Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘kultura’

Pomyślałem przy śniadaniu babki: Skoro nie robi mi żadnej różnicy, czy zjem pączka, czy nie, to po co wychodzić do Mistrza Jana i jakieś kupować?
A teraz czytam¹:

Mądrość ludowa prawi, że kto w ostatni czwartek przed rozpoczęciem Wielkiego Postu nie naje się smażonych w smalcu drożdżowych bułek z nadzieniem, ten przez cały rok będzie biedować.

No to mam przechlapane. Matka też, bo jest w trakcie tygodniówki palenia w centralnym, więc sobie darowała kilometr spaceru do sklepu.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Spotkanie autorskie Przemysława Borkowskiego było sympatyczne, ciekawe, momentami zabawne. Pisarz opowiadał odrobinę o kabarecie i o swoich związkach z regionem, więcej o pisaniu i cyklach kryminałów, których spłodził już dwa. Żona – bo autor zjawił się z żoną – nie robiła jedynie za kwiatek i też kilka razy przejęła mikrofon, by dopowiedzieć to i owo. Co może będzie widać na filmowej relacji, bo para prowadzi na YouTUBE kanał „Żona kryminalisty” i ma w niedzielę wrzucić filmik kręcony smartfonem przez Borkowskiego.
Na zakończenie kupiłem kryminał „Rytuał łowcy” (nic innego w ofercie nie było), otwierający cykl przygód prokurator Gabrieli Seredyńskiej i po kilku minutach stania w kolejce wróciłem do domu z kolejną autorską dedykacją. Tłumów na spotkaniu nie było. Przyszło ze trzydzieści osób, może trochę więcej. Jak na miasto, które ma chyba jeszcze ponad 25 tysięcy mieszkańców, malutko. Większość obecnych tradycyjnie – panie 60+. Ludzie już całkiem nie czytają? Nie interesuje ich w ogóle taka oferta kulturalna? A może spotkanie było za słabo reklamowane? Sam, gdybym się nie interesował i nie sprawdzał co jakiś czas na FB, czy w bibliotece albo muzeum nie będzie czegoś ciekawego, spokojnie bym wydarzenie przegapił.

Dzień #3259.

_______
¹ W newsletterze Wyborczej.

2023-02-17
Jak patrzę po zdjęciach (na stronie biblioteki jest już fotorelacja z czwartkowego spotkania)… Może trochę zawyżyłem średni wiek uczestniczek spotkania. O 10, 20 lat…
Ale wśród widowni niewątpliwie dominowały panie.

Read Full Post »

Sylwestrowy wieczór spędziłem przed telewizorem, oglądając czwarty odcinek (trzy wcześniejsze widziałem w zeszłym roku) najnowszego sezonu „Morderstw w Midsomer”. W przerwach reklamowych przełączałem na TVP2, na „Sylwester marzeń z Dwójką”, za każdym takim rzutem oka (i ucha) utwierdzając się w przeświadczeniu, że nie byłoby żadną strata dla ludzkości, gdyby koronawirus wygubił całą populację naszego kraju. Północ przyłapała mnie w łazience, ale i tak nie miałem żadnego alkoholu do wznoszenia toastu, a na zamglonym niebie fajerwerki było widać bardzo słabo, więc nawet nie było warto wyglądać przez okno. Było może pięć po dwunastej, gdy zasiadłem wreszcie przy komputerze i zabrałem się za sprawdzanie zawartości Kinder Niespodzianek.
Na pierwszy ogień poszło jajko z wróżbą dla babki, ozdobione dodatkowym obrazkiem i nadrukiem Matoons. Widzę teraz (na stronie producenta), że w tej serii trafiają się nawet fajne pierdółki. Oczywiście, co nie było żadną niespodzianką, jajko babki nie mogło nic takiego skrywać. Z plastikowej kapsuły wyciągnąłem żółtego, przylizanego lwa z gadzim (małpim?) pyskiem w bojowej, czy raczej skocznej postawie. Oraz dwie zielone części z paskiem materiału i składanym kartonikiem opatrzonym liczbami 50 i 10. W komplecie ma to stanowić jakąś zabawkę, ale mimo załączonej instrukcji nie doszedłem w jaki sposób można, należy się tym bawić. Po kwadransie główkowania musiałem uznać, że intelektualnie nie dorastam do poziomu współczesnych pięcio-sześciolatków. A że akurat za oknem zaczęło coś błyskać na niebiesko poszedłem sprawdzić, co zacz. Obstawiałem radiowóz, ale nie. Na ulicy stał zaparkowany wóz straży pożarnej, a kilku strażaków dreptało, deptało intensywnie okoliczny trawnik, przyświecając sobie latarkami. Nie wiem, szukali czegoś, czy dogaszali jakieś niewybuchłe fajerwerki? Po kilku minutach obserwacji, która nie przyniosła odpowiedzi na moje pytanie, wróciłem do biurka i jajka numer dwa, z wróżbą… A właśnie, wróżba dla babki.
Bojowa postawa lwa niesie z sobą dość optymistyczne przesłanie – babka w najbliższym roku nadal zachowa chęć do życia (a przynajmniej brak zapału do umierania). Pojawią się niestety też jakieś nowe problemy związane z jej osobą. Problemy, których nie będę potrafił sam rozwiązać, tak jak nie udało mi się rozpracować działania tej zabawki. Ale ogólnie nie powinno być źle.
Zawartość mojego jajka fizycznie była również nieciekawa. Plastikowa kapsułka skrywała korpulentnego, przysadzistego nosorożca wciśniętego w zieloną, przymała miskę. Z instrukcji wyczytałem, że po wyciagnięciu zwierzaka dolna część miała stanowić pieczątkę. Niestety zabawka została wykonana tak finezyjnie, że część stemplująca, zbyt mocno schowana w podstawce, nie dotyka papieru, gdy się próbuje robić pieczątki. Ale tuszu użyto bardzo dobrego. Palce i paznokcie mam nadal niebieskie (blisko dobę po uwalaniu), mimo dość intensywnego szorowania.
Wykładnia wróżby wydaje się dość oczywista. Zachowam dotychczasową wagę i sylwetkę, więc nawet nie ma co myśleć o odchudzaniu. To wbicie wielkiego nosorożca do małej miski może też sugerować, że i w tym roku nigdzie się z domu nie ruszę. Czyli albo sytuacja epidemiczna mimo szczepień nie ulegnie zbyt wielkiej zmianie, albo rząd wprowadzi wreszcie zakaz homopropagandy i Marszu Równości znów w Warszawie nie będzie. Zostaje jeszcze sprawa stempla, ukrytej spodniej części, która powinna działać, ale nie działa. Cóż… zważywszy na nieletnich (potencjalnych) czytelników tego bloga nie będę się wgłębiał w szczegóły tego, co może zwiastować ten drobiazg. Na szczęście nie jestem zmuszony do wypełniania mężowskich powinności, więc gdyby nawet zaistniało coś na rzeczy, żadnej tragedii z tego powodu nie będzie.
Rozbebeszywszy oba jajka zjadłem czekoladowe skorupy, równie smaczne, jak zawartość Kinder Niespodzianek ładna, a później włączyłem Netflixa i obejrzałem „Wszyscy moi przyjaciele nie żyją”, nawet dość zabawną polską czarną komedię według amerykańskich schematów.

Dzień #2483.

Read Full Post »

– No ja pierdolę!
Pełny dramatyzmu damski okrzyk doleciał z podwórza przez otwarte drzwi balkonowe.
„A cóż tam mogło się stać? Jaka tragedia? Kobieta sobie przypomniała o pozostawionym w domu włączonym żelazku?”
– No ja pierdolę! – rozległo się ponownie.
Wyszedłem na balkon.
Na chodniku po drugiej stronie ulicy stała wyraźnie czymś zaaferowana młoda kobieta, trzymająca za ręce parkę kilkulatków.
„Nie obmacuje kieszeni, więc to raczej nie reakcja na zgubiony portfel.”
– No ja pierdole! – zabrzmiało po raz trzeci. – Patrz Mariola! Jedenaście tysięcy za taki złom!
Spojrzałem w dół. Na chodniku od strony bloku stała jakaś młoda matka z wózkiem. Żywą reakcje jej koleżanki po drugiej stronie ulicy wzbudził zaparkowany nieopodal samochód ozdobiony, domyślam się, kartką z ofertą sprzedaży.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij