Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘PR3’

Popołudnie deszczowe. 9°C.
Okazuje się, że zdjęcia do dowodu będą gotowe za kwadrans. Żeby nie łazić po mieście po próżnicy, zwłaszcza, że pogoda nie sprzyja spacerowaniu, postanawiam ulec złym podszeptom pazernej Małgorzaty z Krakowa. Czyli idę do knihobudki przy bibliotece powiatowej po cienki tomik „Córki tego, co tramwaje jego”. Powieść nadal stoi na regale, zadowolony zabieram książkę ze sobą i niestety dopiero w domu odkrywam, skąd ta chudość publikacji. Nie dość, że ktoś wydarł stronę tytułową (z dedykacją może?), to jeszcze z końca tomu zniknęło aż osiemdziesiąt stron. Gdyby tylko jedna, bym przebolał, bo powieść wygląda (z pobieżnego podczytywania) na ciekawą. Osiemdziesiąt stron to jedna czwarta całości, za duży ubytek. Szkoda.
Ze zdjęciami od fotografa idę prosto do ratusza załatwić wymianę dowodu, bo mój stary w grudniu traci ważność. Formalności są teraz zredukowane do minimum, urzędniczka korzysta z danych, które ma już w bazie. Muszę tylko odciski palców zeskanować na miejscu i kilka podpisów złożyć na tablecie. Po powrocie do domu biorę się od razu za tarkowanie ziemniaków. Część idzie na placki ziemniaczane na dzisiejszy obiad, reszta na babkę ziemniaczaną (udała się bardzo ładnie), którą będę się żywił przynajmniej przez weekend.
Wieczorem słucham w radiu, jak kulturalna publiczność Filharmonii Narodowej w Warszawie buczy niekulturalnie na jakiegoś urzędnika z Belwederu, czytającego list od prezydenta Nawrockiego przed zaplanowanym koncertem (swoją drogą tekst z napomnieniem wobec widowni, coś w stylu „To nie stadion!”, też był trochę nie na miejscu). Sam koncert już sobie darowuję (Penderecki, Szymanowski, Lutosławski – nie moja muzyka), przełączam radio na Trójkę i drzemię przy jakiejś nowej trójkowej liście przebojów (Pierwszej Trójki – Listy Przebojów).

Read Full Post »

Po dwóch dniach przerwy na nocny spacer wybieram dłuższą trasę.
Któregoś dnia będę musiał przejść się tymi ulicami w dzień, bo wydaje mi się, że miejscami od czasów sprzed covidu zaszły tam spore zmiany.

W słuchaniu mam „Klechdy sezonowe” i kolejne przygody żelaznego karła Wasyla (PR3 z czasów PRL-u i audycja satyryczna „Nie tylko dla orłów”). Dawno tego nie słuchałem, ale niektóre wypadki z Wasylem pamiętam całkiem dobrze (ten z opowieści, jak chciał zostać kuśnierzem na przykład). I nadal mnie bawi ten rodzaj absurdalnego humoru.
„Klechd…” wystarczyło mi akurat na całe pięć kilometrów, ale miałem wolniejsze tempo niż proponowane przez GOOGLE i przysiadłem na chwilę w połowie spaceru, więc w sumie byłem poza domem prawie dwie godziny (półtorej na pewno).

Read Full Post »

Sobota

Po południu włączyłem dla odmiany „wierzę w Strzyczkowskiego” Trójkę (PR3) i nawet z przyjemnością posłuchałem puszczanej na antenie muzyki. To już od dawna nie jest moja stacja, ale byłoby szkoda, gdyby nie udało się jej uratować. Przy okazji zakupów w Biedronce robię sobie prezent na Dzień Dziecka i kupuję DVD z „Kotami” (musical). Wieczorem wylepiam trzecią stronę kartki urodzinowej dla ex-forumowicza, który pod koniec miesiąca obchodzi okrągłe, trzydzieste urodziny. Później zalegam z czipsami i Somersby przy komputerze, dopiero przy drugiej butelce zauważając, że piję jabłkowe 4,5% (byłem przekonany, że wziąłem bezalkoholowe).

Niedziela

Babka od rana z bardzo niskim ciśnieniem. Aż dziw, że zjadła śniadanie, obiad i jeszcze banana pomiędzy. Zmieniam pościel, nastawiam pranie i przynoszę suche rzeczy ze strychu. Po południu lepię dwie kolejne strony wylepki (czwartą i pierwszą) i szykuję litery na ostatnią. Wieczór spędzam przy komputerze. Coś tam czytam, trochę piszę i zamawiam mamie tomik wierszy znajomej poetki, który miała kiedyś chęć przeczytać, ale nie udało się jej pożyczyć wydawnictwa.

Poniedziałek

I znów mam bratową na otwarcie tygodnia – od śniadania do obiadu. Barbara czeka na telefon od lekarki z numerem recepty, bo jakieś leki jej się skończyły. W zlewie sterta talerzy, których nie chciało mi się myć w niedzielny wieczór. W pokoju stół zawalony wycinkami z reklamowych gazetek i literkami luzem.
– O! Na lepieniu anonimów cię przyłapałam! – żartuje Barbara.
Nie komentuję tego nawet słowem, co w sumie może sprawiać trochę dziwne wrażenie.
Wieczorem babka jest nie do wytrzymania. Po dwudziestej drugiej aż muszę wyjść z mieszkania. Wracam po dziewięćdziesięciominutowym spacerze trasą wzdłuż Alei Pileckiego.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Pobudka po dziewiątej. Śniadanie. O 11:50 kolejny (piąty) odcinek MPO na Trójce. Tekst Czerskiego mnie rozbawił. Trzeba będzie wreszcie przeczytać „Ojciec odchodzi” – tylko gdzie wepchnąłem ten tytuł?
Na obiad nadal naleśniki.
– Dla ciebie cztery, dla mnie jeden -proponuje babka.
– Nie. Dla mnie trzy, babcia zje dwa – koryguję.
– Kapustę sam sobie weźmiesz?
– Oczywiście.
Po piętnastej babka wychodzi na ploty do sąsiadki. Przez chwilę siedzę jeszcze przy komputerze nad zestawieniem tekstów Bartosza z lutowego „Filmu” i doczytuję artykuł o związkach teatru ze sztuka filmową.
Szesnasta – wypad do miasta. Już nie jest tak ohydnie słonecznie, wiosennie, jak przed południem. Na ulicy zaczepia mnie jakiś facet. Pijany? Coś tam zaczyna bełkotać nieskładnie – wstępem prośby o kasę?
– Pan jest chyba miejscowy? Przejechałem siedemset kilometrów…
– Nie zawracaj mi człowieku głowy! – przerywam mu w pół zdania. Gdyby od razu poprosił o pieniądze, pewnie bym nie odmówił.
Zakupy w Biedronce. W sklepie da się zauważyć pozytywne zmiany – przy wejściu zalęgło się stoisko z prasą. Nie będę musiał łazić na rynek, by przejrzeć nowy numer „Przekroju”. Kaszy manny nie ma. Dopiero przy kasie zauważam, że nie wziąłem konserw rybnych. Znowu zapomniałem o głównym powodzie wyprawy na zakupy. Brak lecytyny?
Babka siedzi przed telewizorem, w napięciu śledząc losy rodziny Forresterów.
– Gdy odcinek się skończy wypakuje babcia zakupy. Idę do biblioteki. Do osiemnastej wrócę.
– Dobrze – babka przytakuje machinalnie, nawet na chwilę nie odrywając wzroku od ekranu.
Oddaję książki, z półki biorę coś o Vivaldim i „Starożytność bajeczną” Zielińskiego. W czytelni dyżuruje jakaś młoda stażystka.
– Dostanę coś na temat opery? Przewodnik operowy?
– Zaraz sprawdzę.
Przeglądam ostatni numer „Przekroju”, czytam wywiad z Jaroussky’m (jest ładne zdjęcie) z „Tygodnika Powszechnego”. W domu babka martwi się, że „Zorro” (z Christianem Meierem) zbliża się do finiszu.
– Dadzą jakiś inny serial, może równie ciekawy – pocieszam.
O 19 kolacja i „Gwiezdne wrota”. Wieczór przy komputerze.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Rano znów miałem trudności z wstaniem przed jedenastą. Babka zaczyna już na to patrzeć krzywym okiem. Trudno.
Po zakupach i chwili przy komputerze (z planowanych 30 minut przy śniadaniu wyszły mi dwie godziny) wybrałem się do ogrodu zająć zarośniętą ścieżką.

+ + +

Sobota 2005.06.04

Godz. 14:05 (w autobusie)
Jestem przy 111 stronie rozważań o płci w polskim życiu publicznym. Planowany przyjazd do Warszawy godz. 15:22 (DK Centrum, na 16:00 jestem umówiony z Pinokiem przy stacji metra). Za Chiny nie wyrobię się z lekturą (całość liczy 288 str).

Godz. 14:10 (Pułtusk; bez zajeżdżania na dworzec)
Im bliżej stolicy tym niebo bardziej zachmurzone. Przynajmniej nie przegrzeję się w swojej jeansowej kurtce.
Zapomniałem kapci i planu Warszawy. Ciekawe czego jeszcze nie zapakowałem. Nauczka, że nie należy podejmować decyzji o wyjeździe w ostatniej chwili (ewentualnie trzeba przyjąć zasadę, że rozpakowywanie torby podróżnej to żadna praca i przygotować się do wyjazdu nawet wtedy, gdy nie podjęło się jeszcze ostatecznej decyzji).

Godz. 15:55 Metro Centrum (siedzę na parapecie przy wejściu na pasaż handlowy)
Nagrzane powietrze oblepia niby wata.
Cholerny katar! W autobusie mało nie wysmarkałem mózgu. Nos – tak czuję – musi być zatarty do czerwoności. Trzeba było zostać w domu. A na pewno powinienem wybrać spokojniejsze miejsce na spotkanie z panem P. Nawet nie wiem z której strony faceta wypatrywać. W takiej chwili jak nic przydałaby się komórka!

+++

Piątkowy wieczór spędzam przy Trójce. Załapałem się na końcówkę Listy Przebojów (notowanie 1219). Teraz mam reggae i „Czarny piątek” audycję Hirka Wrony¹. Niezła odmiana po sączącej się w dzień z głośników odtwarzacza płycie od Sojuza – „Catulli Carmina & Trionfo Di Afrodite” Carla Orffa.

________
¹ Spodobała mi się wypowiedź obecnego w studiu jednego z polskich regałowców (reggae), który stwierdził, że udział w jutrzejszej warszawskiej paradzie to nie kwestia tego z kim sypiasz, ale co myślisz o tolerancji i postępowaniu polityków)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Od razu wiedziałem, że nic z tego mojego łażenia do sklepu RTV nie będzie. Zaszedłem tylko żeby Pinokio przestał mi ciosać kołki na głowie.
– Dzień dobry…
Nawet nie musiałem nic więcej mówić – sprzedawca uprzedził moje pytanie.
– Niestety, radiomagnetofonu jeszcze nie ma. Dzwoniłem w tygodniu do Płocka – musieli wysłać zapotrzebowanie na części do wymiany. Zanim kurier dostarczy im nowy czytnik trochę potrwa.
– To już trwa dość długo – wtrąciłem nieśmiało. – Zaraz będzie miesiąc.
– Sam pan rozumie. Najpierw kurier musiał zawieźć sprzęt, teraz trochę potrwa dostarczenie czytnika. Ale w następnym tygodniu reklamacja powinna być już załatwiona.
– Mam nadzieję.
Na razie jedno wiem na pewno. Więcej nic nie kupie ani w tym felernym sklepie, ani w żadnym innym należącym do tej sieci.

+

Wieczorem słuchałem Listy Przebojów Trójki. Stare radio lekko się sypie (siada potencjometr), więc przy zmianie stacji (na co dzień mam ustawioną Dwójkę) trzeba czasem postukać w odbiornik.
– A gdzie te nowe? – zainteresowała się babka słysząc to klepanie. – Jeszcze nie przyniosłeś?
– Chyba widać, że nie – warknąłem.
– To i nie wiadomo, czy w ogóle ci oddadzą. Tyle czasu… Może doszli do wniosku, że to z twojej winy się popsuło? Dwieście złotych wyrzucone na śmietnik.

+

Wracając do domu na poprawę humoru zaszedłem do księgarni. I kupiłem sobie grube tomiszcze Marka S. Huberatha (jego książki kupuję w ciemno) „Miasta pod Skałą” – trzytomową powieść w jednym woluminie. I komiks Tadeusza Baranowskiego (dopiero teraz w pełni doceniam humor i kreskę rysownika) z przygodami pary wampirów Szlurpa i Burpa.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Wieczorem.

Przez chwilę przeglądałem grudniowy numer „Nowej Fantastyki”. Przeczytałem jedno z opowiadań, felietony Ziemkiewicza i Silverberga.

Wyłączyłem lampkę. Pokój pogrążył się w ciemnościach.

W radiu Marek Niedźwiecki prowadził 11 Trójkowy TOP Wszechczasów.

W drzwiach do pokoju stanęła mama.

    – Śpisz? – spytała cicho.

    – Nie. Tak tylko leżę.

    – Głowa może cię boli?

    – Tak. Trochę.

    – Chcesz tabletkę? Mam Nurofen? 

    – Nie, nie trzeba. Minie i bez tego.

    – Nie wyspałeś się?

    – Możliwe.

    – A o której się położyłeś?

    – Po trzeciej.

    – Boże! To ty uzależniony jesteś! Nie trzeba było tego komputera kupować!

    – Gadanie. Przecież teraz przy komputerze nie siedzę. – roześmiałem się lekko. – Gdybym był uzależniony, w ogóle bym do domu nie przyjeżdżał.

    – I tak przyjeżdżasz coraz rzadziej. 

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij