Wrócę pewnie w środę pod wieczór. Albo w czwartek rano.
Posts Tagged ‘One charming night’
Czasoumilacz
Posted in Się słucha, Łatka, tagged czasoumilacz, Henry Purcell, komunikat, One charming night, Pieter De Praetere, plany, Thomas Langlois, wilegiatura on 21 października 2025| 14 Komentarzy »
Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii
Posted in Dorzutki, Na szybkiego, YouTUBE, tagged Antonio Banderas, Black Butterfly, Czarny motyl, David Hansen, dialog, Duch i Mrok, LGBTQiA, mama, One charming night, The Ghost and the Darkness, TVP2, Val Kilmer on 17 Maj 2025| 31 Komentarzy »
Bardziej by tu pasował klip z reklamą Znaku¹, który blog mi przypomniał (ze względu na kominiarza zapewne) przy okazji poprzedniego wpisu, ale że redakcja materiał ukryła (i wcale się nie dziwię ) zmieniając jego status na „prywatny”, niech będzie (ponownie) Henry Purcell z The Fairy Queen i „One Charming Night” w wykonaniu Davida Hansena.
_____
¹ Ciekawych (ciekawskich?) odsyłam do Web.Archive → Zbędna fatyga
+
Wracając przed dwudziestą z Biedronki pomyślałem, że może jednak niepotrzebnie podsunąłem mamie pomysł obejrzenia „Czarnego motyla” (Black Butterfly, 2017) z podstarzałym Banderasem.
– A nie będzie to za bardzo krwawe? – zaniepokoiła się mama. – Bo ja później mam w nocy koszmary po takich zbyt brutalnych filmach.
– No, raczej film był dość realistyczny – rzuciłem uspokajająco. – Najwyżej przełączy mama na Eurowizję.
Sam oglądam – chyba po raz pierwszy – „Ducha i Mrok” (The Ghost and the Darkness, 1996) z Valem Kilmerem.
One Charming Night
Posted in Forum, Lepszy rydz niż nic, Się słucha, YouTUBE, tagged babka, ból głowy, bełkot, blogowanie, Coca-Cola, David Hansen, Forum Homogenizowane, Henry Purcell, Kaśka, minimalizm, notatki, One charming night, rodzina, takie ta, The Fairy Queen on 26 kwietnia 2021| 18 Komentarzy »
I nic innego dziś nie będzie.
Chociaż coś tam zacząłem już pisać. Wielki pean na cześć minimalizmu¹. Który miał się skończyć konkluzją, że fizyczność (typu odwiedzanie grobów bliskich) jest nieistotna, bo najważniejsza jest wdzięczna, żywa pamięć i to, co się ma w sercu. Ale zabrakło mi zapału, by dociągnąć rzecz do końca. I głowa mnie rozbolała. Od spadku ciśnienia ani chybi. Albo przez niedostatek cukru, bo lekarstwem okazało się wypicie butelki Coca-Coli. Trzech kubków (pojemność kubka 400 ml) dokładniej. W każdym razie głowa przestała mnie boleć, ale chęć do pisania nie wróciła. Zresztą tekst i tak miało być na forum, a dzisiejszą blotkę chciałem załatwić wrzutem zdjęcia kartki, która przyszła tydzień temu.
To „One Charming Night” jest w sumie takie dość plugawe, jeśli się zastanowić przez chwilę nad treścią.
__________
¹ Minimalizm? No w sumie…
Mam kuzynkę minimalistkę.
Kiedyś, jak była jeszcze materialistką, bardzo często najeżdżała nas w wakacje i bywało:
– Ooo… Jakie ładne nowe ręczniki – krzyczała w zachwycie po otworzeniu szafy. – I jaki duży babcia ma zapas…
– To weź sobie dziecko kilka – odpowiadała babka, która z wiekiem zaczęła się skłaniać ku minimalizmowi. – Mnie i stare wystarczą.
Albo.
– Ooo… Jakie ładne bursztynowe korale! Mogę przymierzyć, babuniu?
– Możesz, możesz – odpowiadała babka. – Albo nawet weź, jeśli chcesz. Ja i tak nie nosze żadnej biżuterii, więc one tylko tutaj leżą niepotrzebnie.
Przed powrotem kuzynki do domu powtarzał się przeważnie dialog typu:
– Na Śląsk mamy taki kawał drogi… Trzeba koniecznie zajechać na stację i zatankować bak do pełna, żeby nam paliwa gdzieś w trasie nie zabrakło.
– A dużo wydajecie na to paliwo? – martwiła się od razu babka. – Jak wam dam tysiąc złotych, to wystarczy?
– I może byśmy jeszcze po drodze zajechali na nad morze… – zastanawiała się głośno kuzynka. – Kilka dni urlopu jeszcze zostało, można by wykorzystać je do końca, a już jesteśmy tak blisko Bałtyku…
– To dorzucę wam jeszcze kilka złotych – mówiła od razu babka. – Żebyście mieli za co zatrzymać się nad morzem. Tysiąc złotych na kwatery to nie będzie za mało?
A później przyszedł zawale i babka całkiem straciła zainteresowanie sprawami materialnymi.
– Listonosz emeryturę przyniósł – mówiłem.
– To odbierz – odpowiadała babka. – Ja i tak na zakupy już nie wychodzę, więc sam odbieraj, przeliczaj i pilnuj, żeby się wszystko zgadzało.
– Gwiazdka się zbliża – przypominałem. – Może chce babcia coś wysłać wnuczce?
– A czy im to w ogóle potrzebne? – pytała babka. – Zbudowali dom na wsi, mają trzy samochody na trzy osoby, wszyscy pracują, w wakacje jeżdżą za granice, na święta w góry… Wystarczy sama kartka z życzeniami.
– Skoro babcia tak uważa… – przytakiwałem skwapliwie, a chytrze.
Na szczęście w tym czasie kuzynka też musiała przejść wewnętrzną przemianę. Wnioskując ze zdjęć, które podglądałem u ciotki, porzuciła zainteresowania materialne (dom jak był urządzony, tak pozostał), a skoncentrowała bardziej na rozwoju wewnętrznym i podróżach zagranicznych. Czemu sprzyjał fakt, że jej córka zadomowiła się na dobre we Francji i lubiła pokazywać rodzicom tamtejsze rejony. Kontakt z kuzynką ograniczył się do rozmów telefonicznych. Dwóch zasadniczo, przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem („Dostałam waszą kartkę, ale nie mamy poczty na wsi, więc dzwonię….”). A później babkę położyło złamanie i się całkiem rozsypała, więc kuzynka przestała dzwonić nawet przy okazji świąt, żeby jej dodatkowo nie męczyć koniecznością…
Dzień #2598 .
I tak właśnie wyglądają zazwyczaj moje zapiski na papierze. Bełkot i chaos.



