Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Rita’

Babka głównie drzemie, więc mogę trochę odpocząć. Na obiad gotuję kopytka (czy też bardziej leniwe kluski). Wieczorem przeglądam gazety i wracam do „Historii sekretnej” Nienackiego. Kończę nocnym seansem z „Ritą”.

Read Full Post »

Wstaję późno i nie zajmuje się niczym konkretnym. Zakupy o siedemnastej (pawilon Społem) i po dwudziestej trzydzieści (Biedronka). W nocy Netfix i „Rita”, zabawny serial o nauczycielce duńskiej podstawówki, atrakcyjnej czterdziestolatce z trójką dzieci.

Read Full Post »

Rano podałem babce lekkie śniadanie i wróciłem do łózka, chcąc przespać do końca męczący mnie od połowy nocy ból głowy. Ból wyjątkowo nie migrenowy, tylko jakby powiązany z przeziębieniem. Ale nie udało się. Przed dwunastą (11:40?) wyrwał mnie z niespokojnej drzemki (może i lekką gorączkę miałem) dzwonek domofonu.
– Tak? – wychrypiałem (nie do końca przytomnie) podnosząc słuchawkę.
– Dzień dobry.
„Pana K. jakieś licho przyniosło? – zdziwiłem się. – I po kiego grzyba?”
– Już otwieram.
Fakt zamieszkiwania na drugim pietrze dał mi kilka cennych sekund na ubranie się i zarzucenie kapy na rozbebeszone łózko.
Po chwili rozległo się stukanie do drzwi… i w przedpokoju pojawiła się cała gromada gości z Wilna.
Głos, który wziąłem za majstrowy (zmylił mnie twardy akcent) okazał się należeć do średniego z babcinych bratanków. Algis przyjechał z żoną, środkową córką i parą jej bliźniaków (8-9 lat) oraz jakimś facetem, którego tożsamość umknęła mi w ogólnym zamieszaniu powitania.
Niezapowiedziane wizyty bywają trochę kłopotliwe i żenujące. W mieszkaniu miałem lekki nieład, pod stołem w pokoju nadmiar pudeł z książkami. A przetrzebiona lodówka (ogólnie – kuchnia z zapasów) nie pozwalała poczęstować gości czymś więcej, niż kawą i herbatą. Z drugiej strony brak uprzedzającego telefonu pozwolił mi uniknąć kilkudniowego stresu nadmiernych i zbędnych przygotowań na przyjazd rodziny. Zbędnych, bo goście wpadli tylko na półtora (góra dwie) godziny. Posiedzieli akurat tyle, że babka – ucieszona i po staremu rozgadana (podekscytowana nieoczekiwaną wizytą zmobilizowała wszystkie siły) – nie zdążyła się zmęczyć ich obecnością. Emocje związane z wizytą trzymały ją do samego wieczoru i długo nie pozwoliły zasnąć. Zawsze to miło, gdy komuś chce się tłuc samochodem dziesięć godzin dla tak krótkiego spotkania.

Read Full Post »

7:30 Goście zaczynają łazić po mieszkaniu, to i ja muszę wygrzebać się z pościeli.
8:00 Skromne śniadanie.
Towarzystwo twierdzi, że nie jest głodne, więc nie namawiam i nie zastawiam stołu zbyt obficie.
9:00 Stado Ogierów – trwa drugi dzień XV Pokazów Konnych oraz X Czempionatu Koni Zimnokrwistych. Pokazy zaczęły się z półgodzinnym opóźnieniem – w tym czasie łazimy po stajni oglądając konie. Później zaliczamy kadryl sulek, pokaz jazdy w damskim siodle ze skokami przez przeszkodę i jakieś marne, przegadane pokazy kaskaderskie.
10:30 Gierłoż – Wilczy Szaniec.
Witek chciał pokazać braciom kwaterę Hitlera. Zwiedzamy z rosyjskojęzycznym przewodnikiem.
W pobliskim Parku Miniatur Warmii i Mazur trwał piknik militarno-historyczny Walkiria 2011, ale nikt nie wyraził chęci obejrzenia dioram z II wojny światowej i rekonstrukcji potyczki.
– To dla dzieci. – stwierdziła Rita.
13:15 Wyjazd na wieś, do rodziców.
Samochód pięcioosobowy – planowałem wsadzić babkę jako pilota, a sam zostać w domu i schwycić wolną chwilę weekendu. Ale nie – babka wpadła w panikę. Że sobie nie poradzi, że źle drogę pokaże, że zasłabnie i w ogóle. Tak długo gadała o tym, że mam brać taksówkę i też jechać na wieś, że Witek – chcąc nie chcąc – zdecydował zapakować do auta cała naszą szóstkę.
U rodziców wiadomo – obiad, alkohol (odpuszczam sobie), konwersacja. Ojcu się mylą imiona gości, mama udowadnia, że z trzech języków którymi kiedyś władała dość biegle został się jej tylko polski, babka siedzi milcząca – lekko zmęczona, ale zadowolona z tego rodzinnego zgromadzenia.
17:40 Powrót do Kętrzyna.
Goście już nawet nie zachodzą na górę, tylko od razu chcą wracać do Wilna. Jeszcze ostatnie zakupy w pobliskim monopolowym (babka funduje – nie pomyśleliśmy wcześniej o żadnych upominkach), łzawe pożegnanie na ulicy i mamy spokój. Chociaż właściwie to nawet trochę szkoda, że wizyta babcinych bratanków trwała tak krótko. Jeszcze jeden nocleg i wyjazd w poniedziałek nie byłoby dla nas czymś zbyt uciążliwym.

Read Full Post »

3:37 Pobudka.
4:15 Majster (zaspał!).
4:35-14:05 Na budowie w Ż.
Deskowanie, trochę murowania kuchennego szczytu (uzbierało się dziesięć bloczków na same skosy).
14:25 W domu.
Goście już siedzą za stołem, odpoczywają po obiedzie. Przyjechali około południa, wszyscy trzej bratankowie babki i Rita, żona średniego. W prezencie przywieźli babce olejny obraz – widoczek z Wilna z kościołem św. Anny. Bardzo dobry wybór – powieszonym na ścianie obrazem babce będzie się bardzo łatwo pochwalić koleżankom.
16:00 Witek jedzie z babką na cmentarz, ja prowadzę resztę towarzystwa na piechotę. Wracamy dłuższym spacerem przez miasto.
17:00 Stół, czyli żarcie i gorzała.
Nie czuję się najpewniej w roli gospodarza. Problem sprawia mi zwłaszcza ustalenie odpowiedniego tempa polewania, w związku z czym osuszyliśmy do wieczora ledwo połowę flaszki. Mnie to wystarczyło, gościom chyba właściwie też, bo zaprawili się z lekka piwem już przy obiedzie. Pod koniec balowania towarzystwo dało niewielki koncert patriotycznych (zgaduję) pieśni. Babka swoim wątłym sopranem (coś jak u Florence Foster Jenkins) poprowadziła dwa basy młodszych bratanków.
Było całkiem sympatycznie, choć przez brak znajomości litewskiego zostałem wyłączony z większości rozmów. A może właśnie dlatego było miło, że nie musiałem zbyt dużo mówić?
21:30 Goście kładą się spać, a ja jeszcze przez godzinę myję w kuchni talerze i gary.

Read Full Post »

« Newer Posts

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij