Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Rusinkowa’

Ponoć miało być jakieś ocieplenie, ale na razie mróz trzyma twardo. Ze wsi dobiegają optymistyczne wieści. Sąsiadka przed kłótnią o kota dzwoniła do weterynarza i dowiedziała się, że pewnie będzie trzeba wozić zwierzaka na zastrzyki. Czyli wmawiając mamie, że kot jest maminy, nie konfabulowała, a kierowała się jedynie zdrowym racjonalizmem i oszczędnością. Jak zwykle zresztą. A już się obawiałem, że to może jakiś objaw demencji czy innej choroby. Co do samego kota – po południu bratowa zabrała go z lecznicy i przywiozła do domu. Ku zadowoleniu mamy i radości kota, która niestety nie trwała zbyt długo, bo szybko się przekonał, że zamienił jedynie areszt weterynaryjny na domowy (ma jeszcze kilka tabletek do połkniecie w ciągu najbliższego tygodnia i powinien siedzieć w ciepłym). Ciężko to znosi i nie wiadomo, czy mama nie będzie musiała się ugiąć i pozwolić mu chociaż na noclegi w kotłowni i buszowanie po piwnicach.

Read Full Post »

W nocy długo nie mogę zasnąć. Rano budzi mnie dopiero telefon mamy. Rozmawiamy krótko, bo mama na głowie ma rodzinę i rozwój afery z kotem. Po jedenastej wychodzę po chleb, ale najpierw kupuję u Chińczyka nową myszkę. W starej ledwo dychającej wysiadła rolka do skrolowania i to była kropla przepełniająca kielich. Po trzynastej mama dzwoni drugi raz, pogadać dłużej i na spokojnie. W znaczeniu – bez słuchaczy, bo emocje nadal ją trzymają i musi ponarzekać na podłość sąsiadki, która na pytanie „Kiedy wreszcie zawiezie kota do weterynarza?” stwierdziła „Ale przecież to twój kot!”.
– Co za bezczelna baba! – emocjonuje się mama. – Jak był zdrowy to „Popiołek kochany…”. A nawet nie spytała, czy chcę koty¹ w bloku. Jak powiedziałam ojcu, że możemy go adoptować, ale niech go nie okalecza, to nie, musiała postawić na swoim, zawieźć do weterynarza i wykastrować. A teraz mówi, że to mój kot! Tak, ojciec go hołubił i to był jego pupilek, a ja karmię. Ale co miałam robić, skoro zaczęła kotkę wołać do mieszkania i tylko jej dawała jeść? Przecież nie będzie zwierzak chodził głodny. Wygarnęłam babsztylowi wszystko, co o niej myślę!
– Ale kulturalnie, mam nadzieję, się obyło? Nie rzucała mama wyrazami?
– Kulturalnie. Niech chodzi nadęta i się najlepiej w ogóle do mnie nie odzywa!
– A do którego weterynarza Barbara zabrała kota?
– Nie wiem. Jej sąsiad jechał akurat odebrać swoją kotkę, to pojechała razem z nim. Jak się nie da już kota wyleczyć, to niech go chociaż uśpią, bo zwierzak nie może się tak męczyć.
Po dziewiętnastej wychodzę na spacer, pierwszy po tygodniowej przerwie. Nawet zbyt mocno się nie ślizgam w zimowych butach, ale do spacerów chyba będę nakładał wojskowe trepy.
Dzień kończę chwilą z Brombą (nie wiedziałem, że Zwierzątko Mojej Mamy jest samczykiem!) i piątym odcinkiem „Inspektora Ricciardiego”.

____________
¹ Sąsiadka któregoś roku przygarnęła parę kociaków, rodzeństwo. Po właścicielu, który się zapił, czy zaćpał.

Read Full Post »

Noc jest mglista. Ranek z malowniczą szadzią, ale pochmurny. Mróz trzyma twardo.
Wieczorem robię porządek z zalegającymi od kilku dni w przedpokoju donicami po pelargoniach. Ziemię pakuję do worków, donice z grubsza obmywam i wszystko wynoszę na strych. W trakcie mam przerwę na rozmowę z mamą, która dzwoni pogadać o jakimś wycieku danych, którym straszyli w „Wydarzeniach”, a może bardziej o przeziębionym kocie, którego sąsiadka (kot jest sąsiadki, ale ojciec go przyhołubił, więc teraz najczęściej stołuje się u mamy) poleciła leczyć paracetamolem.
– Paracetamolem? – dziwię się deko.
– Wydzwaniała do mnie po południu. Grażyna [córka] pytała weterynarza i powiedziała jej, że można dać kotu pól tabletki.
– I dała mu mama?
– Tak. Pokruszyłam i zjadł z pasztetem. Ale później nic już nie chciał.
Ciekawe, co wyjdzie z tej kuracji, bo wyczytałem właśnie w necie, że paracetamol jest dla kotów trujący.

Read Full Post »

W piątej minucie rozmowy wreszcie się łamię i przechodzę do najistotniejszej kwestii:
– A czemu mama dzisiaj nie przyjechała? – pytam.
– Nie chciałam zostawiać go samego – wyjaśnia mama. – Wczoraj wracam ze sklepu, a ten zbiera szyszki przy bramie żeby w piecu podhajcować. W bloku nikogo, bo Rusinkowa pojechała do apteki. Wszystko zostawione otworem. Jakby ktoś przyszedł, to mógłby mieszkanie do czysta ogołocić, byśmy zostali goli i bosi.
– Rozumiem.
– Leki pomagają, ale musi brać te tabletki przynajmniej przez dwa tygodnie żeby była jakaś stała poprawa.

Read Full Post »

Babka milcząca i śpiąca. Ja też po siedemnastej nawet nie próbuję słuchać radia, tylko ucinam sobie dłuższą drzemkę. Jedna mama (wizyta w godzinach 8-15) jest aktywna i męcząco rozgadana.
– Odzwyczaiłeś się ode mnie – stwierdza niezrażona, gdy zwracam jej uwagę. – I jesteś raczej typem milczka. W domu nie mam do kogo się odezwać. Ojciec nie chce rozmawiać, leci w pole, albo siedzi przed telewizorem. Żadnych koleżanek już nie mam. Zostaje ten plotuch z parteru, ale ona wszystko roznosi i jeszcze połowę doda, więc wolę się do niej odzywać jak najmniej.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij