Uzupełnię później. Notatki już mam w terminarzu. W tekście będzie o aktualnej domowej sytuacji. W środek wrzucę chyba cytat z Poetki. A zakończenie najpewniej podsumuję zdaniem:
Z tego wszystkiego aż mnie głowa rozbolała.
_________
edit. 22:03
Albo może kiedyś wrzucę tylko zdjęcie strony z terminarza.
_________
edit. 22:40
Rano wszystko poszło całkiem sprawnie. Wizyta w przychodni (włącznie z jazdą w obie strony) trwała około 30 minut. Chirurg szybko wyczyścił ranę na kości ogonowej (w poniedziałek była jeszcze tylko straszna – teraz dziura zrobiła się chyba aż do kości – makabra, jak to się szybko rozwija), pielęgniarki założyły opatrunki. Babka wszystko zniosła cierpliwie i bez oporu, pojękując jedynie z cicha od czasu do czasu.
– Taką ranę bardzo trudno wyleczyć – uprzedziła starsza z pielęgniarek. – Pewnie już do końca będą z tym problemy.
Młodsza poleciła preparat do picia (z białkiem, coś a la jogurt) dla chorych z odleżynami („Mamie to kupowałam”). Lekarz przepisał opatrunki na dwa tygodnie. Pewnie oceniając ogólną kondycję babki i jej wiek uznał, że na dłużej nie ma potrzeby. Ogólnie pełen profesjonalizm. Aż mimo wszystko spojrzałem na sytuację z lekkim optymizmem. Bo wreszcie coś się zaczęło robić w kierunku poprawy kondycji babki.
Gdy wróciliśmy do domu szybko załatwiłem co trzeba w aptece i zadzwoniłem do mamy, żeby ją uspokoić i powiedzieć na czym stoimy. I z rozpędu zacząłem nawet czytać świeżo przyniesioną przez listonosza „Calypso” Davida Sedarisa. Wybuchając momentami głośnym śmiechem, bo rzecz okazała się tak zabawna, jak głosili recenzenci niedzielnej Czytelni (PR2).
A później chwilę podrzemałem (babka spała spokojnie od powrotu z wycieczki), przygotowałem babce śniadanie… i natrafiłem na mur twardo zaciśniętych warg. Nawet do wypicia kawy nie udało mi się jej przekonać.
Normalnie wszystkiego się odechciewa.
Posts Tagged ‘odleżyna’
Dzień dwa tysiące czterysta dwudziesty (piątek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się słucha, tagged babka, ból głowy, blogowanie, Calypso, chirurg, czytelnia, David Sedaris, Maria Konopnicka, odleżyna, pielęgniarka, plany, PR2, promyk nadziei, starość nie radość, zwątpienie on 30 października 2020| 9 Komentarzy »
Dzień sześćdziesiąty czwarty (poniedziałek)
Posted in babka, Bez komentarza, tagged babka, odleżyna, pielęgniarka, pogoda on 19 Maj 2014| 6 Komentarzy »
Dzień jest bardzo ciepły i słoneczny, ale bez wczorajszej parności, więc daje się wytrzymać. Muszę jednak chyba pomyśleć o żaluzjach na balkonowe okno. Fikus (i sterty makulatury) uniemożliwiają zaciągnięcie zasłon i po południu pokój mocna się przez to nagrzewa.
Pielęgniarka znów zapomina o zmianie opatrunku. Szczęściem rana na pięcie wreszcie się zabliźniła, a babka nie pamiętała, że kobieta miała przyjść, więc w sumie nic się nie stało.
Dzień dwudziesty dziewiąty (poniedziałek)
Posted in babka, Bez komentarza, tagged babka, bratowa, Kunegunda, odleżyna on 14 kwietnia 2014| 4 Komentarze »
Okazało się, że pielęgniarka środowiskowa ma do świąt wolne. Niepotrzebnie rano czekaliśmy na nią przez dwie godziny. O jedenastej, potrzebując wyjść na pocztę (wysyłka kartek w imieniu babki) i po chleb, przedzwoniłem spytać, czy o nas nie zapomniała. A tu niespodzianka.
W rezultacie muszę sam zmieniać babce opatrunek na pięcie. Z lekką pomocą bratowej, która akurat przyjechała z Kunegundą na jakąś lekarską kontrolę i wpadła na chwilę, przywitać się i zostawić świąteczną laurkę.
Mimo zastosowanych tydzień temu rewelacyjnych ponoć (drogich to na pewno) środków rana nie wygląda nic, a nic lepiej. Może nawet wręcz przeciwnie.
Po telefonicznej konsultacji założyłem Granuflex, jak teraz czytam w necie całkowicie nieprofesjonalnie.
Ogólnie masakra.
Dzień szesnasty (wtorek)
Posted in babka, Bez komentarza, Forum, Się ogląda, Łatka, tagged Agenci T.A.R.C.Z.Y., babka, brak apetytu, buty, Dawno dawno temu, odleżyna, Once Upon A Time, osłabienie, pielęgniarka środowiskowa, reklamacja, rekonwalescencja on 1 kwietnia 2014| Leave a Comment »
6:00 Pobudka.
„Jeszcze choć pół godzinki drzemki! – myślę rozleniwiony. – Pielęgniarka z samego rana na pewno się nie zjawi.” I przysypiam na półtora godziny.
8:30 Podaję babce śniadanie, mierzę ciśnienie, aplikuję leki.
9:05 Telefon na wieś i kilka minut rozmowy z mamą. W tym miesiącu rachunek telefoniczny niski raczej nie będzie.
9:15 Pielęgniarka na zmianę opatrunku.
Rana na pięcie wygląda masakrycznie. I w miesiąc się pewnie nie wygoi.
Przez chwilę rozmawiamy o marniutkich wynikach babki. Siostra radzi odstawić leki moczopędne, bo noga nie jest obrzęknięta, a środki działają na babkę osłabiająco.
10:00 Śniadanie przy komputerze.
12:10 Miasto (przez godzinę).
Najpierw reklamacja w obuwniczym (pantofle za trzy stówy okazały się mniej wytrzymałe od butów za 50 złotych). Później apteka i zakupy w Stokrotce.
14:45 Obiad.
Do kopytek podaje sos chiński (słodko-kwaśny). Babka nie ma apetytu. Muszę namawiać do zjedzenia każdej kluski.
15:30-16:30 Ogródek. Zgrabiam po zimie.
18:00 Mierzenie ciśnienia. Wieczorna porcja leków.
18:15 Kolacja. Telefon od mamy. Komputer.
Wieczór przed telewizorem.
21:00 „Agenci T.A.R.C.Z.Y.”, odc. 11
22:00 „Dawno, dawno temu”, odc. 3X14
Później jeszcze przez chwilę forum i padam tuż po północy.



