Pokazy Konne on 24 lipca 2011| 4 Komentarze »
7:30 Goście zaczynają łazić po mieszkaniu, to i ja muszę wygrzebać się z pościeli.
8:00 Skromne śniadanie.
Towarzystwo twierdzi, że nie jest głodne, więc nie namawiam i nie zastawiam stołu zbyt obficie.
9:00 Stado Ogierów – trwa drugi dzień XV Pokazów Konnych oraz X Czempionatu Koni Zimnokrwistych. Pokazy zaczęły się z półgodzinnym opóźnieniem – w tym czasie łazimy po stajni oglądając konie. Później zaliczamy kadryl sulek, pokaz jazdy w damskim siodle ze skokami przez przeszkodę i jakieś marne, przegadane pokazy kaskaderskie.
10:30 Gierłoż – Wilczy Szaniec.
Witek chciał pokazać braciom kwaterę Hitlera. Zwiedzamy z rosyjskojęzycznym przewodnikiem.
W pobliskim Parku Miniatur Warmii i Mazur trwał piknik militarno-historyczny Walkiria 2011, ale nikt nie wyraził chęci obejrzenia dioram z II wojny światowej i rekonstrukcji potyczki.
– To dla dzieci. – stwierdziła Rita.
13:15 Wyjazd na wieś, do rodziców.
Samochód pięcioosobowy – planowałem wsadzić babkę jako pilota, a sam zostać w domu i schwycić wolną chwilę weekendu. Ale nie – babka wpadła w panikę. Że sobie nie poradzi, że źle drogę pokaże, że zasłabnie i w ogóle. Tak długo gadała o tym, że mam brać taksówkę i też jechać na wieś, że Witek – chcąc nie chcąc – zdecydował zapakować do auta cała naszą szóstkę.
U rodziców wiadomo – obiad, alkohol (odpuszczam sobie), konwersacja. Ojcu się mylą imiona gości, mama udowadnia, że z trzech języków którymi kiedyś władała dość biegle został się jej tylko polski, babka siedzi milcząca – lekko zmęczona, ale zadowolona z tego rodzinnego zgromadzenia.
17:40 Powrót do Kętrzyna.
Goście już nawet nie zachodzą na górę, tylko od razu chcą wracać do Wilna. Jeszcze ostatnie zakupy w pobliskim monopolowym (babka funduje – nie pomyśleliśmy wcześniej o żadnych upominkach), łzawe pożegnanie na ulicy i mamy spokój. Chociaż właściwie to nawet trochę szkoda, że wizyta babcinych bratanków trwała tak krótko. Jeszcze jeden nocleg i wyjazd w poniedziałek nie byłoby dla nas czymś zbyt uciążliwym.
Dzień sześćdziesiąty szósty (sobota).
Posted in babka, Z pamiętnika robola, Łatka, tagged Algis, Antanas, budowa w Ż., deskowanie, goście, majster, murowanie szczytu, obraz, pan K., Rita, Witek, śpiew przy stole on 23 lipca 2011| 8 Komentarzy »
3:37 Pobudka.
4:15 Majster (zaspał!).
4:35-14:05 Na budowie w Ż.
Deskowanie, trochę murowania kuchennego szczytu (uzbierało się dziesięć bloczków na same skosy).
14:25 W domu.
Goście już siedzą za stołem, odpoczywają po obiedzie. Przyjechali około południa, wszyscy trzej bratankowie babki i Rita, żona średniego. W prezencie przywieźli babce olejny obraz – widoczek z Wilna z kościołem św. Anny. Bardzo dobry wybór – powieszonym na ścianie obrazem babce będzie się bardzo łatwo pochwalić koleżankom.
16:00 Witek jedzie z babką na cmentarz, ja prowadzę resztę towarzystwa na piechotę. Wracamy dłuższym spacerem przez miasto.
17:00 Stół, czyli żarcie i gorzała.
Nie czuję się najpewniej w roli gospodarza. Problem sprawia mi zwłaszcza ustalenie odpowiedniego tempa polewania, w związku z czym osuszyliśmy do wieczora ledwo połowę flaszki. Mnie to wystarczyło, gościom chyba właściwie też, bo zaprawili się z lekka piwem już przy obiedzie. Pod koniec balowania towarzystwo dało niewielki koncert patriotycznych (zgaduję) pieśni. Babka swoim wątłym sopranem (coś jak u Florence Foster Jenkins) poprowadziła dwa basy młodszych bratanków.
Było całkiem sympatycznie, choć przez brak znajomości litewskiego zostałem wyłączony z większości rozmów. A może właśnie dlatego było miło, że nie musiałem zbyt dużo mówić?
21:30 Goście kładą się spać, a ja jeszcze przez godzinę myję w kuchni talerze i gary.



