Po co?… Na co?… Dla kogo?
Aleksander Fredro,
Trzy po trzy
Ciepło i wilgotno.
Czwartek
W dzień wizyta mamy. Po piętnastej cmentarz i porządki na grobie dziadka (wyrzucam chryzantemę i utykam w donicy świerkowe gałęzie w kompozycji a la choinka).
Piątek
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Jeszcze jednak kartka z życzeniami świąteczno-noworocznymi. Od Danki, bratanicy babki. Pewnie wysłała dopiero w odpowiedzi na nasze życzenia, a że z Litwy, to i szła długo.

Ciotka Janka dzwoni powiedzieć, że jej męża wypiszą ze szpitala najpewniej już w poniedziałek (zawał, zatkane żyły, stenty… – mój mózg się chyba wyłącza, gdy zaczynają się tematy związane z chorobą i służbą zdrowia, bo chociaż słucham niewiele z tego zapamiętuję).
Sobota
Od piętnastej czekanie na kolędę. Co i raz słychać, jak na klatce schodowej spotykają się rozemocjonowane sąsiadki. „Szu, szu, szu… – rozmawiają podekscytowane – czy już?… a gdzie teraz… to długo jeszcze?…” Normalnie jakbym się cofnął o dwadzieścia lat – babka i jej zmarłe koleżanki zachowywały się identycznie. Nastoletni ministrant zjawił się tuż przed siedemnastą, a niewiele starszy wikary może kwadrans po nim.
Niedziela
Śpimy dużo (babka ciut więcej) i jemy niewiele (i tu też babka prowadzi). Netuję słuchając radia (PR2) i pobudzając apetyt na zakupy przeglądaniem płyt na Amazonie (ceny niezachęcające) i w EMPiK-u (wybór niedostateczny).



