Rano Bank Pocztowy i zamykanie konta, formalności na pięć minut, ale wcześniej ponad godzinę czekania aż kobieta, która przyszła wcześniej, załatwi swoje sprawy kredytowe. Dobrze, że poczta bogato zaopatrzona w asortyment dóbr wszelakich. Kupiłem schłodzoną w lodówce wodę mineralną, bo nie spodziewałem się kolejki i nie tylko śniadania przed wyjściem z domu nie zjadłem, ale nawet szklanki wody nie wypiłem.
Po piętnastej zachodzę do biblioteki wypożyczyć coś z nowości. Pani Barbara nie przejawia chęci do rozmowy, więc po wymianie powitalnych grzeczności w milczeniu przeglądam regał z ostatnimi nabytkami. W sumie sam mogłem zainicjować jakąś konwersację, nawet chyba wypadało powiedzieć, że polecane przez nią „Akwarium” było niezłą lekturą, niestety przyszło mi to do głowy dopiero przy wychodzeniu z zamku.
Dzień jest słoneczny, przyjemnie ciepły, więc przed powrotem do domu przysiadam jeszcze na godzinę na ławce za blokiem i zagłębiam w tomie klasycznej fantastyki, czyli wydanej przez Rebis w nowym przekładzie powieści Cliforda D. Simaka „Czas jest najprostszą rzeczą”. Już po kilku stronach konstatuje z ulgą, że nadal czyta się to z przyjemnością. A zachodzące na świecie coraz szybciej w ostatnich czasach zmiany każą się zastanawiać, czy największym anachronizmem powieści nie jest fakt, że autor jedną z bohaterek uczynił dziennikarką.
Na obiad dojadam niedzielne placki ziemniaczane, w związku z czym na pytanie mamy (zadzwoniła specjalnie po osiemnastej, żeby się dowiedzieć) „Jak babka?” mogę odpowiedzieć jedynie „Nadal nie wiem”. Ale jaka by nie była – zjem.
Posts Tagged ‘bank’
Dzień trzy tysiące sześćdziesiąty czwarty (piątek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, tagged bank, cukier, dialog, Grażyna, pogoda, widokówka, zakupy on 5 sierpnia 2022| 30 Komentarzy »
31°C. Reszta jak w czwartek, tylko bardziej oszczędnie z wydatkowaniem energii.
Po osiemnastej wychodzę do apteki po bawełniane kompresy. W skrzynce oprócz kartki od Grażyny i nowego numeru Repliki leży zaproszenie z banku do wzięcia kredytu, wniosek do wypełnienia, tylko wpisać co trzeba i zanieść. Doprawdy słodkie.
Po dwudziestej robię większe zakupy w Gamie (d. Nemezji), głównie soki i mleko.
– Miewacie cukier – pytam przy kasie.
– Sporadycznie i niewiele – słyszę w odpowiedzi.
Może trzeba się jednak było schylić w Żabce.
Dzień dwa tysiące dziewięćset sześćdziesiąty drugi (poniedziałek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się ogląda, Łatka, tagged 13 Ulica, bank, Koroner, mama on 25 kwietnia 2022| 10 Komentarzy »
Mama od jedenastej do piętnastej. Dostała wolne na wyjazd, żeby mogła założyć konto bankowe. Cztery godziny zleciały błyskawicznie. Zwłaszcza, że wizyta w banku zajęła nam prawie sześćdziesiąt minut (wliczając spacer w obie strony i podwójne zakupy, w zieleniaku oraz w Gamie). Wieczorem mam ostatni odcinek „Koronera”. Ciekawe, czy dadzą w to miejsce coś pod mój gust, bo powoli kończą mi się wszystkie oglądane seriale.
Dzień dwa tysiące dwieście dziewięćdziesiąty trzeci (czwartek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Łatka, tagged bank, pogoda, stały meldunek, zakupy on 25 czerwca 2020| 4 Komentarze »
Byłoby najlepiej przeleżeć cały dzień plackiem czekając na zmrok i wieczorny chłodek.
+
Wizyta w ratuszu przed śniadaniem. Zmobilizowałem się wreszcie i przemeldowałem na stałe pod adres babki. Po trzynastej wizyta w banku i uaktualnienie danych tyczących zamieszkania, bo się okazało, że przez net zrobić tego nie mogę. Po dwudziestej zakupy w pawilonie. Wracam z torbą pełną soków i mleka. Niestety dopiero w domu widok pustej cukierniczki na stole przypomniał mi, że miałem wziąć też cukier.
Dzień siedemset dziewięćdziesiąty szósty (piątek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Łatka, tagged bank on 20 Maj 2016| 4 Komentarze »
Przed obiadem spędzam blisko godzinę w banku. Na zakończenie współpracy podpisuję jakieś umowy, które powinny były być, ale ich nie było. A później coś się zawiesiło w systemie i muszę siedzieć i czekać.
Wyciąganie od klientów kasy idzie bankowcom zdecydowanie sprawniej, niż jej oddawanie.



