
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Zgodnie z zapowiedziami śnieży przez noc i połowę dnia, dzięki czemu miejscami mamy zaspy do połowy łydki i trochę prawdziwej, białej zimy. Mrozi umiarkowanie. -3°C.
W południe mam przez półtorej godziny Barbarę, która po wizycie u lekarza (zwolnienie do 9 stycznia) wpadła na herbatę i żeby poczekać na koleżankę, z którą wraca do domu. Rozmawiamy nieintensywnie.
Po czternastej przejaśnia się na tyle, że wychodzę na zakupy do największej kętrzyńskiej Biedronki. Po drodze zaglądam do dziadków i zapalam znicze, których nie zdążyłem zanieść przed świętami. Do Biedronki idę głównie po Kinder Niespodziankę do sylwestrowej wróżby, ale trafiłem na mleko w promocji, więc wracam nieźle objuczony. W skrzyniach z makulaturą jest jeszcze sporo książek, ale już dobrze przebranych. Mimo dokładnego przejrzenia czterech koszy nie znalazłem nawet jednego tytułu, który by mnie zaciekawił. Chodniki są już z grubsza odśnieżone, ale idzie się dość ciężko i cała wyprawa do Smart Park Kętrzyn zajęła mi dwie godziny. Robię po drodze sporo zdjęć, ale wyszły zupełnie nieciekawe. Wieczorem na Facebooka wrzuciłem tylko dwa albumy ze świątecznego spacerowania po lesie. W pierwszym dałem fotki brata (21 z dwóch dni), w drugim własne (108 tylko dlatego, że bateria w aparacie padła mi przedwcześnie, nawet nie w połowie spaceru). Liczba zdjęć, nawet lepiej od jakości¹, świadczy o różnicach w naszym podejściu do fotografowania.
W planach na noc mam jeszcze obejrzenie finałowego odcinka „Heated Rivalry”, który na branżowych stronach jest tak mocno chwalony, że aż się obawiam spotkania z tym arcydziełem.
_________
¹ Wszystkie moje fotki są jednakowo śliczne, więc się nawet nie silę na przebieranie w urobku.





