Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘bank’

Rano Bank Pocztowy i zamykanie konta, formalności na pięć minut, ale wcześniej ponad godzinę czekania aż kobieta, która przyszła wcześniej, załatwi swoje sprawy kredytowe. Dobrze, że poczta bogato zaopatrzona w asortyment dóbr wszelakich. Kupiłem schłodzoną w lodówce wodę mineralną, bo nie spodziewałem się kolejki i nie tylko śniadania przed wyjściem z domu nie zjadłem, ale nawet szklanki wody nie wypiłem.
Po piętnastej zachodzę do biblioteki wypożyczyć coś z nowości. Pani Barbara nie przejawia chęci do rozmowy, więc po wymianie powitalnych grzeczności w milczeniu przeglądam regał z ostatnimi nabytkami. W sumie sam mogłem zainicjować jakąś konwersację, nawet chyba wypadało powiedzieć, że polecane przez nią „Akwarium” było niezłą lekturą, niestety przyszło mi to do głowy dopiero przy wychodzeniu z zamku.
Dzień jest słoneczny, przyjemnie ciepły, więc przed powrotem do domu przysiadam jeszcze na godzinę na ławce za blokiem i zagłębiam w tomie klasycznej fantastyki, czyli wydanej przez Rebis w nowym przekładzie powieści Cliforda D. Simaka „Czas jest najprostszą rzeczą”. Już po kilku stronach konstatuje z ulgą, że nadal czyta się to z przyjemnością. A zachodzące na świecie coraz szybciej w ostatnich czasach zmiany każą się zastanawiać, czy największym anachronizmem powieści nie jest fakt, że autor jedną z bohaterek uczynił dziennikarką.
Na obiad dojadam niedzielne placki ziemniaczane, w związku z czym na pytanie mamy (zadzwoniła specjalnie po osiemnastej, żeby się dowiedzieć) „Jak babka?” mogę odpowiedzieć jedynie „Nadal nie wiem”. Ale jaka by nie była – zjem.

Read Full Post »

31°C. Reszta jak w czwartek, tylko bardziej oszczędnie z wydatkowaniem energii.
Po osiemnastej wychodzę do apteki po bawełniane kompresy. W skrzynce oprócz kartki od Grażyny i nowego numeru Repliki leży zaproszenie z banku do wzięcia kredytu, wniosek do wypełnienia, tylko wpisać co trzeba i zanieść. Doprawdy słodkie.
Po dwudziestej robię większe zakupy w Gamie (d. Nemezji), głównie soki i mleko.
– Miewacie cukier – pytam przy kasie.
– Sporadycznie i niewiele – słyszę w odpowiedzi.
Może trzeba się jednak było schylić w Żabce.

Read Full Post »

Po południu, korzystając z obecności Barbary (rano miała prześwietlenie kręgosłupa) dzwonię do banku z reklamacją. Mama założyła konto 25 kwietnia, a nadal nie dostała karty, którą mieli przesłać pocztą. Od tygodnia już codziennie pytała listonosza, czy nic dla niej nie ma i słyszała niezmiennie, że nie. Konsultantka stwierdziła, że nawet uwzględniając majowy weekend to faktycznie trochę za długo trwa – pierwszą kartę zablokowała i zapowiedziała wysyłkę nowej.
– I ta karta przyjdzie normalnie pocztą jako zwykły list? – upewniła się jeszcze bratowa.
– Tak. Powinna dotrzeć do końca przyszłego tygodnia. Proszę sprawdzać skrzynkę.
– Teraz chyba sprawdzała? – spytałem Barbary, odkładając telefon.
– Pojęcia nie mam.
Zadzwoniłem na wieś.
– A sprawdzała mama, czy nic nie ma w skrzynce na drzwiach?
– Przecież zawsze jestem w domu, jak listonosz chodzi z pocztą. Ale zobaczę…
Dwa tygodnie temu musiała jednak nie być – może akurat podkładała do pieca w kotłowni? – bo okazało się, że karta jednak już jest.
Ale teraz i tak trzeba już czekać na drugą.
+
I jeszcze tak czysto informacyjnie – bo się nie czuję na siłach do dalszego pisania (i chyba też ogólnie do pisania na takie tematy) – o siedemnastej byłem w bibliotece na spotkaniu autorskim z dwójką polskich poetów.
Niektórzy lubią poezję. Niektórzy. Ja raczej tak średnio.
Ale Poetkę znam z zamierzchłej przeszłości, to się wybrałem. I spotkałem ją na schodach biblioteki (bo przy okazji książki chciałem też zwrócić i wspinałem się do wypożyczalni dla dorosłych) i nie poznałem, że to ona.
– Cześć! – rzuciła Poetka schodząca do czytelni na piętrze.
– Cześć – odpowiedziałem automatycznie, ale dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, z kim się mijam. – Ooo… Nie poznałem… Chyba przez te długie włosy…
„A może bardziej przez okulary w futerale zamiast na własnym nosie?”.
Łysawy brodacz – jak się później okazało Poeta – idący za Poetką zaśmiał się lekko. A może kaszlnął?
– Wpadniesz na spotkanie? – spytała Poetka.
– Mam taki zamiar.
– To do zobaczenia.
[gdyby to było na papierze tutaj oberwałbym kartkę, że niby coś dalej jeszcze napisałem, ale przepadło]

Read Full Post »

Mama od jedenastej do piętnastej. Dostała wolne na wyjazd, żeby mogła założyć konto bankowe. Cztery godziny zleciały błyskawicznie. Zwłaszcza, że wizyta w banku zajęła nam prawie sześćdziesiąt minut (wliczając spacer w obie strony i podwójne zakupy, w zieleniaku oraz w Gamie). Wieczorem mam ostatni odcinek „Koronera”. Ciekawe, czy dadzą w to miejsce coś pod mój gust, bo powoli kończą mi się wszystkie oglądane seriale.

Read Full Post »

Wiosna na całego. Na dworze słonecznie i ciepło, 20°C w cieniu. Wyciągam z szafy letnią kurtkę i wietrzę mieszkanie zostawiając lekko uchylone drzwi na balkon. Po trzynastej wpadła Barbara. Korzystam z okazji i daję jej kartkę z życzeniami dla Kunegundy, która kończy dziś szesnaście lat. Pomysł z kartką pod wpływem chwili (bratowa wiezie córce tort od Mistrza Jana), więc korzystam z tego, co mam w szufladzie – kartka jest wściekle różowa, z tęczowym jednorożcem i adekwatnie kiczowatymi życzeniami (rym częstochowskie typu różyczki-księżniczki).
Komputer odpalam dopiero przed szesnastą i po wejściu na blog przezywam lekki szok. Uwolniłem się od monitów o przedłużenie subskrypcji rozszerzonej wersji WordPressu (z w wtyczką klasycznego edytora tekstu), odzyskałem stary adres… i straciłem wszystkie blogowe wpisy i komentarze, które zostały dodane od 12 marca.
Kiedyś poszedłem do banku z nadmiarem kasy, której babka wolała nie trzymać w domu. Miła pani w okienku poradziła życzliwie, żeby zamiast zakładać marnie oprocentowaną lokatę, z której jeszcze trzeba zapłacić haracz w postaci podatku Belki (dziękuję ci, o SLD, nasza kochana lewico¹) rozsądniej będzie zainwestować w fundusz, który obracając moimi pieniędzmi na giełdzie zapewni mi godziwy zarobek. Naiwnego frajera nawet nie trzeba było długo przekonywać. Zainwestowałem. A po kilku latach, gdy postanowiłem skorzystać z owoców tej inwestycji okazało się, że z dwu tysięcy zapłaconych za akcję, czy udziały w funduszu zrobiło mi się 1500 złotych.
Teraz coś podobnego spotkało mój blog, tylko straty (też finansowe) są o wiele mniejsze. I niestety tym razem nikt mnie do niczego nie namówił, sam zapragnąłem luksusów i poprawy jakości strony. Ba! Nawet zostałem ostrzeżony o konsekwencjach rezygnacji z usługi.

In order to cancel Business plan, we must revert it back to the point when you installed your first plugin or custom theme on March 12, 2021.
Your site’s content, theme, and customizations, such as widgets and menus, will return to the state they were in on this date. This process will also remove all plugins and custom themes, as well as any content added through them, and you will no longer be able to add plugins or custom themes to this site unless you upgrade again in the future.
Please let us know if you would like to proceed with this process and whether you would like to preserve any content added while on the Business plan.
Ale nie dość dokładnie wczytałem się w tekst otrzymany mailem. A teraz mam, co mam.

Chwila rozluźnienia, braku czujności i są straty. Niewielkie co prawda i do odrobienia (w zasadniczej większości), ale są.
W niedzielę nawet przez chwilę myślałem żeby zrobić kopię ostatnich wpisów, ale zasiedziałem się przed telewizorem i wyleciało mi to z głowy. Poprzednia była robiona 12 kwietnia, więc straciłem wszystko po tej dacie. Tekst blotek wciągnę z brudnopisu w wordzie, ale komentarzy nie odzyskam. Szkoda.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Wcześniej (prawie na gorąco) i trochę inaczej, ale zasadniczo o tym samym i tak samo: Jestem w szoku! (rozmowa ze Świechną)²
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Pamiątką poniedziałkowego zamieszania nowa kategoria: Przepraszamy remanent²
_____________________
¹ Pewnie gdy do władzy dorwie się wreszcie Razem, spragnione sprawiedliwości społecznej i rozkułaczania burżujów, dostanę po plecach podatkiem katastralnym, który mnie zmusi do sprzedania mieszkania i przeprowadzki na stare lata pod jeden z kętrzyńskich mostów.
² Dodane 2021.04.20

Read Full Post »

Byłoby najlepiej przeleżeć cały dzień plackiem czekając na zmrok i wieczorny chłodek.
+
Wizyta w ratuszu przed śniadaniem. Zmobilizowałem się wreszcie i przemeldowałem na stałe pod adres babki. Po trzynastej wizyta w banku i uaktualnienie danych tyczących zamieszkania, bo się okazało, że przez net zrobić tego nie mogę. Po dwudziestej zakupy w pawilonie. Wracam z torbą pełną soków i mleka. Niestety dopiero w domu widok pustej cukierniczki na stole przypomniał mi, że miałem wziąć też cukier.

Read Full Post »

Przed obiadem spędzam blisko godzinę w banku. Na zakończenie współpracy podpisuję jakieś umowy, które powinny były być, ale ich nie było. A później coś się zawiesiło w systemie i muszę siedzieć i czekać.
Wyciąganie od klientów kasy idzie bankowcom zdecydowanie sprawniej, niż jej oddawanie.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij