6°C. Deszczowo.
Dzień długi¹ i postawiony na głowie z powodu przedpołudniowego pogrzebu, na który czuję się zobowiązany² wybrać. I jeszcze na stypę dałem się zaprosić, co już całkiem zaburzyło mój rozkład posiłków, bo przed dwunastą mogę przekąsić drugie śniadanie (albo nawet dopiero pierwsze, kanapkę do kawy), a nie obfity obiad.
Wieczorem otwieram przesyłkę z nowym numerem NF, ale nawet nie zaglądam do kawałka prozy Sapkowskiego z nowej książki o wiedźminie. Wiem, że mało tego, więc nie ma co się spieszyć. Zresztą teraz już bardziej czekam na kontynuację opowieści z meekhańskiego pogranicza niż przygody młodego Geralta⁴.
_________
¹ Paweł mi zrobił pobudkę przed piątą.
² Określenie właściwie nie do końca adekwatne. W sumie nie bardzo potrafię określić, co mną kierowało. Na pewno nie chęć pożegnania z nieboszczykiem, którego za życia spotkałem może ze dwa razy. Zresztą zmarły był już w urnie, więc praktycznie tak, jakby go w ogóle nie było. W trakcie uroczystości utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że te ceremonie z urną są bezsensowne, a już zwłaszcza końcowe teatralnie napuszone składanie urny do grobu.
W każdym razie poszedłem, bo nic nie stało na przeszkodzie bym wziął w pogrzebie udział. Pomyślałem, że frekwencja będzie pewnie marna (i była, przyszło czternaście osób), bo mało kto, oprócz najbliższej rodziny, chodzi na pogrzeby dziewięćdziesięciolatków. A zawsze to rodzinie raźniej, gdy jest więcej ludzi. I chyba było, przynajmniej wdowie, bo dziękowała wylewnie – w krótkiej przerwie na rozprostowanie nóg między różańcem, a mszą pogrzebową – za moją obecność.
³ Rosół oraz sztandarowe polskie drugie danie: ogromniasty schabowy z ziemniakami i kapustą. A na finał, w ramach deseru, mikroskopijny kawałek niesłodkiego sernika. Zjadłem dwa kawałki ciasta, bo Kunegunda, dokładnie przemoczona już przed pogrzebem (przemaszerowała kawał drogi ze szkoły do kaplicy przy cmentarzu bez parasola), wybyła ze stypy przed deserem, a i tak prawie nie poczułem smaku tego wypieku. Za to kotlet (wspominałem już, że nie jestem fanem schabowych kotletów?) leżał mi na żołądku do późnego wieczora.
⁴ W sumie jeszcze nie wiem, czy kupię „Rozdroże kruków”. SuperNOWA tak fatalnie wydaje swoje książki, że nie bardzo chce się to brać do ręki. No i „Sezon burz” nadal mam nieprzeczytany.





